Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2001. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2001. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2025

Fluke - Progressive History X (2001)

Data zakupu: 13 października 2025 roku

Składak singli Fluke'a z okazji 10-lecia zespołu. Fajnie, że znalazły się tu pełne wersje nagrań a jeszcze fajniej że na początku są rarytasy. Thumper! w tej wersji ukazał się tylko na winylu w 1989 roku (później powtórzono go na Progressive History XXX - to jedyny utwór który się powtarza na tych składakach), natomiast Slid jest tu w miksie z 12" singla, i debiutuje w tej wersji na CD (na singlu CD znalazła się wersja radiowa). A reszta to już znane rzeczy - z albumów Six Wheels on My Wagon mamy oczywiście też Electric Guitar i Groovy Feeling, nie pominięto też nie-albumowowego singla Bubble, z Oto mamy Bullet i Tosh, ale w wersjach z singli, nie albumowych, natomiast z Risotto oczywiście Atom Bomb, Absurd (też w wersji singlowej) i Squirt (a tu, o dziwo, mamy wersję albumową, nie singlową, choć różnica jest niewielka, zaledwie 30 sekund). Fajny składak.

Wydanie za to takie sobie - mało czytelna czcionka, niezbyt ciekawy design...

Ocena: 2/5

 









poniedziałek, 10 kwietnia 2023

The Orb - Once More #1 (2001)

Data zakupu: 7 kwietnia 2023 roku

Jedyny singiel promujący album Cydonia. Za albumem nie przepadam, a ten singiel też szału nie robi. Mamy wersję radiową utworu oraz dwa remiksy, z czego jeden z nich (Bedrocka) znajduje się w dokładnie tej samej wersji na drugim dysku remasterowanej wersji. Pozostaje tylko utwór numer trzy - Little Fluffy Clouds w remiksie Danny'ego Tenaglii. Ciekawostką jest to, że jest to miks z 1998 roku, kiedy to planowano wydać Little Fluffy Clouds '98 jako singiel promujący składak U.F.Off - The Best of the Orb. Skończyło się tylko na kilku miksach wydanych jako promówka (całkiem niezłych nawet). Ten miks Tenaglii jako jedyny został wydany komercyjnie. Dodatkowo - nie jest on pełny. W nieobciętej wersji trwa on ponad 10 minut, natomiast tutaj został skrócony na niewiele ponad 8 minut (ze względu na ograniczenia trwania singla w tamtych czasach, czyli 20 minut). Jest on mocno trance'owy, przypomina dubowe wersje house'owych remiksów. Dość bezpłciowy i mało rozwojowy. Trochę szkoda.

Wydanie za to całkiem ładne, fajna czcionka i design. Jest też druga część tego singla, w zielonym kolorze z dwoma miksami Marka Pritcharda - kiedyś ją zakupię.

Ocena: 1/5




poniedziałek, 9 maja 2022

King Crimson - Three of a Perfect Pair (30th Anniversary Edition) (1984/2001)

Data zakupu: 25 kwietnia 2022 roku

Reedycja płyty z 2001 roku. Sam album już opisywałem, przejdę więc do dodatków.

Większość płyt z serii 30th Anniversary Edition była pozbawiona dodatków. Zaledwie kilka z płyt dostało jakieś bonusy: In the Wake of Poseidon miał cały singiel Cat Food, Discipline dostał alternatywną wersję Matte Kudasai, a na USA znajdziemy dwa dodatkowe utwory. Jedynie album Three of a Perfect Pair mógł się poszczycić większą ilością dodatkowych nagrań i to na tyle ciekawych, że postanowiłem go sobie zakupić.

Na początek dostajemy krótką piosenkę a capella (!) zaśpiewaną na kilka głosów przez Tony'ego Levina (!!) czyli The King Crimson Barber Shop. To oczywiście tylko żart, ale przyjemny. Potem jest już poważniej: dwie części Industrial Zone to improwizacje w stylu No Warning - mroczne i posępne. Całkiem niezły kawałek grania. No i na końcu mamy ewenement: remiksy (!!!) singla Sleepless. Trzy miksy różnego autorstwa - Tony'ego Levina, Francoisa Kevorkiana i Boba Clearmountain. Oczywiście nie ma się co spodziewać jakichś fajerwerków, są to typowe wydłużone wersje znanego nagrania, różniące się trochę brzmieniem, innym ułożeniem akcentów czy dodanymi partiami perkusji. Nic wielkiego, ale dla mnie cenne - w końcu uwielbiam ten album!

Wydanie ładne, tak jak wszystkie płyty z serii 30th Anniversary Edition - mnóstwo wycinków gazet z artykułami, recenzjami itp. Jedyne co mi się nie podoba to upchnięcie tekstów utworów na jednej stronie, maciupkimi literkami.

Ocena: 5/5











piątek, 4 czerwca 2021

Freestylers - Pressure Point (2001)

Data pierwszego zakupu: 31 lipca 2004 roku
Data ponownego zakupu: 10 maja 2021 roku

Zespół Freestylers, grający modny pod koniec lat 90. big beat spod znaku The Chemical Brothers czy Fatboy Slima, poznałem w 1998 roku, kiedy to wydali debiutancki album We Rock Hard. Od razu mi się spodobała ta mieszanka big beatu, breakbeatu i electro, do której dorzucali sporo wokali spod znaku ragga. Mieli też sporo przebojów, które często przewijały się w TV, jak Ruffneck czy B-Boy Stance

Pressure Point to ich drugi i chyba najlepszy album. Ugruntowali swój styl, wypolerowali brzmienie i dorzucili więcej chwytliwych melodii. Takie piosenki jak Told You So, Broadcast Channels (electro!), Calling czy Weekend Song wpadają w ucho i bujają bardzo przyjemnie. Nie brakuje też świetnych kawałków instrumentalnych jak Now is the Time czy Blowin Ya Brainz, gdzie króluje bas i mocny beat. Trochę słabiej wypadają tym razem nagrania z wokalistami Navigatorem i Tenor Fly (kiczowate Rumours of War, London Sound, Signs), ale nie jest źle. W sumie przyjemna płyta.

Wydanie skromne, we wkładce jest niewiele. Ale fajna okładka.

Ocena: 2/5

Single: Get Down Massive, Weekend Song, Now is the Time

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki 1

Wnętrze wkładki 2

Wnętrze wkładki 3

środa, 20 czerwca 2018

Rollins Band - Nice (2001)

Data zakupu: 7 marca 2018

To właściwie ostatni album studyjny Rollinsa. Owszem, w 2002 roku ukazała się jeszcze płyta Rise Above z przeróbkami nagrań Black Flag sygnowana nazwą zespołu, ale stworzona została wyłącznie w celach charytatywnych i w dodatku zawierała całe mnóstwo gościnnych wokalistów (m.in. Cedric Bixler-Zavala z The Mars Volta, Iggy Pop, Ice T, Tom Araya ze Slayera itp.). W dodatku była mocno punkowa. To już nie moje klimaty.

Nice jest całkiem przyjemnym albumem, powiedziałbym nawet, że momentami bardzo komercyjnym - są chwytliwe melodie (Up for It), a nawet żeńskie chórki (Up for It, I Want Some Much More). Z drugiej strony jest to stary dobry Rollins Band, czyli sporo rockowego grania, soczyste solówki gitarowe, sporo wrzasku i mocne teksty. Razem z poprzedzającą płytą Get Some Go Again z 2000 roku tworzy to niezły duet. Rockowe granie na wysokim poziomie.

Polowałem specjalnie na wydanie w digipaku, gdyż zawiera ono dwa dodatkowe, znakomite utwory (szczególnie Nowhere to Go but Inside), oraz wideo do singla Your Number is One. Wydanie fajne, w środku ciekawe zdjęcia zespołu oraz Rollinsa. Okładka doskonała.

Ocena: 3/5

Single: Your Number is One

Okładka

Tył

Bok

Digipak rozłożony na raz...

...i na dwa

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

piątek, 9 maja 2014

System of a Down - Toxicity (2001)

Data zakupu: 28 kwietnia 2014 roku

To rzadki przypadek, kiedy posiadam coś, co jest aż tak "mainstreamowe". Kiedy ten album brylował na listach przebojów, a teledyski do Chop Suey! i Toxicity pojawiały się w telewizjach muzycznych z częstotliwością raz na godzinę, nie znosiłem tej kapeli. Irytowały mnie często zmiany rytmu i dziwaczny sposób śpiewania wokalisty - ni to operowy, ni to rockowy. W sumie nic dziwnego - w 2001 (czyli okresie błędów i wypaczeń) moje zainteresowania były dalekie od rocka i metalu. Dlatego też zespołem System of a Down zainteresowałem się dopiero niedawno - jakieś 2-3 lata temu. Odkryłem najpierw debiut - równie świetny co Toxicity, a może nawet lepszy - potem sięgnąłem po ich najbardziej znane dzieło. I nagle się okazało, że to co było dla mnie największą wadę, obecnie jest największą zaletą. Cóż, człowiekowi zmienia się na starość gust chyba...

SOAD to dla mnie niejako rozwinięcie tego, co proponował Helmet, zwłaszcza, jeżeli chodzi o sposób kreowania kompozycji. Czyli kawałki są krótkie, ale dzieje się w nich niesamowicie wiele. Są zmiany tempa, zmiany riffów, czasem dysonanse, czasem deathmetalowe zagrywki. Do tego wokalista, który niesamowicie elastycznie potrafi się dostosowywać do tych łamańców - raz growlując, raz śpiewając bardzo melodyjnie, czasem prawie, że operowo... Niesamowite, że akurat tacy goście zebrali się razem i stworzyli coś tak oryginalnego i zarazem przebojowego. Nie ma sensu pisać o poszczególnych utworach, więc wymienię tylko moje ulubione: Chop Suey! z pięknymi smyczkami; Psycho z jedyną na płycie solówką gitarową i (ponownie) smyczkami; tytułowy za genialne rozwiązanie refrenu - te przerwy w riffowaniu z szalejącą perkusją to absolutny majstersztyk; Bounce za niesamowity wokal; Shimmy - podobnie... W sumie każdy kawałek ma w sobie to coś, co mnie porywa.

Wydanie skromne, ale przynajmniej treściwe - są i teksty utworów i zdjęcia za studia i spory opis albumu. Okładka - niestety - wg mnie jest beznadziejna i wygląda jak zrobiona na kolanie. Fajne zdjęcie chłopaków z tyłu pudełka.

Ocena muzyki: 2/5 | Link do Spotify

Single: Chop Suey!, Toxicity, Aerials

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

piątek, 25 października 2013

Selway - Edge of Now (2001)

Data zakupu: 28 lutego 2011 roku

Pomimo daty zbieżnej z "okresem błędów i wypaczeń" album ten poznałem dość późno, bo chyba dopiero w 2008 roku. Johna Selway'a miałem okazję poznać przy okazji paru remiksów dokonanym m.in. dla Laurenta Garniera i Svena Vätha. Zainteresowały mnie one na tyle, że "rzuciłem uchem" na jego jedyny album, Edge of Now. No i bardzo mi się spodobał. Świetny konglomerat trance'u, electro i chilloutu, mocno przypominający dokonania zarówno Underworld jak i Orbitala. Potrafi prostymi dźwiękami stworzyć naprawdę niezły klimat (jak w Unearthly, Moving Effortless czy Daytripping). W dodatku idealnie ćwiczy się do tego na "gazeli"...

Posiadam wydanie amerykańskie, ze zmienioną okładką i jednym, bardzo dobrym, utworem dodatkowym (Remember). Poza tym brak fajerwerków - minimalizm typowy dla większości produkcji elektronicznych.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki