Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amplifier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amplifier. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lutego 2026

Amplifier - Insider (2006)

Data zakupu: 19 lutego 2026 roku

To chyba (obok Hologram z 2023 roku) najsłabsza płyta Amplifiera. Niby jest ogień, są riffy, są melodie, ale całość jest jakaś taka... nie zapadająca w pamięć. Aczkolwiek po wielokrotnym przesłuchaniu odnajduję tu dobre momenty. Oczywiście najlepiej wypadają dwa pierwsze utwory - instrumentalne intro w postaci Gustav's Arrival - 4 minuty świetnego łojenia - oraz pierwszy wokalny utwór O Fortuna, ze znakomitym riffem, bardzo przypominający debiut. Mamy też znakomity singiel Procedures - doceniłem go dopiero teraz, nie wiem czemu, bo jest naprawdę dobry, ze świetnym riffem. Podoba mi się też końcówka płyty - Hymn of the Aten z melancholijnym wokalem i bardzo Soundgardenowy Map of an Imaginary Place. Nieźle wypada także utwór tytułowy - choć tym razem kojarzy mi się z zespołem Rush. Z resztą jest już różnie - niektóre kawałki trącą banałem (Elysian Gold, Strange Seas of Thought, R.I.P.), niektóre są lepsze, ale jakieś takie bez wyrazu (Mongrel's Anthem, What is Music?). W sumie dość nierówna płyta...

Wydanie w digipaku z książeczką, w której mamy teksty do nagrań. Design jednakże taki sobie...

Ocena: 2/5 










piątek, 28 listopada 2025

Amplifier - Echo Street (2013) (digibook)

Data zakupu: 21 listopada 2025 roku

Kupiłem to (za jakieś grosze) tylko dlatego, że poprzednia wersja nie mieści się na półce z innymi płytami. A tutaj rozmiar jest akurat. Różnice między wersjami? Tutaj nie ma oczywiście drugiej płyty, ale poza tym wszystko jest tak samo - nawet zdjęcia w środku te same, dlatego nawet ich nie fotografowałem.

 


piątek, 10 października 2025

Amplifier - The Old Forge Sessions Vol 1-4 (2023)

Data zakupu: 23 września 2025 roku

Ten monumentalny składak (4 płyty CD) to efekt powrotu Amplifier do aktywności i zarazem pierwsze nagrania dokonane w dwuosobowym składzie. Są to rzeczy nagrane na żywca - nie na koncercie dla publiczności, ale transmitowane w Internecie (wszystkie sesje można zobaczyć na Youtube). Pierwsza odbyła się w 2022 roku, a reszta w 2023. Dzięki temu wydawnictwu można dokładnie przekonać się jak brzmi obecny Amplifer na żywo, choć jest pewna różnica. Muzycy wzięli na warsztat kilkanaście swoich utworów i każdy wykonali w sposób absolutnie odbiegający od pierwotnej wersji. Mamy tutaj mocno space rockowe granie - każdy utwór trwa ponad 10 minut (rekordzista to Motorhead - prawie 24 minuty!), każdy zaczyna się od długiego intro i zawiera równie długie outro. Muzyka snuje się non stop, utwory łączą się ze sobą, każda płyta to odlot w kosmos. Bardzo mi się podoba to granie, szczególnie, że dobór utworów też jest znakomity - za wyjątkiem Hymn of the Aten - każdy z pozostałych należy do jednych z moich ulubionych! W dodatku nie są to oczywiste rzeczy, bo kawałki takie jak Bloodtest, Spaceman czy My Corrosion to nawet nie wiem czy kiedykolwiek grali na żywca. Świetna rzecz!

Wydanie dość budżetowe, bo w kartoniku, choć z osobną kieszonką dla każdej płyty - widać to na zdjęciach. Album zakupiłem bezpośrednio od zespołu (bo inaczej nie miałbym jak dostać Eternity) - ciekawostką jest fakt, że były dostępne wyłącznie wersje z autografami. Mam więc wydanie z autografami :-)

Ocena: 2/5 





środa, 8 października 2025

Amplifier - Eternity (2009)

Data zakupu: 23 września 2025 roku

W latach 2007-2010 zespół pracował nad swoim magnum opus, albumem The Octopus. Jednakże w trakcie prac nad tym monumentalnym dziełem okazało się, że kończą się fundusze i dalsza praca wymaga zastrzyku gotówki. Postanowili więc wydać swoje pierwsze nagrania, stworzone w latach 1999-2001 w formie EPki i sprzedać fanom. Jak zaplanowali, tak zrobili i mamy więc Eternity. 32 minuty muzyki, która mocno pachnie brzmieniami z przełomu wieku, ale wcale nie jest ani zła, ani się nie zestarzała. To po prostu kawał dobrego grania, choć słychać, że część z tych nagrań odbiega trochę od Amplifierowych standardów, albo wymaga dopracowania. Przeważają utwory w wolnym lub średnim tempie - szczególnie 3 ostatnie to właściwie ballady. Zaskakuje za to pierwszy kawałek - jeden z najszybszych i najmocniejszych utworów kiedykolwiek stworzonych przez Sela - Amplifier 99. Krótki, mocny, riffowy, z dziwnym wokalem (jakby Sel miał zatkany nos), porażający mocą. Zdecydowanie najlepszy. Wyróżnia się także The Ways of Amplifier - z doskonałym beatem perkusji, elektronicznym tłem i natarczywą gitarą. Ballady pokroju My Corrosion czy Departure Lounge wypadają nieźle, część z nich przywodzi na myśl twórczość Soundgarden. Naprawdę dobry to składak, widać, że zespół od początku miał na siebie pomysł.

Wydanie bardzo skromne - kartonik i płyta CD. Ciekawe, że tytuł albumu pojawia się wyłącznie na płycie CD. Design - jak to u Amplifiera - słaby.

Ocena: 2/5 




środa, 2 lipca 2025

Amplifier - Trippin' with Dr. Faustus (2017)

Data zakupu: 28 czerwca 2025 roku

Jakoś nie miał Amplifier nigdy szczęścia do wytwórni. Pierwszy album wydała firma Steamhammer, po czym zaraz została zlikwidowana, a katalog przejęła firma SPV. Tam też ukazał się drugi album, Insider, ale niezadowoleni muzycy rozwiązali kontrakt. Trzecia płyta ukazała się nakładem ich własnej wytwórni, AmpCorp, czwartą wydało Kscope (aż dziwne, że tylko tą jedną, pasowaliby tam chyba), kolejną Superball Music (też jakoś zaraz potem się zwinęli), aż w końcu ponownie postanowili zacząć wydawać się sami. Ich wszystkie kolejne płyty ukazują się już nakładem Rockosmos.

Trippin' with Dr. Faustus, szósty album Amplifiera, to jedno z pierwszych wydawnictw Rockosmos (wydawali też inne zespoły). Odstrasza okropną okładką, ale muzycznie to niejako powrót do korzeni. Kawałki są długie, mocarne, pełne riffów i delikatnego wokalu (na płycie bardzo często wspiera Sala wokalistka Kate Bishop). Co prawda niektóre riffy są mało wyraziste (jak w Rainbow Machine czy The Commotion), ale i tak nie jest źle. Można wyróżnić kilka naprawdę dobrych nagrań jak Kosmos (grooves of triumph), Horse, Big Daddy, Supernova - szczególnie druga część płyty, czyli ostatnie 6 utworów (winyl został tak podzielony - 1. płyta zawiera 4 kawałki, 2. płyta 6) robi dobre wrażenie. Bardzo lubię też akustyczną balladę Anubis z dwugłosem męsko-damskim. Ale i tak najlepsze znajduje się na samym końcu. Old Blue Eyes powala mocnym riffem basowym (to ostatni album nagrany w 4-osobowym składzie), ciekawym wokalem, partiami granymi jakby na banjo no i super solówką gitarową na końcu. Absolutnie jeden z najlepszych utworów Amplifiera!

Wkładka jest taka jak tytuł - tripowa, mnóstwo wyrazistych kolorów i dziwacznych grafik. Szkoda, że we środku nie ma nic ciekawego, tylko jakieś bohomazy. Okładka - jak już wspomniałem - okropna.

Wielka szkoda, że zespół nie pokusił się na powtórkę z Echo Street - w grudniu 2017 wypuścił cyfrowe EP pt. Record, zawierające 4 nagrania z tej samej sesji. EPka jest dużo lepsza niż album, ale w formie fizycznej wyszła jedynie na winylu. Szkoda, że nie dołączyli jej jako bonus w wersji mediabook, szczególnie, że ukazała się taka wersja, ale oprócz zmienionego opakowania i rozbudowanej książeczki nie zawierała żadnych innych dodatków...

Ocena: 2/5 

Single: Kosmos (grooves of triumph)






poniedziałek, 30 czerwca 2025

Amplifier - Mystoria (2014)

Data zakupu: 28 czerwca 2025 roku

Albumy Amplifiera mają jedną wadę - są bardzo nierówne. Obok znakomitych utworów znajdują się rzeczy błahe, czasem niewarte wysłuchania. Czasami muzyka zachwyca, czasami nie do końca. Oczywiście udało im się nagrać kilka lepszych płyt (jak debiut czy The Octopus), ale nawet na nich znajdują się rzeczy słabsze, nie zawsze warte uwagi. 

Nie inaczej jest z czwartym albumem zespołu. Zaczyna się on doskonale - szybki riff napędza znakomity instrumental Magic Carpet, aby po chwili przejść w świetny kawałek wokalny Black Rainbow - równie szybki i wyborny. Po tak dobrym początku dostajemy nagle cios w twarz - Named After Rocky jest powolny, nudny i mało treściwy. Jeszcze gorzej wypadają Cat's Cradle z "wesołą" melodyjką w refrenie czy nudny Bride. Potem nagle wyskok - Open Up jest świetny, ma fajny riff, dobrą, wpadającą w ucho melodię. Potem znowu gorzej - Mold (summer of love) (jeden z dwóch utworów dostępnych wyłącznie w wersji mediabook, którą zakupiłem) i OMG to znów słabsze nagrania. The Meaning of If, najkrótszy na płycie jest chyba również najsłabszy. Za to drugi bonus wydania książkowego, Darth Vader, jest znowu perełką - dokładnie taki utwór z jakich słynie Amplifier. Mocarny riff, fajna melodia i bardzo dobra, długa końcówka. Świetne! Całość kończy kawałek dwuczęściowy Crystal Mountain/Crystal Anthem - całkiem niezłe zakończenie z fajną melodyką.

Wydanie ciekawe, choć to co jest w książeczce raczej rozczarowuje. Słabe zdjęcia, stylizowane na grę z automatów - nic ciekawego, nawet nie chciało mi się robić zdjęć całości. Opis płyty na końcu. Okładka słaba, niestety. Jako bonus jest karteczka reklamowa wytwórni Inside Out.

Ocena: 2/5 

Single: Black Rainbow, Named After Rocky














sobota, 10 maja 2025

Amplifier - Gargantuan (2025)

Data zakupu: 7 maja 2025 roku

Amplifier, po wydaniu w 2017 roku takiej sobie płyty Trippin' with Dr Faustus i składaka Intro w 2018 (świetny, niestety wydany tylko w postaci cyfrowej) zamilkł na długie lata i powrócił w zmienionej postaci w 2023 roku (mini-album Hologram). Z całego zespołu pozostało tylko dwóch muzyków - lider i twórca całej muzyki Sel Balamir, grający na wszystkich instrumentach oprócz perkusji, oraz Matt Brobin - perkusista, który razem z Selem założył zespół pod koniec lat 90-tych. Co ciekawe na koncertach też grają tylko we dwóch - Sel dwoi się i troi obsługując gitarę, miliony efektów gitarowych, klawisze i dodatkowo śpiewając. Dość kosmiczne, ale wykonalne, jak widać.

Gargantuan to już ich ósmy album. Poprzednie to:

2004 - Amplifer
2006 - Insider
2014 - Mystoria
2023 - Hologram

Jakoś poprzednie 3 średnio mi podeszły, tak samo jak Insider. Co innego najnowsza płyta. Nadal mamy długie kompozycje pełne znakomitych melodii. Zmianą jest położenie nacisku na elektronikę - większość nagrań opiera się na jakichś zapętlonych motywach syntezatorowych, a gitara często tworzy jedynie tło. Z braku basisty większość partii basowych jest elektroniczna - co nie przeszkadza w odbiorze, choć czasami przydałoby się więcej gitarowego basu. Ale w takich nagraniach jak Gateway, Blackhole, King Kong czy Pyramid wypada to naprawdę dobrze. W ogóle prawie cały album jest dobry, są tu takie perełki jak Blackhole z dominującym, gościnnym, żeńskim wokalem niejakiej Novy, piękna ballada Long Road, potężny i powolny King Kong i czy atakujący podwójną stopą Gateway. Najsłabiej wypada trio Pyramid-Entity-Guilty Pleasure - o ile początek jest naprawdę niezły, to już Entity razi chaosem i brakiem pomysłu. A Guilty Pleasure, najdłuższy na płycie, wypada blado i jest zdecydowanie za długi. Dodatkowym minusem jest produkcja - niestety, Sel padł ofiarą "loudness war" - wszystko jest głośne, na jednym poziomie, brakuje przestrzeni i klarowności... Trochę szkoda, dałoby to więcej powietrza płycie. No i brakuje sensownych przerywników w postaci np. ballady w środku płyty...

Płyta została wydana przez wytwórnię Sela, Rockosmos. Wydanie jest bardzo minimalistyczne - brakuje książeczki, jakichś większych opisów, informacji, dodatkowych zdjęć. Co ciekawe - nawet nazwa zespołu pojawia się jedynie w napisach pod tray'em, nigdzie indziej jej nie ma. Dziwaczne. Ale nawet estetyczne. 

Istnieje też drugie wydanie kompaktowe, które zawiera wszystkie nagrania z winyla. Jest tam krótkie, niespełna 2-minutowe intro oraz dwa utwory dodatkowe. Jeden to spokojne granie elektroniczne, taki przerywnik, natomiast drugie to utwór tytułowy, ciągnący się przez prawie 13 minut - w sumie to tylko perkusja i gitarowe plamy, bez wokalu. Nic ciekawego, dlatego zakupiłem regularną wersję płyty.

Ocena: 3/5 

Single: Guilty Pleasure, Invader, Cross Dissolve






wtorek, 15 kwietnia 2025

Amplifier - Amplifier (2004)

Data zakupu: 7 kwietnia 2025 roku

To zdecydowanie drugi najlepszy album zespołu Amplifier. Ich debiutancki album spotkał się z dobrym przyjęciem zarówno krytyków jak i fanów. A i chyba muzycy go lubią, bo po dziś dzień wiele utworów z tego albumu jest granych na koncertach. I wcale się nie dziwię - kilka z nich to koncertowe evergreeny. Zaczyna się absolutnie fenomenalnie - utwór Motorhead to jeden z najlepszych utworów rockowych jakie znam (nie jest to cover znanego utworu autorstwa Lemmy'ego). Najpierw mamy rzężenie gitary, potem mocną perkusję, a potem wchodzi mocarny riff, który w zwrotce zmienia się w melodyjne granie towarzyszące delikatnemu wokalowi. A na końcu nagrania mamy takie mocne łojenie gitarowo-perkusyjne, że proszę siadać. Cudowny kawałek, nigdy mi się nie znudzi! Równie dobry jest kolejny kawałek - Airborne. Najpierw mamy łagodne wejście, fajną melodię, podniosły refren, aż w 6 minucie następuje zmiana rytmu, mocny rytm, powolne dźwięki ostrej gitary grające unisono z basem - to trzeba posłuchać, ciężko opisać ten majstersztyk. I na koniec jest Panzer (z gościnnym udziałem muzyków Oceansize) z fajnym refrenem i kolejnym ciekawym riffem. 

Potem, niestety, jest słabiej. Kolejny utwór to ballada Old Movies, dość stereotypowa i słabsza. Post Acid Youth mógłby z powodzenie znaleźć się w repertuarze Soundgarden - ale z okresu schyłkowego, Down on the Upside. Najsłabszy kawałek. Fajny jest za to singlowy Neon z wciągającym refrenem. Kolejna ballada On/Off jest ciekawe skonstruowana, zwłaszcza podoba mi się ta gitara po drugim refrenie, kiedy najpierw delikatne buczy, aby potem ryknąć znienacka - świetny zabieg. Kolejny singiel The Consultancy ma fajny riff i dobrą końcówkę. One Great Summer to kolejny chwytliwy refren, a kończący album UFOs jest nastrojowy i bardzo przyjemnie kończy ten album. Naprawdę dobra płyta!

Cieszę się, że udało mi się dorwać wydanie z 2005 roku, dwupłytowe, z dodatkową płytą CD zawierającą wszystkie strony B z singli (Boomtime, Throwaway i Glory Electricity), kawałek dostępny na limitowanym wydaniu w digipaku z 2004 roku (Half-Life) oraz 2 teledyski. Co prawda jest to płyta fajna pół na pół - Boomtime ma fajny riff, a Glory Electricity spokojnie mógłby się znaleźć w podstawowym repertuarze płyty - jest doskonały, długi i mocno gitarowy. Half-Life i Throwaway to takie mało znaczące kawałki, których mogłoby nie być.

Wydanie w podwójnym digipaku, dość estetyczne (jak na SPV). W środku książeczka ze zdjęciami - dosłownie nic innego w niej nie ma! Cały opis jest na jednej stronie digipaka. Brak tekstów, niestety.

Ocena: 4/5

Single: The Consultancy, Neon