poniedziałek, 2 lutego 2026

The Comet is Coming - The Afterlife (2019)

Data zakupu: 31 stycznia 2026 roku

Niezły mini-album (niewiele ponad 32 minuty) uzupełniający znakomity album Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery. 6 utworów w podobnym stylu, w jednym z nich gościnnie występuje Joshua Indehen na wokalu. Fajne klawisze, fajne melodie wygrywane przez saksofon, momentami hip-hopowa perkusja i kosmiczny klimat elektroniczego jazzu. Bardzo przyjemny album, choć często dość łagodny i ambientowy (Lifeforce part I, The Afterlife, The Seven Planetary Heavens). Lubię go. 

Okładka znakomita, idealnie pasuje do muzyki. Wydanie niestety w kartoniku, więc niewiele w nim jest...

Ocena: 2/5 




piątek, 30 stycznia 2026

Budgie - Squawk (1972)

Data zakupu: 27 stycznia 2026 roku

Drugi album Budgie przez niektórych uważany jest za gorszy, niejako cofnięcie się w rozwoju. Owszem, parę rzeczy za tym przemawia - utwory Rocking Man i Drugstore Woman to takie typowe blues-rockowe granie, nie wnoszące nic nowego. Ale nie brakuje też porządnych kopnięć hard rockowych jak Hot as a Docker's Armpit czy Stranded. Są też te małe utworki jak ballada Make Me Happy, wesołe akustyczne boogie - Rolling Home Again i instrumentalny Bottled. Ale najlepsze zostawiłem na koniec. Po pierwsze Whisky River - świetny otwieracz z bardzo ciekawych riffem w środku, oraz wspaniała power-ballada Young is the World okraszona partią melotronu. Znakomity numer, w niczym nie ustępujący słynnemu Parents. Nawet sami muzycy to podkreślają w książeczce.

Wydanie podobne jak debiut - bardzo fajne. Dodatkowo są nagrania archiwalne (singlowa wersja Whisky River i Stranded w innym miksie) oraz 2 współczesne interpretacje - Whisky River i Rolling Home Again - fajne, ale bez szału. Książeczka niezła, choć komentarze do poszczególnych utworów dość skąpe.

Ocena: 3/5










poniedziałek, 26 stycznia 2026

Budgie - Budgie (1971)

Data zakupu: 26 stycznia 2026 roku

Od paru miesięcy twórczość Budgie mnie fascynuje. To był jednak znakomity zespół, a jego pierwsze pięć płyt to absolutny klasyk. Nie inaczej jest z debiutem. 8 utworów, w tym dwie króciutkie ballady i 6 hard rockowych, ciężkich walców. Naprawdę świetne riffy, jak na przykład w Guts czy Homicidal Suicidal, do tego rozbudowane, prawie progresywne kawałki typu Nude Disintegrating Parachutist Woman (8 i pół minuty), fajne zmiany nastroju (delikatny początek The Author)... Poza tym kawałki nie nudzą, pomimo faktu, że większość osiąga 6 minut to przemykają błyskawicznie, okraszone znakomitymi solówkami gitarowymi (Tony Bourge to dość niedoceniany gitarzysta), mocarnym basem i gęstą perkusją. Jak na debiut - to naprawdę dojrzałe granie.

Zakupiłem wydanie z 2004 roku, zawierające dodatkowo 4 utwory - 2 z epoki i 2 współczesne przeróbki. W sumie nic ciekawego, może oprócz skróconej wersji Nude... Współczesne wersje są jakieś takie mało interesujące - nie bardzo sprzyja tym nagraniom uwspółcześnienie. No i Nude... jest bardzo króciutka w porównaniu do oryginału... 

Wydanie dość ładne, fajny jest tekst o powstaniu płyty z komentarzami muzyków. Do tego parę zdjęć i skanów różnych rzeczy - podobne trochę do tego co znajdziemy w remasterach King Crimson.

Ocena: 3/5 










sobota, 17 stycznia 2026

Helmet - Wilma's Rainbow EP (1994)

Data zakupu: 13 stycznia 2026 roku

Drugi singiel promujący album Betty. Tym razem, jak na Helmet, dość spory - 7 utworów, 2 studyjne (wzięte z płyty) i 5 koncertowych. I te koncertowe kawałki to główna atrakcja. Świetnie brzmiące, dobrze zagrane, no i ciekawa jest wersja Just Another Victim, wzięta ze ścieżki dźwiękowej do filmu Judgment Night, z 1993 roku. W oryginale była tam też część wykonywana przez House of Pain, tutaj została tylko pierwsza połowa nagrania, płynnie przechodząca w In the Meantime. Świetne granie.

Co ciekawe, ukazała się też limitowana wersja Betty, w zielonym, przezroczystym pudełku, zawierająca jako bonus dokładnie te same nagrania koncertowe. Ale singiel łatwiej zdobyć.

Ocena: 2/5 




środa, 14 stycznia 2026

The Orb - Orbus Terrarum (US version) (1995)

Data zakupu: 13 stycznia 2026 roku 

Wydanie amerykańskie od europejskiego różni się muzycznie. Dwa utwory są tutaj dłuższe, w tym jeden znacząco. Po pierwsze Plateau jest dłuższy o 30 sekund, choć nie bardzo wiem na czym polega różnica. Po drugie Slug Dub ma wydłużoną końcówkę o ponad 1 minutę - na końcu dodany jest kolejny fragment bajki, która przewija się przez cały utwór. Oczywiście nadal w Orbowym stylu - z syntezatorowymi plamami w tle, choć już bez beatu czy basu. Świetna wersja, dopiero jak ją poznałem, to zrozumiałem jaka to wielka różnica. Całość podnosi długość płyty do prawie 80 minut, bez paru sekund. Poza tym brak jakichś większych różnic. Cała lista płac znajduje się pod tray'em, co jest średnio wygodne...






piątek, 2 stycznia 2026

Tool - Opiate (1992)

Data pierwszego zakupu: 31 maja 1999 roku
Data ponownego zakupu: 30 grudnia 2025 roku

Debiutancki mini-album Toola (27 minut muzyki). 7 utworów, w tym jeden ukryty (mocno nie-Toolowy). Słuchać, że już mniej więcej wiedzą o co im chodzi. Są połamane rytmy, dużo kombinowania, mało wirtuozerii, sporo klimatu (choć głównie w tytułowym utworze). Utwory są krótkie, ale treściwe. Również 2. koncertowe kawałki wypadają dość dobrze. W sumie niezła płyta, choć późniejsze są oczywiście lepsze.

Wydanie takie sobie - nie podoba mi się ani design, ani wkładka, ani czcionka. Wkładka wydana pionowo, nie ma na niej nic ciekawego.

Ocena: 2/5








wtorek, 23 grudnia 2025

Kasety cz.8

W tym roku kupiłem bardzo mało kaset - zaledwie 4 sztuki 5 sztuk. Postaram się to narobić w przyszłym roku, szczególnie, że ciekawych płyt CD, na których by mi zależało zaczyna być coraz mniej...

Zacznę od oryginałów, których były dokładnie 2 sztuki 3 sztuki:

Małe combo - CD z 1995 roku, remaster z 2025 roku i kaseta - jedyna kaseta zespołu wydana w Polsce (przez firmę Sonic). Oczywiście kaseta nie zawiera bonusowego miksu Kissing the Sun (orange mix), a także, ze względu na obecność dużego długasa w środku, zmienioną kolejność nagrań (Donnez Les Esprits zaczyna stronę B kasety).


The Orb - Orblivion
Również rzadka pozycja - nawet nie wiedziałem, że wtedy ukazała się na kasecie, choć powinienem to podejrzewać, bo przecież poprzednik, Orbus Terrarum, sam kupiłem. Późniejszy album, Cydonia, również został wydany na kasecie, ale nie wiem czy go kupię, bo nie przepadam za tą płytą.

Edycja z dnia 2.01.2026: Rzutem na taśmę, 30.12.2025, dotarła do mnie jeszcze jedna kaseta:


Yello - Essential
Również nie wiedziałem o jej istnieniu w latach 90-tych.

I na koniec piraty - również tylko 2 sztuki:


Tego też nigdy nie miałem na kasecie, nawet nie wiedziałem o jej istnieniu. Oczywiście kolejność utworów zmieniona (Red Lights kończy stronę A).


Living Colour - Vivid
Debiutancki album LC, którzy byli wtedy poza moim kręgiem zainteresowań. Nie mam płyty CD, bo przecież większość nagrań znalazła się na składance Pride.

I to na tyle z kaset w tym roku. 

Poprzednie części cyklu: