Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Fripp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Fripp. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2020

FFWD>> - FFWD>> (1994)

Data zakupu: 30 grudnia 2019 roku.

Ten album to kolaboracja pomiędzy zespołem The Orb a Robertem Frippem. Dla mnie osobiście - kolaboracja idealna. Stąd też nazwa zespołu: Robert (F)ripp, Thomas (F)ehlmann, Kris (W)eston i (D)uncan Robert Alex Paterson. Trzej ostatni to zespół The Orb z 1994 roku. Razem stworzyli dzieło niesamowite i nieziemskie.

Tak naprawdę, to można powiedzieć, że są to głównie soundscape'y Frippa, ale okraszone delikatnymi rytmami, partiami basu, plamami elektronicznymi i mnóstwem sampli i "przeszkadzajek". Całość robi piorunujące wrażenie i ma niesamowity klimat. Fripp czaruje swoimi dźwiękami, a dzięki obecności innych muzyków dostaje on doskonałe zaplecze dla wytworzenia konkretnych utworów. Dominuje oczywiście ambient, sporadycznie pojawia się jakiś rytm, jak w Collossus w którym gościnnie wystąpił Hassam Ramsey (perkusista, zmarł w 2019 roku), czy bardziej wyrazisty motyw basowy jak w Klangtest. Częściej jednak jest to po prostu Fripp z syntezatorowym tłem (Buckwheat & Grits), grający piękne, przestrzenne dźwięki. Dla fanów muzyka - jazda obowiązkowa. Dla fanów Orba - również, to jeden z ich lepszych albumów.

Niestety, album został wydany w małej wytwórni Inter-Modo, która po wydaniu 3 płyt wyzionęła ducha. I dodatkowo dzięki kłótni między Westonem a Patersonem, ten pierwszy od lat nie zgadza się na wznawianie jakichkolwiek nagrań zawierających jego udział - wyjątkiem są płyty do których prawa posiadała wytwórnia Island (obecnie Universal). Dlatego też zdobycie tej płyty graniczy z cudem - brak wznowień, ceny na rynku dochodzące do 150 zł - masakra. Na szczęście w końcu mi się udało to uczynić, w dodatku wcale nie dałem takiej horrendalnej ceny i płyta okazała się być w idealnym stanie - miodzio!

Okładka trochę mniej interesująca, wystrój bardzo ascetyczny. W sumie nic ciekawego - muzyka rządzi!

Ocena: 5/5

Okładka - pudełko dotarło pęknięte

Tył

Bok

Środek - po prawej logo wytwórni

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

niedziela, 25 sierpnia 2019

Sylvian/Fripp - Damage (1994)

Data zakupu: 7 sierpnia 2019 roku

Jest to album koncertowy dokumentujący wspólną trasę Davida Sylviana i Robert Fripp. Oczywiście promowali wtedy album The First Day. Ale w końcu Fripp współpracował z Sylvianem już dużo wcześniej, więc na płycie znalazło się też parę utworów z innych albumów, głównie z Gone to Earth (z 1986 roku). Utwory nie odbiegają zbytnio od wersji studyjnych, jest równie fajnie jak na albumie. Co ciekawe, pojawiają się tutaj też trzy nagrania, których nie opublikowano wcześniej nigdzie indziej. Przede wszystkim mocno rockowy Blinding Light from Heaven, oraz dwie ballady, obie tytułowe dla tego i studyjnego albumu czyli Damage i The First Day. W sumie fajny koncert, choć jak dla mnie momentami zbyt spokojny (Wave, Every Colour You Are, Riverman).

Jest to reedycja płyty z 2001 roku. Pierwotna wersja ukazała się w limitowanej wersji, z płytą CD pokrytą złotem (!). W stosunku do poprzedniej jest pewna zmiana w kolejności utworów (Damage przesunięto z początku na środek) oraz wywalono Darshan a wstawiono Jean the Birdman. W sumie kosmetyczne zmiany.

Wydanie ładne, co ciekawe w pudełku oprócz książeczki mamy mały plakacik z jakimiś bohomazami. 

Ocena muzyki: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Wkładka i plakat

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Plakat z jednej strony

Plakat z drugiej strony

piątek, 9 listopada 2018

David Sylvian & Robert Fripp - Darshan (the road to graceland) (1993)

Data zakupu: 25 września 2018 roku

Jak już jesteśmy przy singlach... Ten singiel, a właściwie nawet mini-album (całość trwa ponad 43 minuty) to drugie nagranie promujące jedyny studyjny album duetu Sylvian i Fripp. Zawiera jedynie trzy nagrania, z czego najdłuższe to utwór tytułowy, identyczny jak wersja płytowa (czyli trwa ponad 17 minut). Oprócz tego znajdują się tu dwa remiksy. Pierwszy, autorstwa The Grid, trwa ponad 16 minut i oprócz krótkiego, ambientowego wstępu, mamy do czynienia z takim sobie, house'owym graniem. Moim zdaniem jest on o jakieś 8 minut za długi i spokojnie mógłby tyle trwać. Dzieje się w nim mało, ot, taneczny rytm, trochę wokalu i całkiem sporo gitary Frippa. Dużo lepsze wrażenie robi miks numer dwa, dla którego warto mieć ten singielek. Nie jest to do końca remiks - zespół The Future Sound of London wziął na warsztat całe nagranie i stworzył właściwie coś całkiem nowego, co tylko w niewielkim stopniu przypomina oryginał. Wokalu zostało mało, gitara Frippa istnieje cały czas, ale właściwie powtarza w kółko różne zapętlone fragmenty. Całość brzmi po prostu jak nowy utwór FSOL. Zresztą sugeruje to nazwa: Darshana (reconstructed by the future sound of london). 

Wydanie skromne i w sumie mało ciekawe. Fajnie że płyta jest w zwykłym pudełku i że ma wkładkę z tekstem utworu.

Ocena: 2/5

Przód

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

piątek, 29 listopada 2013

David Sylvian & Robert Fripp - The First Day (1993)

Data zakupu: 24 października 2011 roku

W okolicach 1992 roku Fripp zaczął już poważnie myśleć nad reaktywacją King Crimson. Miał nawet na celowniku nowego wokalistę - Davida Sylviana. Jednakże to zbyt wielka indywidualność, aby oddać się w 100% pod kuratelę Frippa, więc do tej wersji zespołu nie doszło. Panowie postanowili jednak wydać wspólny album, będący niejako preludium do tego, co ukazało się na płytach VROOOM i THRAK. Zwłaszcza, że oprócz Frippa w składzie znalazł się też późniejszy wieloletni basista KC - Trey Gunn. Oprócz nich składu dopełnili - na perkusji Jerry Marotta, który pojawił się na chwilę w KC (potem zastąpiony przez Pata Mastelotto), David Bottrill na klawiszach (najbardziej znany z wyprodukowania albumu Aenima Toola) oraz, czego wcześniej nie zauważyłem, wokalistka Ingrid Chavez (nie bardzo ją słychać), która nagrywała m.in. z Prince'm, Madonną i Lenny'm Kravitzem, a w międzyczasie była też żoną Sylviana. 

Muzyka zawarta na płycie to zdecydowanie rzecz bardziej Frippowa niż Sylvianowa. Jest tu bardzo dużo partii instrumentalnych, głównie gitarowych, klawiszowych i soundscape'owych (utwór Bringing Down the Light to w ogóle tylko soundscape Frippa - wokalu brak). Jakby zmienić wokal Sylviana na Belew - byłby prawie album KC. Prawie, bo tak długich i transowych kawałków jak Darshan King Crimson nigdy nie grywał. Klimat albumu jest naprawdę świetny (jak już się człowiek przyzwyczai do charakterystycznego wokalu Sylviana), niektóre melodie są doskonałe (Jean the Birdman), a niektóre fragmenty instrumentalne powalają (Firepower, 20th Century Dreaming). Minusem jest jedynie długość Darshan - 17 minut monotonnego łojenia to zdecydowanie za dużo, nawet jak na Frippa. 

Płyta wydana zgodnie ze standardami z początku lat 90-tych - czyli grubsza książeczka, zdjęcia, teksty, grafiki... Fajne.

Ocena muzyki: 4/5

Single: Jean the Birdman, Darshan (the road to graceland)

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5