Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2002. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2002. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 czerwca 2025

Oceansize - Relapse EP (2002)

Data zakupu: 10 czerwca 2025 roku

To pierwszy komercyjnie wydany singiel Oceansize i zarazem ostatnie CD jakie mi brakowało w kolekcji. Singiel zawiera 3 utwory, dwa znane z płyty Effloresce - Amputee i You Wish oraz tytułowy kawałek, ponad 10-minutowy. Całkiem niezły, zaczynający się dość spokojnie, a potem rozwijający się, dzięki linii basu (jakby ukradzionej z repertuaru Toola) w dynamiczne rockowe granie, aby na końcu płynnie połączyć z ostatnim utworem. Fajna EPka, choć niewiele wnosząca.

Wydanie - jak inne single z tego okresu - w digipaku. Bardzo skromne, w środku nic nie ma, wszystkie opisy są z tyłu pudełka. Okładka taka sobie. Dodatkowo - papier nie jest lakierowany, tylko matowy i szorstki.

Ocena: 2/5






środa, 2 sierpnia 2023

Fluke - Progressive History XXX (2002)

Data zakupu: 12 lipca 2023 roku

Trzypłytowy boks podsumowujący działalność zespołu Fluke od 1989 do 2001 roku. W tym czasie wydali 4 płyty studyjne, jedną koncertową i sporo singli. Boks podzielono według następującego klucza: płyta nr 1 zawiera najstarsze nagrania z lat 1989-1992, kiedy to zespół grał taki sobie synth-pop. Mamy więc większość nagrań z debiutanckiej płyty (wydanej dla wytwórni Creation) oraz parę nagrań z singli i koncertówki Out (in essence). W sumie najsłabsza rzecz w zestawie, takie granie bardzo się zestarzała, w dodatku piosenki są dość słabe, bez jakichś wpadających w ucho motywów.

Dysk numer 2 to wybór nagrań z kolejnych 3 płyt, tych już interesujących, z którymi zespół jest najbardziej kojarzony. Ciekawi dobór utworów, skupiający się głównie na spokojniejszym obliczu kapeli. Fajnie się tego słucha, jest to ciekawa odmiana po typowych składakach - Fluke zresztą też sie dorobił swojego "greatest hits" w postaci płyty Progressive History X z 2001 roku, zawierającej nagrania wyłącznie singlowe. Płyta numer 3 to już rarytas dla fanów. Całe mnóstwo rzadkich remiksów, nigdy nie wydanych na CD lub trudno dostępnych. Dodatkowo są dwa miksy Absurd wydane w 2001 roku wyłącznie w formie promocyjnego winyla. Bardzo lubię ten składak, szczególnie często wracam do płyty numer 2.

Wydanie w pudełku, w którym znajdują się tylko 3 płyty w kartonikach. Szkoda, że nie ma jakiejś książeczki z opisami. Fajny patent z błyszczącymi, czarnymi nadrukami na matowym czarnym tle.

Ocena: 3/5















czwartek, 31 marca 2022

King Crimson - Earthbound (30th Anniversary Edition) (1972/2002)

Data zakupu: 10 marca 2022 roku

Album, na którym nigdy mi nie zależało. Wybór nagrań koncertowych z trasy po USA z 1972 roku. Jakość nagrań jest zła, wszyscy do dziś się dziwią, czemu Fripp wypuścił takiego potworka. Szczególnie doskwiera to podczas długiej solówki perkusyjnej w Groon, kiedy dźwięk faluje, zniekształca się i prawie zanika. Co prawda takich efektów nie powstydziliby się współcześni awangardowcy ambientowi w stylu Merzbowa, ale przecież nie tego oczekiwaliśmy po zespole rockowym. Na szczęście remaster trochę poprawił dźwięk - nie ma szału ale przynajmniej da się coś usłyszeć. Trochę lepiej jest z warstwą artystyczną. Mocarny Schizofrenik, znakomita improwizacja pod nazwą Peoria (mój ulubiony fragment płyty), niezła wersja Sailor's Tale. Właściwie tylko ponad 15-minutowy Groon nuży, głównie właśnie za sprawą niezbyt interesującej solówki perkusyjnej. Jako całość album nie bardzo się sprawdza.

Wydany za to fajnie, jak wszystkie płyty z serii 30th Anniversary Edition. W książeczce masa zdjęć, wycinków gazet i artykułów. Ładna jest też okładka, choć prosta. Gorzej, że wszystkie detale są z tyłu płyty, co utrudnia ich odcyfrowywanie - na pewno na winylu lepiej się to czytało.

Ocena: 1/5 












sobota, 3 listopada 2018

King Crimson - Happy With What You Have To Be Happy With (2002)

Data zakupu: 25 września 2018 roku

Singiel promujący album The Power to Believe, wydany jednakże prawie rok przed ukazaniem się albumu. Zawiera, jak to singiel, różności, a nawet więcej. Utworów na liście jest 10, aczkolwiek konkretnych i kompletnych utworów są tylko 4 (co zostało wyróżnione pogrubieniem ich tytułów na liście utworów). Reszta to śpiew a capella Belew (Bude, She Shudders), instrumentalne, delikatne granie perkusyjnych dzwonków (Shoganai, Mie Gakure) i tym podobne miniatury (I Ran, Clouds). W dodatku na samym końcu mamy ukryty utwór, znany jako Einstein's Relatives. Są to ścinki ze studia, wygłupy, fragmenty przesłuchań itp. Taka ciekawostka.

Pozostałe 4 utwory to: wersja singlowa utworu tytułowego, co ciekawe, dłuższa od wersji z albumu o ponad pół minuty (jest głównie więcej powtarzania tytułu); wersja akustyczna utwory Eyes Wide Open - faktycznie jest tam sporo gitary akustycznej (jak ktoś zauważył, jest to pierwszy utwór KC z gitarą akustyczną od czasu Fallen Angel), choć nie brakuje też trochę soundscape'ów Frippa. Jest też prawdziwy odrzut z sesji nagraniowej, czyli blues w wersji KC - Potato Pie. Całkiem interesujący utwór, dość mocno różniący się od dotychczas znanych nagrań zespołu. No i na końcu koncertowa wersja Larks' Tongues in Aspic, Part IV, w sumie mało interesująca. Miły singiel, choć mało wnoszący do historii zespołu.

Wydanie w normalnym pudełku - w końcu to ponad 32 minuty nagrań, prawie mini-album. Fajna okładka, szkoda tylko, że w środku nic ciekawego, nawet zdjęcia niezbyt ładne.

Ocena: 3/5

Przód

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

piątek, 8 stycznia 2016

The Mars Volta - Tremulant EP (2002)

Data zakupu: 7 stycznia 2016 roku

Debiutancka EPka zespołu The Mars Volta w najnowszym numerze Lizarda została uznana za ich najlepsze dokonanie, od którego każdy powinien zacząć przygodę z tym zespołem. Nie bardzo się z tym zgadzam. Po pierwsze materiału jest tu niewiele, niecałe 20 minut, po drugie brakuje progrockowego szaleństwa. Owszem, słychać już, że to właśnie TEN zespół, są charakterystyczne cechy jego stylu (sporo elektronicznych odjazdów na początku i końcu EPki, świetne riffy, zmiany tempa, niezłe melodie), ale z drugiej strony słychać jeszcze lekkie echa At the Drive-In (zwłaszcza w Cut That City). Nie zmienia to faktu, że to całkiem dobra muzyka. Szczególnie lubię Cut That City, gdzie po fajnym, ambientowym wstępie pojawia się świetny riff i szaleńczy wokal Cedrica. Concertina wypada już słabiej, taka sobie piosenka. Eunuch Provocateur również jest niezły, a elektroniczna końcówka daje czadu przez prawie 4 minuty. W sumie mała, fajna EPka

Wszystkie single TMV (oprócz Wax Simulacra) zostały wydane w digipaku. Design skromny, szkoda, że tak mało napisów. Teksty utworów schowane pod tray'em. Minimalizm

Ocena muzyki: 3/5

Przód

Tył

Bok

Środek

czwartek, 1 października 2015

King Crimson - Ladies of the Road. Live 1971-1972 (2002)

Data zdobycia: 22 września 2015 roku

Zespół King Crimson wrócił do regularnego koncertowania (i szykuje nowy album!!), więc powróciłem do mojej wielkiej miłości sprzed lat. Bardzo dawno nic nie kupowałem, bo studyjne płyty już wszystkie mam, nowe remastery nie interesują mnie, natomiast płyt z koncertami jest bardzo dużo i ciężko się zdecydować co z nich wybrać. W 1972 roku ukazała się pierwsza koncertówka KC, Earthbound, zawierająca niezłą momentami muzykę, ale będąca fatalnej jakości - prawie nie da się jej słuchać. Dlatego też śmiało można powiedzieć, że Ladies of the Road. Live 1971-1972 to jest właśnie to, co powinno było się wtedy ukazać. 

Album składa się z dwóch płyt. Na pierwszej mamy fajnie zmiksowane różne nagrania koncertowe z tamtych lat, w tym takie rarytasy jak Cirkus, Formentera Lady czy Groon. Jakość dźwięku jest bardzo dobra, dobór nagrań naprawdę dobry, a wykonania na wysokim poziomie. Słucha się tego świetnie i naprawdę lubię ten album. Przeszkadzają mi tu tylko dwie rzeczy: 1. niesamowita wersja The Court of the Crimson King w wersji bluesowej trwa jedynie 49 sekund (więcej się nie zachowało), 2. brak utworów improwizowanych. Szkoda, że nie dorzucono tu czegoś w rodzaju Peorii znanej z Earthbound - byłoby to fajne uzupełnienie.

Nieporozumieniem jest dla mnie za to dysk nr 2. Otóż przez 59 minut mamy tu tylko jeden utwór, 21st Century Schizoid Man, lecz zmiksowany w dziwny sposób. Utwór nr 1 to początek nagrania, natomiast kawałki od 2 do 10 to kilka różnych wykonań części instrumentalnej z solówkami gitary i saksofonu, nagranych na różnych koncertach. Brzmi to dziwnie i zarazem nużąco - wykonania te nie są aż tak niepowtarzalne. Nie wracam do tej płyty.

Wydanie bardzo ładne, fajny jest spis wszystkich koncertów, jakie odbył zespół w tym składzie. Sporo niezłych zdjęć i wspomnień muzyków. Książeczka naprawdę dobra.

Ocena muzyki: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Środek 1

Środek 2

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

Wnętrze książeczki 8

Wnętrze książeczki 9