Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banco de Gaia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Banco de Gaia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 października 2025

Banco de Gaia - Obsidian (2000)

Data zakupu: 3 października 2025 roku

Album Igizeh, który był promowany tym wydawnictwem, nie podszedł mi jakoś do gustu. Niby nic mu nie brakuje, jest bardzo w stylu Banco de Gaia, ale... no, nie leży mi. Natomiast ten singiel jest naprawdę dobry - tytułowe nagranie ma fajną melodię, znakomitą partię wokalną Jennifer Folker, no i 3 remiksy. Szczególnie interesuje mnie miks Fluke'a - mroczny, minimalistyczny, mało Fluke'owy. Bardzo go lubię. Pozostałe 2 miksy to - niestety bardzo psytrance'owy miks The Slinky Kink, oraz całkiem niezły, progresywny house autorstwa The Light i PFN - ten też lubię. 

Wydanie amerykańskie, nie jestem pewien czy to w ogóle wyszło na CD w UK. Estetyczny digipak, fajny design.

Ocena: 2/5

 

czwartek, 10 lipca 2025

Banco de Gaia - Kincajou (1995)

Data zakupu: 2 lipca 2025 roku

Drugi singiel z płyty Last Train to Lhasa (pierwszym był tytułowy kawałek). Zawiera interesujące remiksy. Najciekawszy jest otwierający płykę miks Olivera Lieba - mroczny, mocno "niemiecki" w brzmieniu i konstrukcji, ale wciągający. Pozostałe miksy, autorstwa samego Toby Marksa (a la Banco de Gaia) i Speedy J'a są niezłe, ale bez szału. Na szczęście mało przypominają oryginał, który został zamieszczony jako ostatnia pozycja - co ciekawe, jest prawie 2-minuty dłuższy od wersji płytowej - głównie ze względu na rozciągnięte outro.

Okładka i wkładka słabe.

Ocena: 2/5

 

niedziela, 21 listopada 2021

Banco de Gaia - 10 Years Remixed (2003)

Data zakupu: 28 października 2021 roku

Zaraz po wydaniu składanki 10 Years, Toby Marks, mózg Banco de Gaia, zaprosił do zremiksowania swoich nagrań kilkunastu swoich przyjaciół. Powstał ten album, zawierający przyjemne remiksy w różnych stylach. Nie brakuje trance'u (Eat Static), dubu (Zion Train, Dreadzone, Transglobal Underground), ambientu (Higher Intelligence Agency), a nawet rocka (Carbomb). Jak to zwykle bywa - część remiksów jest bardzo fajna (szczególnie przepiękny miks Dreadzone, ale też Loop Guru, HIA czy Future Loop Foundation), część taka sobie (100th Monkey & Mr Noisy, Eat Static, Zion Train), nie brakuje też słabizn (bardzo nudny Temple of Sound, rockowy Carbomb też nie robi wrażnia, natomiast najgorzej wypada miks Asian Dub Foundation vs Babu Stormz). Lubię ten album mimo wszystko.

Wydanie skromne, choć przyjemne. Bardzo podoba mi się tekst we wkładce, w której Toby pisze jak poznał wszystkich tych wykonawców. Co ciekawe, to moje jedyne wydawnictwo Disco Gecko - prywatnej wytwórni Toby'ego. Wszystkie inne jego płyty mam w innych wydaniach.

Ocena: 3/5








sobota, 9 stycznia 2021

Banco de Gaia - Live at Glastonbury (1996)

Data zakupu: 4 stycznia 2021 roku

Album wydany wyłącznie dla pieniędzy. Po sukcesie płyty Last Train to Lhasa i udanych koncertach wytwórnia Planet Dog postanowiła zarobić trochę pieniędzy tanim kosztem i wydała występ projektu z festiwalu Glastonbury z 1995 roku. Album zawiera praktycznie same nagrania z Last Train to Lhasa (6 nagrań, czyli prawie wszystkie - wyjątkiem jest China), jedynie ostatni kawałek, Data Inadequate, to rzecz niedostępna oficjalnie w wersji studyjnej (kawałek ukazał się jedynie na kasecie Medium z 1991 roku), no i mamy dwóch przedstawicieli albumu Maya (Heliopolis i Mafich Arabi). W sumie przyjemny koncert, choć brakuje jakichś fajerwerków. Jedynie utwory White Paint (z dodaną partią sekwencera) oraz 887 (mocno skrócony ze względu na obecność niezbyt legalnych sampli - o czym pisze Toby Marks w książeczce) odbiegają od wersji płytowych. Słucha się tego fajnie, ale nie jest to coś co by dawało jakichś większych wzruszeń. Ciekawy dokument tamtego okresu.

Wydanie oryginalne, okładka nawiązuje trochę do Atom Heart Mother Pink Floyd czy Chill Out The KLF. W środku skromna wkładka.

Ocena: 2/5


Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki


poniedziałek, 17 marca 2014

Banco de Gaia - Big Men Cry (1997)

Data zakupu: 22 stycznia 2014 roku

Oto mój pierwszy zakup w nowym roku - najlepszy album Banku Ziemi. Nie kupiłem go wcześniej tylko dlatego, że upierałem się, aby dorwać wersję w digipaku wydaną w Stanach przez Six Degrees. Jednakże to pragnienie z czasem zmniejszało się, aż w końcu stwierdziłem, że stare, dobre wydanie Planet Dog też jest dobre. 

Płyta kontynuuje wątki podjęte na Last Train to Lhasa, jednakże brzmienie stało się bardziej nowoczesne, ciekawsze i urozmaicone. Pojawiają się i elementy taneczne (mocny Drippy) i trochę world musicowego chilloutu (Drunk as a Monk), ale nie brakuje także pięknych melodii. Przede wszystkim w Celestine, gdzie cudowny, pink floydowy klimat tworzy saksofon gościnnie grającego Dicka Parry (to ten sam, który zagrał w Shine on You Crazy Diamond) oraz w utworze tytułowym, gdzie syntezator brzmiący niczym skrzypce wygrywa tęskną melodię. A na koniec dostajemy trzy absolutnie ambientowe kawałki. Króciutki Gates does Windows (właściwie tylko odgłosy natury i... gwizdanie), patetyczny One Billion Miles Out, jedyny słabszy utwór na płycie, w którym niepotrzebnie pojawia się syntetyczny chór, ale również słychać plemienne bębny oraz oddech niczym Dartha Vadera. Na samym końcu jest sekwencerowe arcydzieło - Starstation Earth. Podobne do 887 (structure) z Last Train... ale dużo lepsze i ciekawiej rozwijające się. Niemniej doskonałe i niesamowicie wciągające - nawet nie widać, kiedy mija te 19 minut.

Skromna okładka idealnie pasuje do zawartości muzycznej, gorzej jest z tyłem okładki - te ikonki przy każdym z utworów nie bardzo przypadają mi do gustu. Jako bonus - katalog nieistniejącej już od lat wytwórni Planet Dog.

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Single: Drunk as a Monk

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Katalog wytwórni Planet Dog

Druga strona

poniedziałek, 3 lutego 2014

Banco de Gaia - Last Train to Lhasa (1995)

Data zakupu: 28 marca 2013 roku

To prawdziwa gratka - udało mi się kupić ten album wydany prawie 20 lat temu w limitowanej, trzy kompaktowej wersji za jedyne 50 zł (średnia cena tego boksu to 20 euro, czyli ok. 80 zł). W każdym razie - rarytas. Oprócz niezłej płyty nr 1 - zawierającej takie klasyki jak Last Train to Lhasa (często pojawia się na antenie radiowej Trójki), Kincajou (świetny na parkiet), czy Kuos, China i Amber, okraszone melodiami azjatyckimi - i fenomenalnej płyty nr 2 - tylko 3 utwory, ale za to bardzo długie - pełny, ambientowy remiks Kincajou, trwający ponad 36 (!) minut także zdarzało mi się słyszeć w Trójce - mamy też dysk nr 3. Niby ponownie ambientowe remiksy, ale za to tak doskonałe, że bardzo mi zależało, aby je mieć na fizycznym nośniku. Zaczyna się od świetnych trąb w China, potem mamy łagodniejszą wersję Amber, a na koniec - ponad 22-minutowy miks 887 - mroczny, długo się rozwijający, ze świetnymi motywami... Absolutny klasyk ambientu.

To jedyna płyta jaka posiadam w takim staroświeckim pudełku - w tamtych czasach digipaki nie były zbytnio popularne, a więc drogie. Plastikowe pudełko było jedynym rozwiązaniem. Niestety, wkładka jest bardzo skromna i zawiera głównie manifest Toby Marksa nt. Tybetu.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Single: Last Train to Lhasa, Kincajou

Okładka

Tył

Bok

Płyta nr 1 i wkładka

Pozostałe 2 płyty

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

poniedziałek, 21 października 2013

Banco de Gaia - 10 Years (2002)

Data zakupu: 14 stycznia 2011 roku

Zespół (albo właściwie projekt, gdyż za tą nazwą kryje się jedynie jeden człowiek, Toby Marks) Banco de Gaia miałem okazję poznać w okolicach 1996 roku, kiedy to w nieodżałowanym sklepie Kompakt przy ul. Jagiellońskiej w Krakowie usłyszałem jakieś kosmiczne, mocno elektroniczne dźwięki. Był to album Last Train to Lhasa - najczęściej właśnie wydany na dwóch kasetach w naszym kraju (o tym albumie jeszcze napiszę). Tak to zapoznałem się z jednym z najciekawszych i najfajniejszych wykonawców gatunku ambient house ze sporo domieszką etno. 

Kompilacja 10 Years, zgodnie z nazwą, podsumowuje pierwsze dziesięć lata działalności zespołu. Zestaw bardzo mocno wyczerpujący temat - nie brakuje żadnego istotnego utworu, każdy album jest prezentowany przez co najmniej jeden kawałek a całość skompilowano i zmiksowano w bardzo sensowny i przyjemny sposób. Pierwsza płyta CD zawiera te bardziej dynamiczne utwory, częstokroć będące również singlami promującymi albumy - jak Kincajou, Heliopolis, I Love Baby Cheesy czy Last Train to Lhasa. Natomiast druga płyta to spokojniejsze oblicze kapeli, często zahaczające o ambient lub chillout (Celestine, 887 (structure), Desert Wind czy Touching the Void). Takie zestawienie jest świetne, zwłaszcza, że utwory przechodzą jeden w drugi, co daje doskonałe wrażenie obcowania niejako z pełnoprawnym albumem BdG. Bardzo lubię tę składankę i polecam każdemu, kto chce się zapoznać z twórczością zespołu.

Uparłem się na wydanie amerykańskie, w digipaku i takie posiadam. Niestety, bardzo skromne - brak wkładki, czy książeczki, wszystkie informacje są wydrukowane na samym digipaku. Skromne te bardzo.

Ocena muzyki: 4/5

Okładka

Tył

Bok

Rozłożony digipak z informacjami o utworach

Środek