Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1981. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1981. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Yello - Claro Que Si (wersja nie zremasterowana) (1981)

Data zakupu: 31 lipca 2025 roku

Kolejny zakup starszej wersji płyty. Brak bonusów, tylko sam album. Okładka zielona (bo były też w innych kolorach, ale chyba tylko na winylu), wydanie skromne, jak przystało na CD wydane w latach 80-tych (choć to chyba reedycja z początku lat 90-tych). Z tyłu wszystkie potrzebne opisy, w środku, o dziwo, teksty utworów - żadna inna płyta nie doczekała się pełnych tekstów nagrań - dopiero remastery miały teksty. Tekst Cuad el Habib jest po arabsku!

Ocena: 4/5






środa, 13 listopada 2024

King Crimson - Discipline (30th Anniversary Edition) (1981/2005)

Data zakupu: 30 października 2024 roku

Tym razem jest więcej bonusów. Po pierwsze mamy alternatywną wersję singla Matte Kudasai z gitarą Frippa ciągnącą się w tle - nic dziwnego, że to ostatecznie wycięli, bo dziwnie to brzmi. Po drugie - w książeczce są teksty utworów. To chyba jedyne stare wydanie płyty, które ich nie miało. Co prawda są napisane czarną czcionką na czerwonym tle, co nie ułatwia ich czytania... Poza tym standard - wycinki z gazet, zdjęcia... Fajnie wtedy wyglądali.

Ocena: 5/5










piątek, 17 lutego 2023

Hawkwind - Sonic Attack (1981)

Data zakupu: 13 lutego 2023 roku

Po znakomitej płycie Levitation zespół znowu został pozbawiony perkusisty. Na szczęście udało im sie odbudować skład i podpisać nowy kontrakt płytowy (tym razem z RCA). Zaowocowało to albumem Sonic Attack. Tytuł płyty wydaje się znajomy, i to nie jest pomyłka - Sonic Attack pojawił się już na płycie Space Ritual. Tutaj został zaaranżowany na nowo, ale tekst pozostał ten sam. To chyba pierwszy z wielu przypadków kiedy stary utwór zespołu został nagrany na nowo na płycie studyjnej - później stanie się to normą (np. Silver Machine na Choose Your Masques z 1982 roku, Death Trap na Alien 4 z 1995 roku czy Spirit of the Age na Take Me to Your Leader z 2005 roku). 

Album okazał się być nie najgorszy, choć słabszy od poprzednika. Jak pominiemy słaby utwór tytułowy to strona A oryginalnego winyla okazuje się być całkiem niezła - dobre, rockowe Rocky Paths przechodzące w świetne Psychosonia, do tego mocno elektroniczny Virgin of the World i okraszony znakomitym riffem Angels of Death. Zwłaszcza ten ostatni jest naprawdę świetny, dlatego też został wydany na singlu. Druga strona to już trochę słabsze rzeczy - Living on the Knife Edge i Coded Languages jeszcze dają radę, zwłaszcza ten pierwszy, oparty na ciekawym motywie sekwencera. Ale już kończące album Streets of Fear i Lost Chances są raczej nudne i mało odkrywcze (Disintegration to tylko takie intro). 

Udało mi sie zakupić wersję zremasterowaną, więc dostałem też drugi dysk. Oczywiście nie brakuje na nim rzeczy słabych (jak dema i alternatywne wersje znanych utworów), ale są też rzeczy ciekawsze - jak Transdimensional Man, czyli strona B singla Angels of Death oraz wydłużona, zdecydowanie lepsza niż wersja płytowa, kompozycja Living on a Knife Edge

Wydanie ładne, z ciekawą książeczką w której jest opis powstawania płyty. Sporo zdjęć i innych przedruków. Okładka bardzo fajna - jak zespołu metalowego z lat 80-tych.

Ocena: 2/5 

Single: Angels of Death

















poniedziałek, 24 listopada 2014

Kraftwerk - Computer World (1981)

Data zakupu: 21 listopada 2014 roku

Computer World to chyba moja ulubiona (obecnie) płyta Kraftwerku. Każdy utwór jest fajny, a przez fakt, że całość trwa niewiele ponad 34 minuty - nie nuży. Aranże są dość ascetyczne brzmieniowo, dłuższych momentów instrumentalnych jest niewiele (właściwie tylko w Computer Love), za to niektóre dźwięki zdecydowanie zdefiniowały brzmienie muzyki electro i szkoły "chicagowskiej" z późniejszych lat (zwłaszcza Home Computer i It's More Fun to Compute). Moim zdaniem to już jest regularne techno (It's More...), które tak naprawdę jeszcze nie istniało... A równocześnie, oprócz eksperymentów dźwiękowych, tak charakterystycznych dla Niemców (szczególnie Numbers i It's More...) mamy tu znakomite melodie (Computer World, Pocket Calculator, Computer Love), dowodzące, że nie samym eksperymentem ich muzyka stała. Znakomita płyta.

Wydanie z 2003 roku, płyta funkiel-nówka-nie-śmigana, choć chyba nie nowa. W dodatku udało mi się ją zdobyć za niesamowicie niską cenę 38 zł (z przesyłką!), co jest bardzo rzadko spotykane, jeżeli chodzi o klasyczne albumy Kraftwerku. Fajne retro zdjęcia we wkładce, opisy szczątkowe i ascetyczne. Mniam!

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Single: Pocket Calculator, Computer Love

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

środa, 15 stycznia 2014

Prince - Controversy (1981)

Data zakupu: 13 sierpnia 2012 roku

Pierwsze 4 albumy Prince'a można śmiało zaliczyć jako poszukiwanie własnego stylu. Debiut i płyta-bez-nazwy to jeszcze pokłosie ery disco, Dirty Mind to eksperyment, natomiast Controversy zawiera już elementy z których najbardziej znamy Prince'a - ciekawe dźwięki syntezatora (Annie Christian), długie fragmenty instrumentalne (Controversy), natchnione ballady (Do Me, Baby), minimalne aranże (Sexuality) czy wreszcie ostre solówki gitarowe (Privatejoy). Oczywiście do tego dochodzą pełne seksu teksty (prym wiedzie zdecydowanie Do Me, Baby z mocno niecenzuralnymi odgłosami spółkowania Księcia - chyba z samym sobą...). Album w miarę równy, zawierający parę potencjalnych hitów (Controversy, Let's Work), ciekawy... Ale niezbyt wybitny.

Jak na Księcia okładka jest dość estetyczna, powiedziałbym nawet, że Prince wygląda na niej elegancko. Szkoda, że brakuje tekstów utworów. No i ten tekst "The Second Coming" - miał to być pierwszy album koncertowy Prince'a wydany w 1982 roku. Wielka szkoda, że do tego nie doszło...

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Single: Controversy, Let's Work, Do Me, Baby

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

poniedziałek, 23 grudnia 2013

SBB - Memento z banalnym tryptykiem (1981)

Data zakupu: 16 kwietnia 2012 roku

Tak naprawdę to dzięki SBB zacząłem się interesować polskim rockiem. Z zaciekawieniem sięgnąłem po płyty Breakoutu (bo na 70a grał na basie Skrzek), Niemena (bo SBB nagrało z nim parę płyt) i Exodusu (bo to polski rock progresywny, mocno zżynający z Yes). Poza tym fascynacja magazynem Lizard i, co za tym idzie, wytwórnią GAD Records (pierwotny wydawca magazynu), która to mocno promuje polską muzykę, co i rusz wydając ciekawe wydawnictwa z dawnych lat (jak muzyka z Sondy, albumy SBB i Krzysztofa Dudy, a także mnóstwo jazzu) sprawiła, że rodzime dokonania, zwłaszcza te stare, wydają mi się obecnie szalenie ciekawe. Do tej pory lata 70-te w polskim rocku wydawały mi się mocno opuszczone przez kapele rockowe - że oprócz Niemena, SBB i Budki Suflera nikt więcej nie tworzył. A tu jednak było tego trochę więcej...

Wracając jednak do albumu, ostatniego wydanego przez tamto, najlepsze i najsłynniejsze wcielenie SBB. Jest to zarazem jedyny album stworzony w składzie ze znakomitym multiinstrumentalistą Sławomirem Piwowarem, który gra tutaj głównie na gitarze (tworząc niekiedy duet z Apostolisem). Niektórzy uważają, że to najlepsza płyta zespołu - nie zgodzę się z tym. Owszem są tu fragmenty naprawdę doskonałe jak otwierający płytę Moja ziemio wyśniona, będący niejako rozwinięciem pomysłów zawartych w Walkin' Around the Stormy Bay, niektóre momenty w tytułowej suicie (genialna solówka gitarowa pod koniec utworu), czy wreszcie krótki, instrumentalny kawałek Strategia Pulsu - mocno jazz-rockowy. Zawodzi za to kompletnie Trójkąt radości - klawiszowo-gitarowa impresja, nudna i ciągnąca się o kilka minut za długo. Także tytułowa suita robi momentami wrażenie posklejanej z czasami nie przystających fragmentów - jak słynny fragment z klaskaniem. Oczywiście jest to nadal muzyka na bardzo wysokim poziomie, jeden z lepszych albumów SBB - mógłby jednak być po prostu lepszy. Jako bonus mamy tylko jeden utwór, nową wersję słynnego "hitu" SBB, zagraną z Piwowarem. Ciekawa, ale nie wnosząca zbyt wiele do tego, co już znamy.

Album ukazał się tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, kiedy w kraju brakowało dosłownie wszystkiego. Stąd jego oprawa graficzna jest po prostu fatalna. Bardzo brzydkie, czarno-białe zdjęcie, okropna czcionka, fatalny design. Oczywiście w książeczce mamy, jak zwykle, słowo od Skrzeka i ciekawy tekst o kulisach powstawania płyta autorstwa szefa GAD Records, Michała Wilczyńskiego (chylę czoła przed jego pracowitością i wiedzą). Wydanie w zwykłym pudełku - digipaka nie spotkałem nigdy.

Ocena muzyki: 4/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3