Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1991. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1991. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lipca 2026

The Orb - Aubrey Mixes. The Ultraworld Excursions (1991)

Data zakupu: 16 czerwca 2026 roku

Nigdy nie myślałem, że uda mi się to zdobyć. Limitowana edycja, wydana 35 lat temu, nie wznawiana nigdy... Na remasterze debiutu znalazły się co prawda niektóre utwory, ale jednak nie wszystkie. Mamy tu 7 remiksów (przy czym ostatni to poszerzona wersja miksu nr 3), kilku zewnętrznych remikserów, całość przygotowana pod winyl (nie zawierał tylko utworu nr 7), więc 3 pierwsze i 3 ostatnie kawałki są ze sobą połączone w całość. Zaczyna Pal Joey ze swoim miksem Little Fluffy Clouds. Całkiem niezły, przynajmniej dość odmienny od oryginału. Drugi jest Steve Hillage który umiejętnie połączył Back Side of the Moon z Supernova at the End of the Universe (jest on współautorem obu tych nagrań), tworząc nową jakość. Stronę A winyla wieńczy miks Spanish Castles in Space autorstwa Youtha,  który dodając ciekawą partię perkusji stworzył nowy kawałek. Następnie jest Ready Made (czyli Thomas Fehlmann) miksujący Outlands - o, to już jest całkowicie odmienny utwór od oryginału, trochę za długi, ale przyjemny. Na koniec mamy dwa miksy autorstwa The Orb - A Huge Ever-Growing... w wersji znanej już z singla, ambientowej, całkowicie pozbawionej rytmu i większości sampli - bardzo ją lubię. I w końcu Perpetual Dawn - utwór już kompletnie w niczym nie przypominający oryginału, znakomicie przetworzony pełen nowych sampli, nie użytych wcześniej, mój faworyt na całej płycie. Fajna rzecz.

Wydanie nawiązuje oczywiście do grafiki oryginalnej debiutanckiej płyty The Orb. W środku trochę zdjęć, też powiązanych z debiutem. Opisy mały druczkiem, niestety...

Ocena: 2/5

 


czwartek, 14 sierpnia 2025

The Young Gods - Play Kurt Weill (30th Anniversary Edition) (1991/2021)

Data pierwszego zakupu: 15 maja 1999 roku
Data zakupu remastera: 1 sierpnia 2025 roku

W 1990 roku zespół The Young Gods został poproszony o interpretację kilku utworów Kurta Weilla i zagranie go na specjalnym koncercie. Muzykom tak się to spodobało, że nagrali te kawałki także w studio i wydali na płycie. Osobiście podobają mi się tylko niektóre utwory. Niezłe są Salomon Song i Speak Low z basowymi motywami syntezatora oraz kończąca album ballada September Song - stały punkt programu koncertowego. Ale reszta wypada biednie - Mackie Messer, Alabama Song i Seerauber Jenny to już typowe granie kabaretowe, kompletnie nie dla mnie. A Prologue i Ouverture to krótkie nagrania nie wnoszące nic ciekawego. Dobrze, że całość trwa tylko 33 minuty...

Wydanie zremasterowane z 2011 roku. Ładnie wydane, choć różni się od starego wydania jedynie tym, że jest w digipaku. Żadnych bonusów - niestety.

Ocena: 2/5 








wtorek, 4 marca 2025

Primal Scream - Screamadelica (1991)

Data zakupu: 25 lutego 2025 roku

Album legenda, regularnie wygrywający konkursy na najlepszą płytę nagraną na Wyspach w latach 90. ubiegłego wieku. Osobiście trochę się z nim rozmijałem. Owszem, kojarzyłem Loaded (chyba pierwszy raz usłyszałem o zespole w 1990 roku, kiedy to singiel brylował na listach przebojów - widziałem fragment teledysku w TV), Higher than the Sun znałem bardzo dobrze (wiadomo, produkcja The Orb), nawet chyba Come Together gdzieś się przewinęło... 

Ale w całości płytę poznałem dużo później. I nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia. Owszem, początek jest naprawdę dobry. Fenomenalny utwór Movin' On Up otwiera płytę z przytupem - to zdecydowanie najlepszy utwór na płycie. Idealna mieszanka rocka, soulu i elektroniki. Utwór tak chwytliwy, że aż dziwne, że był dopiero piątym singlem z płyty. Slip Inside This House, przeróbka The 13th Floor Elevators, zachwyca świetnym beatem i mocną partią basu. Potem mamy taneczny Don't Fight It, Feel It i w końcu balladę Higher than the Sun, również jeden z lepszych utworów na płycie (szkoda tylko, że w wersji skróconej). Fajny jest też instrumentalny Inner Flight. Natomiast kompletnie nie rozumiem czemu na płycie znalazła się 10-minutowa wersja Come Together w remiksie Andrew Weatheralla. Prawie całkowicie pozbawiona wokalu, są jedynie refrenowe wokale żeńskie, a i to niecałe. Zdecydowanie lepsza jest wersja singlowa, ze śpiewem Bobbiego Gillespiego i pełnym refrenem. W wersji amerykańskiej płyty znajduje się właśnie tamta wersja. Loaded (który jest de facto remiksem utworu I'm Losing More Than I'll Ever Have z poprzedniego albumu) mamy tu w pełnej wersji. Już teraz nie porywa tak jak 35 lat temu...

Niestety, potem jest gorzej. Dwie następujące po sobie ballady Damaged i I'm Coming Down są niesamowicie nudne i irytujące. Lepiej wypada remiks Higher than the Sun, fajnie dubowy, ale po co właściwie zamieszczony na albumie? Nie wiem. Shine Like Stars, czyli kolejna ballada (tym razem niezła) kończy tą płytę.

Natomiast okładka jest absolutnie genialna! Uwielbiam ten rysunek, uważam, że słusznie stał się ikoną i wizerunkiem zespołu. We wkładce jest tylko zdjęcie, wszelkie informacje zostały umieszczone pod tytułami utworów.

Ocena: 2/5

 

wtorek, 23 lipca 2024

Prince and the New Power Generation - Gett Off (1991)

Data zakupu: 5 lipca 2024 roku

Angielskie wydanie pierwszego singla promującego płytę Diamonds and Pearls. Wersja amerykańska to był niesamowity wypas - 45 minut, 9 miksów... Niestety, w większości bardzo podobnych do siebie, więc całość jest nudna. Wydanie angielskie jest fajniejsze - mamy wersję radiową singla (inną, niż płytowa), wersję radiową house'owego miksu oraz wersję poszerzoną (najciekawszą). I tyle, niewiele ponad 16 minut muzyki.

Wydanie fajne, choć bez szału.

Ocena: 1/5 




sobota, 4 maja 2024

Orbital - Orbital a/k/a The Green Album (remastered & expanded) (2024)

Data zakupu: 29 kwietnia 2024

Nareszcie doczekałem się, że moje ulubione albumy otrzymują sensowne wznowienia. Ten debiutancki album Orbitala należy do moich ulubionych. A okres początkowy ich działalności obfitował w wydawnictwa - 4 single poprzedzające album, potem jeden singiel z remiksami - jest tego sporo. I, na szczęście, wiele z tych nagrań znajduje się na drugiej płycie CD załączonej do tego zestawu.

Na początek mamy dwa nagrania, które znalazły się odpowiednio: tylko na kasecie (Torpedo Town a/k/a Untitled - zabawna rzecz, utwór który poznałem od razu, bo kolega przywiózł z UK właśnie wydanie kasetowe) i tylko na winylu (Macro Head). Jest tutaj też cały singiel III a/k/a Satan, czyli jeden z najbardziej znanych kawałków z wczesnego okresu działalności. Dodatkowo mamy też wokalną wersję Belfast oraz dwa utwory niepublikowane wcześniej (Open Mind Jam i The Other One). Całość zamykają dwa miksy - Satan z rapowaną wstawką i Midnight w remiksie Sashy. Część nagrań, niestety, dość się zestarzała - Macro Head irytuje melodyjką rodem z komputerów 8-bitowych, rap w miksie Satana jest absolutnie zbędny, a remiks Sashy brzmi archaicznie. Reszta nagrań jest naprawdę dobra, cieszą szczególnie rzeczy niepublikowane, całkiem interesujące.

Wydanie w kartoniku, ale ciekawostką jest, że każda płyta CD ma własną obwolutę. Dodatkowo jest książeczka z ciekawym artykułem o początkach działalności duetu. Istnieje też wersja 4-kompaktowa, zawierająca resztę nagrań z singli (Chime, Omen i Midnight) oraz płytę z utworami koncertowymi. Wydaje mi się jednak, że najlepsze jednak zamieścili na dysku nr 2 - Omen i Midnight już bardzo trącą myszką, jedynie Chime ostał się upływowi czasu. W wersji cyfrowej mamy za to coś, co bym chciał mieć na CD: wszystkie pozostałe remiksy dokonane przez innych wykonawców (m.in. Meat Beat Mnifesto, Joey Beltram, Moby, Ray Keith czy JZJ). 

Ocena: 4/5














środa, 13 grudnia 2023

Seal - Killer...On the Loose (1991)

Data zakupu: 2 grudnia 2023 roku

Ciekawa była koncepcja wydawania singli Seala. Crazy nie liczę, bo to był debiutancki singiel, bez konceptu. Ale kolejne prezentują się następująco:
Future Love EP - nowe nagrania, prawdziwa EPka
The Beginning - remiksy
Killer...On the Loose - nagrania koncertowe
Violet - nagrania akustyczne

No właśnie, na opisywanym tu singlu mamy 4 nagrania koncertowe. 4, bo Killer został przedstawiony w dwóch wersjach, ale w jednym kawałku. Najpierw jest singlowy remiks (trochę inny niż na debiutanckiej płycie), który płynnie przechodzi w wersję koncertową - bardzo rockową. Potem mamy cover Hey Joe (też bardzo rockowy), balladę Whirlpool przedstawioną w... bardzo rockowej aranżacji, oraz niepublikowany nigdzie utwór Come See What Love Has Done (też w wersji koncertowej). Świetne nagrania, świetny pomysł.

Wersja US singla ma dodatkowo remiksy Killera autorstwa William Orbita - takie sobie. Wydanie tradycyjne jak inne single.

Ocena: 2/5 




sobota, 9 grudnia 2023

Seal - Future Love EP (1991)

Data zakupu: 2 grudnia 2023 roku 

Od tego utworu zaczęła się moja wielka przygoda z pierwszym albumem Seala (bo inne albumy już mi nie podeszły). Strasznie mi się spodobał ten singiel. Co ciekawe - na płycie znalazła się wersja wyciszona, trwająca minutę krócej niż ta z singla, posiadająca pełne zakończenie. I na żadnej reedycji nie zamieszczono tej wersji! Szkoda, bo jest naprawdę fajna. Dodatkowo mamy tutaj niedostępny nigdzie utwór A Minor Groove - świetny, taneczny kawałek. Składu uzupełnia alternatywna, skrócona wersja Violet i repryza Future Love Paradise - równie świetna jak oryginał. W sumie niewiele ponad 16 minut, ale słucha się tego bardzo przyjemnie. Fajna płytka.

Okładka taka sobie, jak zresztą wszystkie single Seala z tego okresu.

Ocena: 2/5




środa, 6 grudnia 2023

Seal - Crazy (1991)

Data zakupu: 2 grudnia 2023 roku

Piękne wydanie amerykańskie debiutanckiego singla Seala. W porównaniu do wersji europejskiej mamy tutaj wszystkie utwory z singla (zarówno winylowego jak i CD, a nawet więcej). Nie brakuje więc miksów autorstwa Trevora Horna (Krazy, Crazy (instrumental version) oraz Williama Orbita (4 miksy!). Ale najcenniejszą rzeczą jest obecność pełnej wersji utworu Sparkle, niedostępnego na debiutanckiej płycie. Świetny kawałek, w dodatku trwający 6 i pół minuty - absolutny "must have". Reszta nagrań też jest niezła, choć miksy Orbita nie robią już wrażenia po latach. Natomiast wersja (acoustic version/instrumental version) jest absolutnie cudowna. Akustyczna to oczywiście sam Seal i gitara, natomiast wersja instrumentalna to tak naprawdę remiks, bo rozwinięte jest tutaj klawiszowe intro oryginalnego miksu - piękny przykład kreatywnego działania. Uwielbiam go.

Wydanie w digipaku, całkiem niezłe, choć szkoda, że w środku jest tylko takie sobie zdjęcie Seala.

Ocena: 3/5 






środa, 18 października 2023

The KLF - The White Room (1991)

Data pierwszego zakupu: 1991 rok
Data ponownego zakupu: 3 października 2023 roku

Kiedyś szalałem za tym zespołem i tą płytą. Miałem nawet na CD singiel America: What Time is Love? z 1992 roku. Po latach uważam, że jest tu sporo dobrej muzyki, ale też sporo... kiepskiej. Bardzo zestarzało się połączenie rapu z techno, słabo wypada też ballada Justified and Ancient, niektóre beaty są już anachroniczne (The White Room, Last Train to Trancentral). Bronią się na pewno What Time is Love? (ten motyw przewodni jest ponadczasowy), Make It Rain, No More Tears... Dobrze wypada też ballada Build a Fire z gitarą slide. Ale całość już nie robi takiego wrażenia jak 32 lata temu...

Wydanie też takie sobie. Fajnie że są opisy wykorzystanych sampli. Zdjęcie z owcami też jest spoko.

Ocena: 2/5 

Single: What Time is Love?, 3 a.m. Eternal, Last Train to Trancentral, Justified and Ancient