Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2026

Various Artists - The Art of Sysyphus vol.94 (2017)

Data zakupu: 10 czerwca 2026 roku

Do ostatniego zakupu dostałem gratis ten składak. The Art of Sysyphus to seria płyt CD dodawanych do niemieckiego miesięcznika Eclipsed. Seria dodawana co drugi miesiąc do tego periodyku traktującego głównie o prog rocku. Coś jak nasze płytki z Lizarda. Całkiem przyjemny składak, fajnie promujący bardziej i mniej znanych wykonawców. Co prawda średnio mi się podobają te nagrania, ale słuchało się tego całkiem fajnie - szczególnie nagrania Wucan, Smalltape i Bubblemath przypadły mi do gustu. Ale raczej rzadko będę wracał do tego składaka...

Ocena: 1/5




wtorek, 21 kwietnia 2026

Motorpsycho - The Tower (2017)

Data zakupu: 20 kwietnia 2026 roku

Bardzo ciekawy album. Mocno progresywny, z długimi, rozbudowanymi nagraniami, co jak na Motorpsycho nie zawsze jest oczywiste. Najbardziej mi się podobają właśnie te długasy - A Pacific Sonata, ze znakomitą częścią drugą, Ship of Fools, Intrepid Explorer, tytułowy... Są momenty wyjątkowo chwytliwe, przede wszystkim A.S.F.E. ze znakomitym refrenem, wzmiankowana druga część A Pacific Sonata, akustyczny The Maypole... Naprawdę dobry i zwarty album.

The Tower wraz z The Crucible tworzą swoistą dylogię/trylogię (bo 2 albumy, ale 3 płyty CD). Okładki korespondują ze sobą, tworząc ciekawy twór. W digipaku oczywiście nie ma książeczki, wszystkie opisy są pod tray'ami.

Ocena: 2/5 





niedziela, 9 listopada 2025

Prince and the Revolution - Purple Rain Deluxe Edition (2017)

Data zakupu: 4 listopada 2025 roku

Podobno sam Prince nadzorował remastering i wydanie tego albumu (w 2015 roku, rok przed jego śmiercią). Może dlatego wybór nagrań dodatkowych jest dość okrojony - późniejsze reedycje 1999, Sign'O'The Times i Diamonds and Pearls w wersjach Super Deluxe zawierały po 2-3 dyski z rarytasami. Ale właśnie - późniejsze remastery także ukazały się w wersjach dwupłytowych, jednakże na drugich dyskach zawierały rzeczy już znane - głównie nagrania z singli. A tymczasem takie nagrania znalazły się jedynie w wersji Super Deluxe Purple Rain, a poniżej opisywana płyta ma rarytasy na drugiej płycie. I dobrze! Bo te wersje Super Deluxe są bardzo drogie... 

Niestety, eldorado się skończyło - najnowszy remaster, czyli mający się lada moment ukazać album Around the World in a Day ukaże się wyłącznie w wersji Deluxe, dwupłytowej, zawierającej na drugiej płycie tylko nagrania z singli. I choć niektóre rzeczy są ciekawe i debiutują na płycie CD, to jest to rozczarowujące - wersji Super Deluxe z rarytasami nie będzie (przynajmniej na razie nikt o tym nic nie mówi). Szkoda, na pewno uzbierałoby się materiału na kolejne 3 płyty CD.

Natomiast wybór rzadkich nagrań z sesji Purple Rain jest naprawdę zacny. Przede wszystkim świetne są "długasy" - wszystkie ponad 10-minut: The Dance Electric, Computer Blue i We Can F**k. Ten pierwszy był przebojem w wykonaniu Andre Cymone - tutaj jest w pełnej wersji z wokalem Prince'a. Absolutny klasyk, szkoda, że Prince oddał go koledze. Computer Blue jest również w pełnej wersji w stosunku do albumowej, z drugą zwrotką, solówkami gitarowymi itp. popisami artysty, charakterystycznymi dla niego. Ostatni "długas" odnalazł swoje drugie życie na albumie Graffiti Bridge jako We Can Funk - tu w sumie jest dość podobny, trochę więcej tekstu, trochę więcej p-funku - ale nadal jest to świetny kawałek. Pozostałe kawałki są krótsze, ale wcale nie gorsze. Na pewno dobre są Love and Sex, Electric Intercourse, Possessed i Father's Song - to ostatnie to fortepianowe nagranie, którego melodia została później wpleciona w Computer Blue (ale zagrana na gitarze). Reszta wypada może słabiej (szczególnie Velvet Kitty Cat), ale i tak jest ciekawa.

Wydanie za to jest bardzo słabe - kartonik, w którym pierwsza płyta CD jest wciśnięta w przegródkę razem z książeczką! Coś niebywałego, jaki brak szacunku... Grafika taka sama jak w oryginale, fajnie, że książeczka zawiera komentarze muzyków The Revolution do każdego utworu z płyty podstawowej. Są też teksty (ale też tylko do podstawowej płyty) i opis nagrań.

Ocena dysku nr 2: 3/5 













środa, 2 lipca 2025

Amplifier - Trippin' with Dr. Faustus (2017)

Data zakupu: 28 czerwca 2025 roku

Jakoś nie miał Amplifier nigdy szczęścia do wytwórni. Pierwszy album wydała firma Steamhammer, po czym zaraz została zlikwidowana, a katalog przejęła firma SPV. Tam też ukazał się drugi album, Insider, ale niezadowoleni muzycy rozwiązali kontrakt. Trzecia płyta ukazała się nakładem ich własnej wytwórni, AmpCorp, czwartą wydało Kscope (aż dziwne, że tylko tą jedną, pasowaliby tam chyba), kolejną Superball Music (też jakoś zaraz potem się zwinęli), aż w końcu ponownie postanowili zacząć wydawać się sami. Ich wszystkie kolejne płyty ukazują się już nakładem Rockosmos.

Trippin' with Dr. Faustus, szósty album Amplifiera, to jedno z pierwszych wydawnictw Rockosmos (wydawali też inne zespoły). Odstrasza okropną okładką, ale muzycznie to niejako powrót do korzeni. Kawałki są długie, mocarne, pełne riffów i delikatnego wokalu (na płycie bardzo często wspiera Sala wokalistka Kate Bishop). Co prawda niektóre riffy są mało wyraziste (jak w Rainbow Machine czy The Commotion), ale i tak nie jest źle. Można wyróżnić kilka naprawdę dobrych nagrań jak Kosmos (grooves of triumph), Horse, Big Daddy, Supernova - szczególnie druga część płyty, czyli ostatnie 6 utworów (winyl został tak podzielony - 1. płyta zawiera 4 kawałki, 2. płyta 6) robi dobre wrażenie. Bardzo lubię też akustyczną balladę Anubis z dwugłosem męsko-damskim. Ale i tak najlepsze znajduje się na samym końcu. Old Blue Eyes powala mocnym riffem basowym (to ostatni album nagrany w 4-osobowym składzie), ciekawym wokalem, partiami granymi jakby na banjo no i super solówką gitarową na końcu. Absolutnie jeden z najlepszych utworów Amplifiera!

Wkładka jest taka jak tytuł - tripowa, mnóstwo wyrazistych kolorów i dziwacznych grafik. Szkoda, że we środku nie ma nic ciekawego, tylko jakieś bohomazy. Okładka - jak już wspomniałem - okropna.

Wielka szkoda, że zespół nie pokusił się na powtórkę z Echo Street - w grudniu 2017 wypuścił cyfrowe EP pt. Record, zawierające 4 nagrania z tej samej sesji. EPka jest dużo lepsza niż album, ale w formie fizycznej wyszła jedynie na winylu. Szkoda, że nie dołączyli jej jako bonus w wersji mediabook, szczególnie, że ukazała się taka wersja, ale oprócz zmienionego opakowania i rozbudowanej książeczki nie zawierała żadnych innych dodatków...

Ocena: 2/5 

Single: Kosmos (grooves of triumph)






piątek, 3 grudnia 2021

Płyty J: Tears for Fears - Rule the World (2017)

Moja żona ma kompletnie odmienny gust od mojego, ale parę pozycji z jej kolekcji jest interesujacych, pomyślałem więc, że może niektóre z nich tutaj przedstawię.

Na początek płyta, którą dostała w prezencie - składak hitów Tears for Fears obejmujący cały okres ich kariery, w tym także płyty nagrane bez Curta Smitha. Bardzo fajny zestaw, cieszy mnie szczególnie obecność kilku nagrań z lat 1993-2013 - kawałki takie jak Cold czy Closest Thing to Heaven są bardzo ładne i nawet je lubię. Fajnie też, że Shout jest w wersji radiowej - jakoś płytowa wersja wydaje mi się zbyt długa i nudna. Oczywiście większość nagrań pokrywa się z moją składanką Tears Roll Down ale nie wszystko zostało uwzględnione, no i są też 2 nowe nagrania - niestety dość słabe, szczególnie I Love You but I'm Lost - przeprodukowany, źle brzmiący, typowe "wall of sound". Stay, jako ballada, wypada lepiej, choć to też nic szczególnego.

Wydanie bardzo ładne, ciekawa kolorystyka. Fajnie, że w zwykłym pudełku.

Ocena: 3/5










piątek, 29 grudnia 2017

Yello - Live in Berlin (2017)

Data otrzymania: 24 grudnia 2017 roku

Po 37 latach od powstania duet Yello postanowił zagrać regularne koncerty. Dieter Meier i Boris Blank wynajęli halę Kraftwerk w Berlinie, zatrudnili mnóstwo muzyków (m.in. sekcję dętą i chórki), zaprosili gości i tak przygotowani zaserwowali wspaniały spektakl. Na koncert złożyły się przede wszystkim nagrania z ich ostatniego, doskonałego albumu Toy, ale nie zabrakło też hitów jak Oh Yeah, The Race czy Bostich. Wszystko brzmi wspaniale, jakość dźwięku, jak to w przypadku Yello, jest znakomita, atmosfera koncertu gorąca, oprawa wizualna świetna (płyta ukazała się także na DVD i Blu-Ray). Tyle tytułem wstępu.

Ciekawie wypada lista utworów. Tak naprawdę oprócz w/w hitów to starsze płyty reprezentowane są przez rzeczy nawet czasami nie singlowe. Największym zaskoczeniem jest Si Senor the Hairy Grill z płyty One Second. Świetny, rockowy, może nawet trochę punkrockowy kawałek ze świetną solówką gitarową (Jeremy Baer okazuje się być niezłym gitarzystą) oraz wplecionym fragmentem z utworu Move Dance Be Born (album Zebra). Również obecność otwieracza, czyli kawałka Do It (także Zebra) zaskakuje, nie spodziewałem się tego. Co prawda nie wszystkie albumy są reprezentowane - brak czegokolwiek z Touch Yello, Baby, Pocket Universe, The Eye czy You Gotta Say Yes to Another Excess, ale to nie przeszkadza. Starsze kawałki są mocniej lub mniej przearanżowane i świetnie pasują do reszty koncertu. Mamy też dwoje gości. Malia wypada świetnie, widać, że to zawodowiec. Gorzej z Fifi Rong. O ile w Kiss the Cloud jej śpiew jest w porządku, to już w Lost in Motion najwyraźniej dynamiczniejsze partie dają jej się we znaki (refren!). To najsłabszy fragment koncertu.

Są też inne mankamenty - ale raczej tylko dla mnie. Dieter Meier zdecydowanie za dużo gada między utworami, no i słychać, że ma już swoje lata - szczególnie w Bostich nie jest już w stanie krzyczeć tak jak w oryginale. Ale poza tym daje radę.

W każdym razie przyjemny album, fajnie, że duet zdecydował się w końcu na granie koncertów. W tym roku ruszyli w małą trasę na jesieni (głównie po krajach niemieckojęzycznych). Lista utworów uległa jedynie małym modyfikacjom (dodali Vicious Games przed The Race).

Wydanie przypomina oczywiście to z Toy, w końcu to koncert promujący album. Fajnie, że album wydany jest w zwykłym pudełku, a nie na przykład w digipaku. Szkoda tylko, że DVD trzeba kupować osobno - tak to byłby komplet.

Ocena muzyki: 4/5

Okładka

Tył

Bok

CD 1

CD 2

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

poniedziałek, 3 lipca 2017

Lizard - Single Omen (Lizard 25)

Data zakupu: 1 lipca 2017 roku

Najnowsza płyta dodana do pisma Lizard to singiel zespołu Lizard, zapowiadający album Half-Live, mający ukazać się na jesieni. Oprócz całkiem niezłego, mrocznego utworu tytułowego (w wersji skróconej) brzmiącego niczym połączenie trip-hopu z prog-rockiem, mamy też ponad 16 minutową suitę Malezyjska Kura, zagraną na koncercie 2 lata temu. Bardzo fajne, mocno King Crimsonowe granie - te charakterystyczne riffy na początku przywodzą na myśl utwory typu Level Five czy VROOOM. W środku czaruje nas gościnnie skrzypek grający niezłą solówkę. W sumie więcej tu karmazynu niż innych odmian prog-rocka. Co za tym idzie - całkiem udane nagranie.

Wydanie jest za to przepiękne - okładka stylizowana trochę na Roger Deana, świetna kolorystyka, design i wydruk. Bardzo ładna.

Ocena: 3/5

Singiel jeszcze w folii

Tył zafoliowany

Rozłożony kartonik

Wnętrze kartonika

Płyta CD

W kartoniku bonus - ulotka reklamowa

I druga strona ulotki