poniedziałek, 7 października 2013

Rush - Counterparts (1993)

Data zakupu: 10 sierpnia 2010 roku

W moim pierwszym wpisie o Rush trochę minąłem się z prawdą. Nie poznałem zespołu w 2006 roku, gdyż jakieś 12 lat wcześniej miałem już okazję zapoznać się z dwoma albumami tej kapeli - Roll the Bones i Counterparts. Okazja ta nadarzyła się, kiedy to poznałem pewnego miłego gościa, Radka. Otóż jego ojciec był wojskowym i w 1992 roku był na służbie m.in. w Iraku. A ponieważ obaj interesowali się muzyką rockową, przywiózł swemu synowi m.in. właśnie te dwa albumy w postaci pirackich, nomen omen, irackich kaset - nawet porządnie wydane, nagrane na chromowych taśmach. Oczywiście zapoznałem się z nimi, nawet sobie przegrałem, trochę posłuchałem, ale jakoś nie robiły na mnie większego wrażenia. Ot, odkryłem, że z radia bardzo dobrze znam utwór Nobody's Hero i że Stick It Out jest fajnym kawałkiem... Lecz kompletnie nie rozumiałem, czym zachwycał się Tomasz Beksiński na łamach Tylko Rocka zachwalając album Counterparts... Aż do 2006 roku.

Ten album to kawał naprawdę dobrego grania. Mocno hard rockowego, z lekką domieszką modnego wtedy grunge'u (wzmiankowany Stick It Out), doskonale wyprodukowanego (to ogromna różnica w porównaniu z mdłą produkcją Roll the Bones), zawierający naprawdę dobre utwory (Animate, Double Agent, Leave that Thing Alone). A z drugiej strony momentami trochę męczący - w sumie dominują dynamiczne kawałki rockowe, jedynie niektóre utwory noszą jakieś znamiona ballad (Nobody's Hero). Na szczęście album nie jest jakoś specjalnie długi, więc nie męczy ponad miarę (jak późniejsze Vapor Trails). Lubię go, ale nadal arcydziełem bym go nie nazwał.

Wydanie przyjemne, choć bez jakichś fajerwerków. Świetna okładka, do dziś uważam, że to chyba najlepszy projekt w historii Rush. 

Ocena muzyki: 4/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Druga strona wkładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz