środa, 5 sierpnia 2026

Oceansize - Frames (deluxe edition) (2008)

Data zakupu: 29 lipca 2026 roku

Tak, jak napisałem w recenzji wersji w digipaku, postanowiłem dokupić do kolekcji to wydanie. W sumie DVD nie jest takie złe, a wydanie dość ładne, co widać poniżej. Muzyka ta sama, tyle, że bez bonusa. Wydanie w pudełku, w którym znalazłem płytę CD w zwykłym pudełku, płytę DVD w kartoniku oraz naklejkę z logo zespołu. W kartoniku z DVD znajduje się karteczka z opisem - oczywiście, tak jak i książeczka w pudełku z płytą CD, wszystko jest napisane błyszczącymi literami na matowym tle - w tym samym kolorze. Ciężko to czytać...

Ocena: 3/5

 

środa, 29 lipca 2026

Ninetec ProBeat Studio Headphones Boris Blank Edition

A jak już mówimy o Borisie Blanku, to dość nieoczekiwanie znalazłem takie cudo. Słuchawki sygnowane przez Borisa Blanka, z jego podpisem po obydwu stronach. Fajna rzecz, oczywiście czarno-żółta, elegancko zapakowana. Brzmią bardzo dobrze, tak jak powinny. Uszy wchodzą do środka, a nie są przygniatane przez gąbkę - to lubię. Dość dobrze też izolują od otoczenia, więc jest to dość komfortowe. No i wydają się dość głośne - co jest największym mankamentem dzisiejszych słuchawek, szczególnie bezprzewodowych - są ciche. Albo ja już jest coraz bardziej głuchy...











A na koniec ciekawy cytat z Boris Blanka, który znalazłem online:

Most Swiss pop and rock acts, he says, lack originality. He makes an exception for the Young Gods, an internationally renowned industrial rock band that, like Yello, uses lots of sampling and sound effects. "I like bands that don't look to the right or to the left, wondering 'what should we do,' waiting for a train to jump on. The Young Gods have their own ideas, their own DNA. I think that's why they're successful. Other Swiss bands imitate what they see and hear from abroad, mostly from England and America. That's never going to be well received across our borders."

środa, 22 lipca 2026

Malia & Boris Blank - Convergence (2014)

Data zakupu: 21 lipca 2026 roku

Yello zawsze miało na swoich albumach udział gościnnych wokalistów i wokalistek. Niemniej jednak nie było całego albumu, który by brzmiał jak Yello, a nie był śpiewany przez Dietera Meiera. Aż do 2014 roku. Malia to wokalistka jazzowa, którą można posłuchać na albumach Toy i Live in Berlin. Całość brzmi dość podobnie do albumu Touch Yello z 2009 roku. Mamy prawie same ballady, dynamiczniejszych kawałków jest zaledwie kilka (m.in. I Feel It Like This czy Fever - jeden z dwóch coverów nagranych przez Borisa - drugim jest Jingle Bells), a całość brzmi mocno jazzowo (jak na Yello). Dodatkowo jeden utwór, Tears Run Dry, ukazał się kilka lat wcześniej jako utwór Yello na składaku Yello by Yello. The Anthology z 2010 roku. Za to tekst Smouldering Ashes został wykorzystany ponownie na Toy w utworze Cold Flame (śpiewanym oczywiście przez Malię), a Turner's Ship zawiera elementy wykorzystane później w kawałku Magma (również na Toy).

Jednakże nie przekonuje mnie ten album. Kawałki są nudne, Malia ma może ciekawą barwę głosu, ale czasami mnie irytuje (jak w refrenie Touching Ghosts). Wszystko brzmi trochę jak odrzuty z właściwej twórczości Borisa. Owszem, czasami można tego posłuchać, szczególnie jesiennym wieczorem, ale niewiele zostaje w pamięci. Jak dla mnie tylko Turner's Ship jest godny uwagi, bo kompletnie inny niż reszta - plemienne rytmu, śpiewy w suahili, sporo ambientowych teł - niezły kawałek.

Wydanie w zwykłym pudełku (na szczęście). Są teksty utworów, jest opis, parę zdjęć. Nic szczególnego.

Ocena: 1/5 










poniedziałek, 13 lipca 2026

The Mars Volta - Televators (2003)

Data zakupu: 13 lipca 2026 roku

Drugi i ostatni singiel promujący album De-Loused in the Comatorium, tym razem w wersji UK. Jako stronę B zawiera unikalną, kocnertową wersję Take the Veil Cerpin Taxt (całkiem inną niż na Scabdates). Trwa 12 i pół minuty, wiec całkiem przyjemnie długo. Niezła wersja, zawiera sporo improwizacji w środku. Wersja winylowa ma także unikalne nagranie, chyba niedostępne na żadnym CD - Eriatarka w wersji koncertowej. Dodatkowo mamy tutaj wideo do kawałka tytułowego.

Wydanie w digipaku, niestety trafił mi się w dość przechodzonym stanie. Ale nie ma co narzekać, to bardzo rzadki singiel obecnie...

Ocena: 2/5 





środa, 8 lipca 2026

The Orb - Aubrey Mixes. The Ultraworld Excursions (1991)

Data zakupu: 16 czerwca 2026 roku

Nigdy nie myślałem, że uda mi się to zdobyć. Limitowana edycja, wydana 35 lat temu, nie wznawiana nigdy... Na remasterze debiutu znalazły się co prawda niektóre utwory, ale jednak nie wszystkie. Mamy tu 7 remiksów (przy czym ostatni to poszerzona wersja miksu nr 3), kilku zewnętrznych remikserów, całość przygotowana pod winyl (nie zawierał tylko utworu nr 7), więc 3 pierwsze i 3 ostatnie kawałki są ze sobą połączone w całość. Zaczyna Pal Joey ze swoim miksem Little Fluffy Clouds. Całkiem niezły, przynajmniej dość odmienny od oryginału. Drugi jest Steve Hillage który umiejętnie połączył Back Side of the Moon z Supernova at the End of the Universe (jest on współautorem obu tych nagrań), tworząc nową jakość. Stronę A winyla wieńczy miks Spanish Castles in Space autorstwa Youtha,  który dodając ciekawą partię perkusji stworzył nowy kawałek. Następnie jest Ready Made (czyli Thomas Fehlmann) miksujący Outlands - o, to już jest całkowicie odmienny utwór od oryginału, trochę za długi, ale przyjemny. Na koniec mamy dwa miksy autorstwa The Orb - A Huge Ever-Growing... w wersji znanej już z singla, ambientowej, całkowicie pozbawionej rytmu i większości sampli - bardzo ją lubię. I w końcu Perpetual Dawn - utwór już kompletnie w niczym nie przypominający oryginału, znakomicie przetworzony pełen nowych sampli, nie użytych wcześniej, mój faworyt na całej płycie. Fajna rzecz.

Wydanie nawiązuje oczywiście do grafiki oryginalnej debiutanckiej płyty The Orb. W środku trochę zdjęć, też powiązanych z debiutem. Opisy mały druczkiem, niestety...

Ocena: 2/5

 


sobota, 4 lipca 2026

King Buffalo - The Burden of Restlessness (2021)

Data zakupu: 12 czerwca 2026 roku

Album zarazem podobny, ale i inny niż późniejszy Regenerator. Utwory są bardziej zwarte, mniej rozimprowizowane, w wolniejszym tempie. Przykładowo otwierający album Burning mógłby spokojnie znaleźć się w repertuarze Black Sabbath - ten powolny riff, zmęczony, monotonny wokal tworzą doskonałą mieszankę. Podobny jest też walcowaty Grifter. Nieźle wypada też spokojniejszy fragment w postaci Silverfish - ni to ballada, ni to przerywnik. The Knocks ma w sobie coś z Toola, a Loam to bardziej progresywne klimaty. Hebetation i Locusts to takie typowe dla King Buffalo granie riffowe. W sumie bardzo udana płyta.

Wydanie takie sobie, jakoś te obrazy nie pasują mi do siebie. No i ta mało czytelna czcionka... Oczywiście wkładki czy książeczki brak. Jedynie okładka jest niezła.

Ocena: 2/5