sobota, 19 września 2026

Banco de Gaia - Last Train to Lhasa 20th Anniversary Edition (2015)

Data zakupu: 14 września 2026 roku

W 2014 roku Toby Marks, działający pod marką Banco de Gaia, zaczął fajną inicjatywę w postaci wydawania zremasterowanych i wzbogaconych o dodatkowe nagrania swoich albumów. Wszystkie wydawał w 20 roku od ich pierwotnego wydania. Zaczął oczywiście od debiutu z 1994 roku, albumu Maya, który zawierał dodatkowo 2 płyty CD z rzadkimi utworami demo, live oraz remiksami (wszystkie remastery ukazują się wyłącznie na CD, nie ma ich w postaci cyfrowej ani w serwisach streamingowych!). Całkiem nieźle mu to wyszło, album wyprzedał się całkowicie, aż trzeba było zrobić dodruk (w tym roku). Oczywiście rok później ukazał się kolejny remaster, tym razem albumu Last Train to Lhasa z 1995 roku. Każdy kolejny album doczekał się swojego wznowienia - najnowsze wydawnictwo to Farewell Ferengistan z 2006 roku który ukaże się w tym roku, na jesieni.

Tym razem dostaliśmy aż 4 płyty CD. Co ciekawe, każdy krążek zawiera coś dodatkowego. Na podstawowym albumie znajduje się nieopublikowany aż do 2011 roku utwór Eagle - taki sobie, dobrze, że nie został uwzględniony w podstawowym programie płyty. Owszem, znaliśmy go z ambientowego remiksu Eagle (small steppa mix) dostępnego na drugiej płycie CD, ale to jednak dwa różne nagrania. Na tej drugiej płycie CD, w oryginale zawierającej tylko 3 remiksy utworów Kuos, Kincajou i właśnie Eagle, ponownie mamy coś nowego. Otóż utwór Kincajou, wydany pierwotnie w skróconej (!) 36-minutowej (!) wersji, tutaj doczekał się wznowienia w pełnej (!) 44-minutowej (!) edycji, pozbawionej cięć. Szczerze mówiąc, wolę jednak wersję skróconą - te cięcia były konieczne i wycięto najbardziej powtarzające się i zbędne fragmenty.

Kolejna płyta CD to kolejne remiksy. Oprócz znanych już z limitowanej edycji z 1995 roku (którą posiadam) miksów China, Amber i 887 mamy też dwa dodatkowe długasy, oba w okolicach 19 minut. Miks White Paint to rzecz niepublikowana do tej pory, ale w sumie taka sobie, natomiast ambientowa wersja Last Train to Lhasa ukazała się już wcześniej na singlu, ale w skróćonej, 12-minutowej wersji. Tutaj mamy tego więcej, choć ponownie nie wiem czy warto - jakoś nigdy za nią nie przepadałem.

Dysk 4 to już same nowe nagrania - remiksy dokonane przez współczesnych artystów. Niektóre są naprawdę niezłe (Nick Manasseh, Alucidnation, Andy Guthrie), niektóre słabsze (strasznie nudny miks Andrew Heatha, Sonasha, Bluetech), jest nawet jeden miks autorstwa samego Toby'ego Marksa (Kincajou). Ale i tak najlepszym nagraniem jest remiks Last Train to Lhasa autorstwa Astropilota. Świetna rzecz, chilloutowa, ale zarazem rytmiczna, z niesamowitym klimatem - to mój ulubiony miks.

W ramach uzupełnienia dodam, że przed wydaniem albumu ukazał się też singiel zapowiadający to wydawnictwo - Last Train to Lhasa 20th Anniversary Edition EP. Zawiera, oprócz oczywiście wersji albumowej oraz radiowej nagrania tytułowego, opisany już wcześniej pełny ambientowy miks, remiks Astropilota, oraz 2 miksy dostępne tylko na tej EP-ce - remiks autorstwa Silinder (niezły) oraz uwspółcześnioną wersję autorstwa Marksa o podtytule 2k2 - co sugeruje datę stworzenia miksu (taki sobie). Miły dodatek, ale dostępny tylko i wyłącznie w wersji cyfrowej.

Wydanie w kartoniku - trochę szkoda, ale rozumiem, że to najtańsza opcja, pozostałe remastery też chyba są w kartonikach. Opisy tylko na zewnętrznej wersji kartonika. Spis utworów wyłącznie na obwolucie.

Ocena: 2/5 









poniedziałek, 14 września 2026

Yello - 40 Years (2021)

Data zakupu: 14 września 2026 roku

W oczekiwaniu na najnowszy album Yello, Time Lab (wychodzi już 30 października!) zakupiłem kolejne wydawnictwo Yello. To już czwarta składanka Yello - po The New Mix in One Go (1986), Essential (1992) i Yello by Yello. The Anthology (2010 - tej nie mam). W sumie niewiele nowego tu znajdziemy, choć parę utworów znalazło się w wersjach skróconych - niektóre były już opublikowane na The Anthology, jak Liquid Lies (to całkiem nowa wersja, inna niż na Motion Picture), La Habanera (teraz ma trochę ponad 3 minuty), Tremendous PainDistant Solution Tiger Dust (wersja z The Virtual Concert). Nowych miksów doczekały się nagrania Spinning My Mind (wersja z wideo), Blender z Baby (brakuje klimatycznego początku) oraz Houdini (skrócony o ok. 1 minutę). Dziwactwem jest za to Night Train - wolniejszy niż oryginał - uważam, że to błąd techniczny, nie celowe działanie.

Dobór nagrań też jest miejscami dziwny - cała masa utworów z Point i Toy, za to niewiele z Touch Yello, całkowity brak czegokolwiek z Pocket Universe i tylko jeden utwór z Flag (The Race nie liczę, bo mamy go w wersji koncertowej, z Live in Berlin). Niezbyt satysfakcjonujący reprezentatywny zestaw, niestety... Ale mamy za to jeden rodzynek! Mean Monday (z gościnnym udziałem Malii) został wydany pierwotnie jedynie cyfrowo w ramach promocji książki o Yello w 2011 roku. Fajny kawałek, choć refren mógłby być lepszy. 

Wydanie w eleganckim digipaku, z ciekawą książeczką. Fajnie, że zaznaczyli w dyskografii któe kawałki znajdują się na tej składance. Design taki sobie, dobrze, że na najnowszym albumie wracają do Ernsta Gampera, który projektował ich pierwsze okładki.

Ocena: 2/5















środa, 9 września 2026

Yello - Live in Berlin Blu-ray Video (2017)

Data zakupu: 8 września 2026 roku

Muzycznie jest to dokładnie to samo, co znajdziemy na wersji CD. Ale tutaj mamy dodatkowo obraz, więc można zobaczyć jak Yello daje sobie radę na scenie. Jest co oglądać, na scenie znajduje się sporo ludzi, fajnie jest to sfilmowane i świetnie brzmi. A żeby było śmieszniej - nie mam odtwarzacza Blu-ray! Ale chyba sobie sprawię, bo myślę, że warto by obejrzeć ten koncert.

Wydanie w digipaku, bardzo eleganckie, fajna książeczka. Trochę szkoda, że nie w super jewelboksie, ale one już wyszły z użycia, niestety...

sobota, 5 września 2026

Boris Blank - Resonance (2024)

Data zakupu: 25 sierpnia 2026 roku

Ciekawy album, zawiera muzykę do jakiejś wystawy. Mamy więc do czynienia z ambientem, momentami bardzo Boris Blankowym, momentami odbiegającym od tego, do czego nas przyzwyczaił. Czasem jest naprawdę dobrze (obie części Vertigo Heroes, Defying Gravity, North of Eden), czasami dość banalnie (Resonance, Ninive, Mirage), czasami nijako (Angel Base, Elements of Life, Time Bridges)... Ale całości da się posłuchać, zwłaszcza w tle...

Płyta wydana w niszowej wytwórni, dlatego od samego początku była trudno dostępna i droga. Udało mi się ją dorwać w sensownej cenie, więc nie narzekam. Okładka niezła, w środku ciekawy esej i kilka zdjęć.

Ocena: 2/5 










środa, 2 września 2026

Voo Voo - Z Środy... Na Czwartek (1989)

Data zakupu: 20 sierpnia 2026 roku

Pod koniec lat 80-tych wiele polskich zespołów przeżywało fascynację cyfrowymi syntezatorami i starało się nagrywać płyty z ich użyciem, myśląc, że są nowocześni brzmieniowo (m.in. Kombi czy Lech Janerka). Kiedy się teraz wraca do tamtych płyt, to czasami nie da się ich słuchać - tak bardzo zestarzały się brzmienia cyfrowych klawiszy (a analogowe nadal brzmią dobrze). Taka jest też ta płyta. Co prawda syntezatory nie zdominowały nagrań, ale pojawia się ich naprawdę sporo i słychać, że niektóre brzmienia się mocno zestarzały (Jutro obudzę się wysoki, Ktoś mi wcześnie kazał wstać). Na szczęście niektóre kompozycje nadal brzmią świetnie jak mroczna Opowieść o Ginie I, równie ciemna Znowu mi się udało, wesołe 5x5 czy wreszcie zamykający utwór, znakomity Sfora zmor. Teksty Wagla oczywiście są nadal świetne, natomiast muzycznie zespół już zaczyna dryfować w kierunku miłych i przyjemnych piosenek znanych z m.in. Łobi Jabi - jak w 5x5, Jutro obudzę się wysoki, Ktoś mi wcześnie kazał wstać, Bez obroży czy Do nieprzyjaciół. Ale nadal jest to osadzone w sosie lat 80-tych, więc nie drażni tak bardzo. Przyjemny album.

To pierwsza edycja płyty na CD, zremasterowana z winyla - taśmy matki gdzieś zaginęły, niestety. Odbija się to na jakości nagrań, ale lepsze to niż nic. Wkładka powiela design winyla (kiedyś go miałem), w środku jest tekst tylko do utworu 5x5 - widocznie ważny.

Ocena: 2/5