Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 listopada 2025

Yello - Toy (2016) (wersja zwykła)

Data zakupu: 17 listopada 2025 roku

W stosunku do wersji deluxe, którą zakupiłem w dniu premiery jest parę różnic. Po pierwsze lista utworów jest trochę zmieniona - nie tylko brakuje 3. dodatkowych utworów (Electrified II, Lost in Motion, Toy Square), ale kolejność nagrań jest też inna: Pacific AM przewędrował z pozycji 12 na pozycję 6, dodatkowo Give You the World oraz Tool of Love są zamienione miejscami. Daje to inne odczucie, do którego się przyzwyczaiłem przez 9 lat. Ciekawa rzecz. 

Oczywiście opakowanie jest również inne - mamy do czynienia ze zwykłym pudełkiem, książeczka została okrojona, choć nadal nie mamy tekstów wszystkich utworów. W sumie różnic w designie nie ma wiele, całość jest estetyczna i ładna. Muzyka nadal świetna. Aha - na rynku jest sporo wersji PL albumu z obrzydliwym paskiem naokoło okładki - oczywiście zakupiłem wersję EU, a nie PL. Nie znoszę tamtych wydań.

Ocena: 4/5

 

środa, 2 lutego 2022

The Orb - COW / Chill Out, World! (2016)

Data zakupu: 2 lutego 2022 roku

Może to się wydać dziwne, ale jest to pierwszy i, jak na razie, jedyny całkowicie ambientowy album Orba. brakuje tu beatów, szybszych fragmentów itp. rzeczy. Króluje klimat, plamy dźwiękowe, sample, delikatne granie, mamy też trochę partii fortepianowych granych gościnnie przez Rogera Eno. W dodatku jest to ostatni album nagrany w duecie Paterson/Fehlmann. Swego czasu pisałem, że nie przepadam za twórczością pana Fehlmanna, dlatego część jego płyt z Orbem ignoruję. Ale ten album nawet mi się podoba - ma swój klimat. Szczególnie fragmenty z gośćmi są niezłe: Wireless Mk2 z Rogerem Eno, The 10 Sultans Of Rudyard (Moo-Moo Mix) z Eno i Youthem, ale też takie fragmenty jak Siren 33 (Orphee Mirror) i szczególnie mój ulubiony Just Because I Really Really Luv Ya są naprawdę zacne. Cały album jest oczywiście hołdem dla Chill Out duetu The KLF z 1990 roku, stąd sporo podobnych sampli. Na szczęście ma swój charakter, który mi się podoba.

Wydanie w kartoniku, ale za to niebrzydkie. Brzydka jest za to czcionka, momentami mocno nieczytelna. To brzydkie kółko na okładce to, na szczęście, naklejka. Za to w dotyku fajny ten kartonik - lakierowany, błyszczący, twardy.

Ocena: 3/5



Okładka ze zdjętą folią




 

środa, 3 kwietnia 2019

Hawkwind - The Charisma Years 1976-1979 (2016)

Data zakupu: 1 kwietnia 2019 roku

Okres 1976 - 1979 nazywany jest latami Roberta Calverta. Po wyrzuceniu Lemmy'ego, poeta, pisarz i wokalista Robert Calvert zajął główne miejsce przy mikrofonie, dostarczając równocześnie mnóstwo tekstów do nagrań Hawkwind. Dave Brock zresztą często chował się w cień, ustępując bardziej utalentowanym kolegom. Dla mnie osobiście odejście Lemmy'ego rozpoczęło najlepszy okres w działalności zespołu, który zaczął więcej eksperymentować, mieszał gatunki, a zarazem nie stracił też nic z wcześniejszego, kosmiczno-transowego, stylu. Płyty zamieszczone w tym boksie oraz kolejne trzy, czyli Live Seventy Nine (1980), Levitation (1980) i Sonic Attack (1981) to moim zdaniem najlepsze co nagrał zespół w całej historii. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie był taki ciekawy.

Boks zawiera cztery albumy, z czego dwa pierwsze to pełnoprawne płyty Hawkwind, trzeci ukazał się pierwotnie pod nazwą Hawklords (toczyły się batalie prawne o to kto może posługiwać się nazwą Hawkwind), natomiast ostatni to zbieranina nagrań studyjnych i koncertowych, w dodatku z różnych lat. 

Zakup boksa opłaca się zdecydowanie bardziej niż kupowanie poszczególnych albumów - za cenę jednego, dwupłytowego remastera otrzymujemy 4 albumu. Co prawda bez żadnych bonusów, ale prawdę mówiąc nie bardzo mi na nich zależy, szczególnie, że w większości przypadków bonusami są alternatywne wersje nagrań, bądź ich wersje demo. A takie bonusy to nie dla mnie.

Oczywiście boks tani, więc płyty zostały zamieszczone w kartonowych kieszonkach. Szkoda, że nie ma tu żadnej książeczki, jest tylko jeden, nieduży plakat, zawierający zdjęcia, trochę opisów i sporo śmiecia, typu fałszywe reklamy. Nic szczególnego.

Opisy poszczególnych płyt w osobnych postach:
Astounding Sounds, Amazing Music (1976)
Quark, Strangeness and Charm (1977)
25 Years On (1978)
PXR 5 (1979)

Box w folii

Tył boksu w folii

I bok zafoliowany

Przód

Tył

Bok

Zawartość boksa

Plakat z jednej strony...

...i z drugiej strony

wtorek, 13 marca 2018

Underworld - Barbara Barbara We Face a Shining Future (2016)

Data zakupu: 6 luty 2018 roku

Po sześciu latach oczekiwania zespół Underworld w końcu, w 2016 roku, wydał nowy album. Dziwna kampania informacyjna - spis utworów, tytuł i okładkę ogłoszono w listopadzie 2015 roku, album wydano w marcu następnego - podsyciła ciekawość fanów. W dodatku okazało się, że cała płyta nie przekroczy długości jednego winyla, czyli 45 minut - a wcześniej zespół nie schodził poniżej 55 minut. Album promował najdłuższy utwór na płycie, czyli ponad 8-minutowy I Exhale.

Po premierze okazało się, że: po pierwsze słychać, że ten album ma tylko 45 minut. Utworów jest 7, większość przekracza 5 minut. Pierwszy singiel nie zwiastował zbyt dobrze - przez 8 minut nie dzieje się w tym kawałku zbyt wiele, ot, jest beat, prosta linia basu, trochę dźwięków w tle i wokal Karla Hyde'a. I tak przez cały czas. Na szczęście okazało się, że to chyba najsłabszy utwór na płycie. Już drugi, ponad 7-minutowy If Rah zaskakuje prostym, ale niesamowicie wciągającym riffem syntezatora, aby później przemienić się w dość nowocześnie brzmiący song (współproducentem całego albumu jest stary znajomy, High Contrast - co, niestety słychać, kompresja jest spora). Po nim następują najlepsze fragmenty albumu. Low Burn to już Underworld jaki lubimy - mroczny, klimatyczny, z tribalową wstawką - idealna kontynuacja Beautiful Burnout. Santiago Cuatro to zaskakujący, instrumentalny, ambientowy kawałek z solową gitarą akustyczną. Po nim mamy piękną, underworldową balladę Motorhome. Album wieńczą dwa, bardzo taneczne kawałki - Ova Nova i Nylon Strung. O ile w tym pierwszym troszkę drażni mnie falsetowy wokal Hyde'a, o tyle drugi jest wspaniałym przykładem niezwykle pozytywnych wibracji - w tle śpiewają dzieci Smitha i Hyde'a. 

W sumie cała płyta nie wypada źle, choć troszkę razi produkcja oraz czasami zbyt duża ilość powtórzeń (szczególnie w I Exhale i Nylon Strung). Absolutnym skandalem jest też pominięcie w podstawowej wersji płyty utwory Twenty Three Blue (znalazł się na wydaniu japońskim), który jest znakomity i spokojnie można go było umieścić np. między Santiago Cuatro i Motorhome. Ale cóż - taki koncept autorów.

Kolejny skandalem jest wydawanie płyt w tego typu kartonikach. Już przy płycie Barking na to narzekałem, ale tutaj jest już zbyt minimalistycznie. Wkładka to kawałek zadrukowanej kartki na której są tylko bohomazy, a wszystkie właściwe informacje są jedynie na tyle okładki. W dodatku całość jest niezbyt ładna, nawet okładka jest dużo poniżej możliwości artystycznych Tomato, projektantów okładek Underworld. Szkoda.

Ocena: 3/5

Single: I Exhale, If Rah, Nylon Strung, Ova Nova

Okładka

Tył

Bok

Wnętrze 1

Wnętrze 2

CD

Wkładka - wierzch

Wkładka - środek

piątek, 13 stycznia 2017

The BWPP - Live At Klub Proxima, 23.04.16, Varsovia (Lizard 23)

Data zakupu: 19 grudnia 2016 roku

Album dorzucony do zimowej edycji Lizarda to koncert polskiego zespołu znanego jako The Black Water Panic Project. Podobno grają rock industrialny. Podobno, bo ja tego nie słyszę - słyszę tu tylko słabą odmianę alternatywnego rocka, zawierającego momentami elementy metalu i elektroniki, z bardzo słabym wokalistą i bardzo słabymi kompozycjami. Nudy niesamowite. Zresztą koncert można obejrzeć też na YouTube - każdy może ocenić.

Ocena: 1/5

Rozłożony kartonik

i środek kartonika

środa, 28 grudnia 2016

Budgie - The MCA Albums 1973-1975 (2016)

Data otrzymania: 24 grudnia 2016 roku

Zespół Budgie przez jednych był wychwalany, przez innych ganiony. Stoję zdecydowanie po stronie tych pierwszych. To była znakomita kapela, która miała mnóstwo świetnych pomysłów, nie ograniczająca się do grania prostych rzeczy, lecz kombinująca ile się dało. Oczywiście naleciałości innych zespołów było sporo - przede wszystkim ze strony Black Sabbath, ale dorzucali mnóstwo rzeczy od siebie - o czym będę pisał w kolejnych wpisach, opisując poszczególne płyty boksu.

Do tej pory starałem się omijać tego typu wydawnictwa - zawsze wolałem mieć pojedyncze płyty, niż kilka albumów zapakowanych w jedno pudełko. Aczkolwiek z Budgie sprawa wygląda trochę inaczej. Przede wszystkim ich płyty są albo bardzo trudno dostępne (pierwsze wydania płyt na CD), albo niesamowicie drogie (remastery z lat 2004-2006 potrafią osiągać cenę nawet 80 zł za sztukę!). Ale nieoczekiwanie w czerwcu tego roku ukazał się ten boks. Trzy najlepsze albumy Budgie w cenie niższej niż jeden remaster! Dobra okazja. 

Boks, na szczęście, wydany bardzo ładnie. Gruby karton, ładny design, książeczka nawet niezła, choć mało treściwa. Co prawda poszczególne płyty są spakowane w kartoniki, ale też z dość grubego papieru. Szkoda tylko, że pomimo, że zdjęć jest sporo, to wiele z nich się powtarza - a w necie funkcjonuje ich jeszcze sporo, z tych samych okresów. Esej ciekawy, ale krótki.

Opis poszczególnych płyt w następnych wpisach:
Bandolier (1975)

Rozpakowany boks pod choinką

Przód

Tył

Bok

Z drugiej strony - płyty w pudełku

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7