środa, 18 marca 2026

Primal Scream - Echo Dek (1997)

Data pierwszego zakupu: 2 czerwca 2006 roku
Data ponownego zakupu: 11 marca 2026 roku 

Całkiem przyzwoity zestaw dubowych remiksów utworów z albumu Vanishing Point. Co prawda wszystkie są jednego autora - Adriana Sherwooda, ale to przynajmniej koleś, co zna się na rzeczy. Słucha się tego naprawdę przyjemnie, szczególnie Living Dub, Revolutionary, First Name Unknown czy Last Train są godne uwagi. Jak ktoś lubi elektroniczny dub, tak jak ja - to to jest wydawnictwo dla niego.

Design nienajgorszy, choć zdjęcia mogłyby być ciekawsze. Ale jakoś dobrze to wygląda...

Ocena: 2/5








niedziela, 15 marca 2026

Fluke - Switch (2003)

Data zakupu: 7 marca 2026 roku

Ostatni singiel CD wydany przez zespół Fluke. Promował album Puppy i zawiera parę ciekawych nagrań. Po pierwsze trwa 31 minut - najwyraźniej zespołowi nie zależało na listach przebojów. Oprócz wersji radiowej utworu tytułowego mamy też wersję rozszerzoną, dłuższą o 2 minuty niż nagranie płytowe, w dodatku brzmiącą inaczej - podejrzewam, że została inaczej zmiksowana, a może nawet pochodzi z wersji demo - brak jakiejkolwiek informacji na ten temat. Poza tym mamy progressive house'owy miks - całkiem niezły - oraz wokalną wersję nagrania Nebulus (na płycie Puppy jest wersja instrumentalna). Przyjemny singielek.

Okładka taka sobie, nawiązuje do okładki Puppy. Design też taki sobie, kolorki również.

Ocena: 2/5

 



czwartek, 12 marca 2026

Meat Beat Manifesto - Storm the Studio R.M.X.S. (2003)

Data zakupu: 7 marca 2026 roku

Bardzo interesujący zestaw remiksów. Storm the Studio to debiutancki album MBM, wydany w 1989 roku, a więc 14 lat przed tym zestawem. Zbiór mocno eklektyczny, choć bliżej mu do awangardowej elektroniki niż mainstreamu. Nie brakuje drum'n'bassu, dubu, breakbeatu, poszarpanych rytmów, drone'owych noise'ów itp. odlotów. Są tutaj tak znani remikserzy jak Merzbow, Scanner, DJ Spooky, Jonah Sharp (znany bardziej jako Spacetime Continuum) czy D.H.S. Ok, może znani wyłącznie miłośnikom gatunku, ale nie obcy dla mnie. Obcy to są inni np. Komet, Norcq, The Opus czy Eight Frozen Modules. Ale to przecież bez znaczenia - liczy się muzyka.

Okładka dziwna, nawet jak na MBM-owe warunki. Cały opis i spis utworów znajduje się pod tray'em. Nie ma nigdzie ani nazwy zespołu ani tytułu płyty - a to dlatego, że w oryginale znajdowała się ona na naklejce, której brak w moim, używanym, egzemplarzu. I tak mam szczęście, bo ten album chodzi za bardzo wysoką cenę na rynku, a ja dałem jedynie 60 zł.

Ocena: 2/5

 



poniedziałek, 9 marca 2026

Death in Vegas - Milk It. The Best of Death in Vegas (2005)

Data zakupu: 28 lutego 2026 roku

Death in Vegas to dość interesujący zespół balansujący na granicy elektroniki i rocka. Momentami przypomina dość bardziej elektroniczne dokonania Primal Scream, zresztą nawet Bobbie Gillespie z PS udziela się w dwóch nagraniach (Soul Auctioneer i One More Time). Wyszła im z tego całkiem niezła mieszanka czego dowodem jest ta składanka. Zawiera ona wybór nagrań z trzech albumów wydanych dla wytwórni Concrete w latach 1997-2002. I to całkiem dobry wybór, nieźle podsumowujący tamten okres (zespół działa do dziś). 

Mamy więc trochę gitarowego grania (szczególnie utwory z mojej ulubionej płyty, The Contino Sessions, 1999) jak Dirge, Soul Auctioneer, Aisha (gościnnie na wokalu Iggy Pop), Dirt czy So You Say You Lost Your Baby (na wokalu Paul Weller). Nie brakuje bardziej elektronicznych rzeczy jak breakbeatowy Rekkit, dubowy Rematerialized czy electro-popowy Hands Around My Throat. Fajne granie i fajna muzyka.

Na drugim dysku mamy za to świetny wybór remiksów z singli. Niektóre są bardzo dobre, jak Dirge (cossack mix) czy dwa ostatnie kawałki w miksach Two Lone Swordsmen. Gatunki są trochę zróżnicowane - nie brakuje transu (miks Slam czy Dave'a Clarke'a), breakbeatu (Dirt czy Aisha) i nawet dubu (Twist and Crawl). Bardzo przyjemny składak.

Wydanie, niestety, zrobione "na kolanie". Okładka brzydka, czcionka nieczytelna, kolorystyka słaba. Nie postarał się wydawca, niestety.

Ocena: 3/5 







środa, 4 marca 2026

Laika - Wherever I Am I Am What is Missing (2003)

Data zakupu: 19 lutego 2026 roku

Drugi album Laiki, który mi się podoba. I w dodatku ostatni - zespół rozwiązał się po jego wydaniu. Podoba mi się w nim przede wszystkim minimalizm - w wielu fragmentach mamy samą perkusję i wokal. Choć trzeba przyznać, że perkusista gra naprawdę ciekawe rzeczy - kombinuje mocno, zarówno z rytmiką jak i brzmieniem. A wokal Margaret Fiedler jest nieziemski przez cały album - melodie są czasem zaskakująco chwytliwe (Girls without Hands, Diamonds & Stones, Oh). Dodatkowo mamy delikatny akompaniament innych instrumentów - głównie organów Fender Rhodes, ale nie brakuje też gitar, no i wyrazistego basu w większości nagrań. Cała płyta ma niesamowity klimat i przelatuje dość szybko. Nie jest to oczywiście nic wielkiego, ale nie ma też irytujących fragmentów.

Wydanie bardzo ciekawe - digipak i ksiażeczka są na czerpanym papierze, bardzo nierównym i matowym. Fajna okładka.

Ocena: 2/5 







sobota, 28 lutego 2026

Amplifier - Insider (2006)

Data zakupu: 19 lutego 2026 roku

To chyba (obok Hologram z 2023 roku) najsłabsza płyta Amplifiera. Niby jest ogień, są riffy, są melodie, ale całość jest jakaś taka... nie zapadająca w pamięć. Aczkolwiek po wielokrotnym przesłuchaniu odnajduję tu dobre momenty. Oczywiście najlepiej wypadają dwa pierwsze utwory - instrumentalne intro w postaci Gustav's Arrival - 4 minuty świetnego łojenia - oraz pierwszy wokalny utwór O Fortuna, ze znakomitym riffem, bardzo przypominający debiut. Mamy też znakomity singiel Procedures - doceniłem go dopiero teraz, nie wiem czemu, bo jest naprawdę dobry, ze świetnym riffem. Podoba mi się też końcówka płyty - Hymn of the Aten z melancholijnym wokalem i bardzo Soundgardenowy Map of an Imaginary Place. Nieźle wypada także utwór tytułowy - choć tym razem kojarzy mi się z zespołem Rush. Z resztą jest już różnie - niektóre kawałki trącą banałem (Elysian Gold, Strange Seas of Thought, R.I.P.), niektóre są lepsze, ale jakieś takie bez wyrazu (Mongrel's Anthem, What is Music?). W sumie dość nierówna płyta...

Wydanie w digipaku z książeczką, w której mamy teksty do nagrań. Design jednakże taki sobie...

Ocena: 2/5 










środa, 25 lutego 2026

Motorpsycho - The Crucible (2019)

Data zakupu: 18 lutego 2026 roku

Rok 2019 był dla mnie magiczny - mnóstwo znakomitych płyt się wtedy ukazało. Niestety, jak na razie, jest to ostatni taki rok - gdzie więcej niż 5 naprawdę dobrych płyt mnie zachwyciło. The Crucible ukazał się na początku roku i był trochę zaskoczeniem - tylko 3 nagrania, okładka nawiązująca do poprzedniej, również dobrej, płyty The Tower. Album otwiera znowu znakomity riff, utwór trwa ponad 9 minut i nie nudzi ani przez chwilę - typowe granie w stylu Motorpsycho, czyli dobry wokal, fajne riffowanie, zmiany rytmu, transowe fragmenty, całość w sosie retro-rockowym. Kolejne nagranie, balladowe Lux Aeterna, jest już słabsze, głównie melodia mi się nie podoba. Na szczęście ma swoje momenty, choć ja bym go skrócił - trwa ponad 10 minut. Na końcu znajduje się utwór tytułowy - podobnie jak Psychotzar ma to co tygryski lubią najbardziej, tylko w dłuższej formie - ponad 20 minut. Płyta przelatuje dość szybko i jest naprawdę dobrym uzupełnieniem The Tower.

Okładka ciekawa, bo innego autora niż zwykle. W środku digipaka brakuje książeczki, informacje są  zamieszczone tym razem także pod płytą.

Ocena: 2/5