Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beck. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 listopada 2025

Beck - Tropicalia (1998)

Data zakupu: 29 października 2025 roku

W 1998 roku nakładem wytwórni Geffen ukazała się płyta Mutations, która pierwotnie miała być wydana przez małą, niezależną wytwórnię (podobnie jak m.in. One Foot in the Grave z 1994 roku). Niestety, Geffen złamał umowę i sam ją wypuścił, co wkurzyło Becka i nawet wytoczył im proces. Przez to album Mutations nie był promowany żadnymi teledyskami, a komercyjne single ukazały się różne w różnych częściach świata. W Europie był to singiel Tropicalia, w Japonii Nobody's Fault but My Own (nota bene zawierający świetne kawałki jako strony B) a w Australii Cold Brains (tam akurat nic ciekawego nie było). 

Tropicalia odstaje od nagrań z Mutations, gdzie przeważają kawałki folkowe i około-country'owe. Tym razem mamy fajną bossa novę - z dęciakami, chórkami i w ogóle wakacyjnym klimatem. Bardzo lubię ten kawałek, w przeciwieństwie do prawie całej reszty płyty (są tam może 4 fajne utwory). Jako dodatki mamy fajny cover Skipa Spence'a Halo of Gold oraz instrumentalne nagranie Black Balloon - oba w klimatach Odelay, więc całkiem niezłe. Fajna płytka.

Wydanie takie sobie, nie odstające za bardzo od tego co było na Odelay.

Ocena: 2/5 


środa, 25 czerwca 2025

Beck - Loser (1994)

Data zakupu: 20 czerwca 2025 roku

Singiel, który był dla mnie hitem latem 1997 roku - wtedy go poznałem. Oprócz albumowej wersji słynnego singla mamy tutaj jeszcze 4 inne kawałki - co daje nam jedną stronę winyla - trochę ponad 23 minuty grania. Te wszystkie strony B idealnie uzupełniają znakomity album Mellow Gold. Oprócz akustycznej ballady Alcohol (całkiem ładnej), mamy jeden absolutnie rockowy wyziew (Fume) oraz dwa bardziej hip-hopowo-folkowe fragmenty: Corvette Bummer z komicznym (momentami) wokalem oraz inną wersję płytowego nagrania Soul Suckin Jerk (z podtytułem Reject, co może oznaczać, że było to pierwotna wersja planowana na album), która ma bardzo zaskakujące zakończenie - warto posłuchać. Uwielbiam ten singiel - Beck później miał również sporo ciekawych stron B, szczególnie w okresie Odelay

Wydanie amerykańskie - oczywiście, gdyż wersja europejska różni się diametralnie - nie ma tylu utworów, powtarza się tylko Corvette Bummer, a poza tym są dwa inne kawałki. Jest dużo mnie interesująca. Wydana w zwykłym pudełku, a nie singlowym. Design oczywiście nawiązuje do Mellow Gold - jest niezbyt ciekawy, niestety. We wkładce nic nie ma.

Ocena: 2/5 






czwartek, 31 października 2013

Beck - Odelay (1996)

Data zakupu: 17 marca 2011 roku

Jako wielki fan poprzedniej płyty Becka, Mellow Gold, z niecierpliwością oczekiwałem na jej kontynuację. Niestety, trochę się rozczarowałem. Muzyka zawarta na Odelay mocno odbiegała od tego, co zaprezentował artysta wcześniej. Pojawiło się więcej elementów hip-hopu, mnóstwo sampli bardzo różnego rodzaju, mniej gitarowego, surowego grania. I właśnie tym albumem odniósł on największy sukces awansując równocześnie do panteonu gwiazd. Przeboje Devils Haircut i The New Pollution bardzo często pojawiały się w telewizjach muzycznych, a sam album osiągnął 16 miejsce na liście Billboardu i sprzedał się w 2 milionach egzemplarzy (w USA). W sumie zasłużony sukces, gdyż Beck okazał się bardzo sprawnym twórcą, mającym dobre ucho do fajnych melodii, a zarazem tworząc frapujące tło - czy jest to trochę bluesa w Where It's At, czy country w świetnym Jack-Ass czy nawet elementy metalu w High 5 (jeden z lepszych kawałków na płycie). Równocześnie pojawiają się także rzeczy słabsze jak Derelict czy Novacane, które nudzą już od początku. Ale ogólnie płyta jest dość równa i urozmaicona i nawet przyjemnie się jej słucha.

Posiadam ją w wersji Deluxe i muszę przyznać, że jest to naprawdę piękne wydanie. Podwójny digipak w plastikowej obwolucie - na zdjęciach widać, jak to jest wydane. Gruba książeczka z tekstami utworów i opiniami fanów o albumie. Gorzej wypadają kolaże graficzne, które nie bardzo przypadły mi do gustu. Ale niektóre zdjęcia są naprawdę dobre.

Oczywiście, jak to w wersji Deluxe nie brakuje też rzadkich utworów. Na pierwszym dysku oprócz znanego z singla kawałka Deadweight (wykorzystany w filmie A Life Less Ordinary) mamy 2 niepublikowane kawałki - oba bardzo fajne, zwłaszcza niesamowicie skomplikowany i urozmaicony Inferno. Natomiast na płycie nr 2 znalazły się remiksy i bardzo liczne tzw. strony B singli. Zwłaszcza pierwszy kawałek czyli Where It's At w remiksie UNKLE cieszy, gdyż był to zarazem bardzo dobry remiks i bardzo ciężko dostępny. Miks Aphex Twina już łatwiej można było zdobyć, ale fajnie, że się tu znalazł. Z innych kawałków jest dużo bardzo dobrych utworów - aż dziwne, że Beck nie zamieścił ich na podstawowym albumie. Takie rodzynki jak Clock, Erase the Sun, czy Electric Music and the Summer People to naprawdę doskonałe piosenki. A oprócz tego są także eksperymenty - .000.000 - dziwny tytuł i dziwny utwór oparty na pętli puszczonej od tyłu czy Strange Invitation - czyli singlowy Jack-Ass nagrany jedynie z udziałem orkiestry. A Burro - ponownie Jack-Ass, ale tym razem w konwencji meksykańskiej kapeli - to absolutny geniusz! Minusem jest jedynie pominięcie paru ciekawych utworów - jak Diskobox czy Electric Music... w wersji japońskiej (kompletnie inny kawałek).

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Single: Where It's At, Devils Haircut, The New Pollution, Sissyneck, Jack-Ass

Okładka

Tył

Bok

Digipak wyciągnięty z obwoluty

Z drugiej strony

Rozłożony digipak

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

Wnętrze książeczki 8

Wnętrze książeczki 9

Wnętrze książeczki 10

środa, 5 czerwca 2013

Beck - Midnite Vultures (1999)

Data zakupu: 25 grudnia 1999 roku

Fascynacja płytą Mellow Gold sprawiła, że z uwagą śledziłem karierę Becka. Niestety, kolejny album, Odelay, tak chwalony przez krytykę, nie zrobił już na mnie wrażenia - ot, Beck się rozwinął w kierunku bardziej popowym, nadal umiejętnie mieszając elementy różnych gatunków muzycznych, jednakże stracił całą magię, którą posiadał na poprzednim albumie. Natomiast płyta Mutations z 1998 roku to był totalny krok wstecz - dużo country, dużo folku, mało rocka... Tym bardziej bolesne, że kupiłem tą płytę na CD w dniu premiery. Oczywiście już jej nie mam. Co innego Midnite Vultures.

Beck sięgnął tym razem po klimaty rodem z electro, funku i Prince'a!! I to mi podpasowało. Album robił wrażenie i nawet dzisiaj mam na nim ulubione utwory (szczególnie genialny pastisz Prince'a - ballada Debra). W dodatku Beck niesamowicie rozwinął się wokalnie, wspinając się na wyżyny swoich umiejętności. Znowu stworzył album eklektyczny, mieszając gatunkami w sposób mistrzowski. Z czasem album stracił na sile, ale nadal go lubię.

Wydanie za to jest niezbyt ładne. Nie podoba mi się ani projekt, ani zdjęcia, ani kolory. Takie patchworki na mnie nie działają. Albo wręcz działają negatywnie.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Single: Sexx Laws, Mixed Bizness, Nicotine & Gravy

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

wtorek, 4 czerwca 2013

Beck - Mellow Gold (1994)

Data zakupu: 25 grudnia 1999 roku

Prawdę mówiąc, pierwszy przebój Becka, Loser, nie bardzo zawojował moje serce. Ot, fajny kawałek, z chwytliwym refrenem. Dlatego też nie bardzo zainteresowała mnie debiutancka (choć nie bardzo, co odkryłem później) płyta tego koleżki. Dopiero znajomy mi ją pożyczył i wtedy szczęka opadła mi aż do samej ziemi. Ten album jest niesamowity. Tak bardzo eklektyczny, że czasami w jednym utworze znajdziemy  kilka gatunków muzycznych (jak hip-hop, folk, rock, pop i electro - np. w Beercan czy Soul Suckin' Jerk). W dodatku gość ponownie odkopał modę na folk - do dzisiaj coraz to młodsi wykonawcy chętnie sięgają po ten gatunek. 

Wszystkie utwory są doskonałe, pomimo słabej produkcji (całość nagrano na 4-śladowym magnetofonie). Po prostu dobra kompozycja to podstawa. Parę kawałków zmieniło moje podejście do niektórych gatunków - Whiskeyclone, Hotel City 1997 to cudowna ballada z pogranicza country, a Steal My Body Home w którym jest i nutka orientu i trochę klasyki ("coś" brzmiące jak harfa) to absolutnie najlepszy kawałek na płycie. Zwłaszcza gdy pod koniec Beck siada przed garnkami i gra dalej na nich łyżkami i widelcami, przygrywając sobie na grzebieniu. Kosmos.

Wydanie równie skromne co produkcja - zwykłe pudełka, skromna wkładka, mało zdjęć - choć dość oryginalne. Mimo to - wielka płyta.

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Single: Loser, Pay No Mind, Beercan

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki