Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lizard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lizard. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 marca 2021

Mission Jupiter - Confession (Lizard 40)

Data zakupu: 17 marca 2021 roku

Niespodzianka dodana do najnowszego numeru Lizarda. Co prawda - niespodzianka taka sobie. Płytka zawiera tylko jeden utwór, z nadchodzącego albumu Talk to Me białoruskiego zespołu Mission Jupiter. Zaczyna się średnio, jak typowy pop-rock, ale po paru sekundach pojawiają się progresywne melodie, jest fajny żeński wokal, całość rozwija się ciekawie i człowiek nawet nie zauważa jak mija te 2 minuty i 55 sekund. Tak, tak, taka to krótka płytka. Trochę szkoda, że nie ma nic więcej...

Wydana w kartoniku, ma przyjemną okładkę i informacje o zespole.

Ocena: 2/5


Okładka

Tył

Płyta CD




piątek, 18 grudnia 2020

Tomasz Pauszek - Music for Subway (Lizard 39)

Data zakupu: 15 grudnia 2020 roku

Płyta niespodzianka dodana do jubileuszowego numeru Lizarda. Dwie płyty CD, półtorej godziny muzyki, zagranej wyłącznie na analogowych instrumentach. Tomasz Pauszek sam przyznaje się na płycie do fascynacji el-muzyką z lat 70. (Jarre, Vangelis, Tangerine Dream, Marek Biliński) i faktycznie to słychać. Dostajemy mnóstwo nawiązań do muzyki z tamtych lat, ale nie brakuje też bardziej nowoczesnych brzmień. Momentami można usłyszeć też brzmienia znane z dokonań Zombi czy Steve'e Moore'a. Muszę przyznać, że jest to naprawdę bardzo, bardzo przyjemny album, tematy muzyczne nie są zbyt długie czy męczące, dźwięki przyjemnie koją i nie przeszkadzają w pracy (z wyjątkiem lekko irytującego Station 10). Zdecydowanie polecam - muzyka do relaksu, do tła, dla odpoczynku.

Ten album ukazał się już w 2012 roku pod nazwą Odyssey. Teraz dostał nowy projekt graficzny, autorstwa Damiana Bydlińskiego, który pięknie wkomponowuje się w klimat albumu. Co prawda wydane w kartoniku, ale jakoś to wszystko ładnie pasuje.

Ocena: 3/5

Okładka

Tył

Rozłożony kartonik

Środek kartonika

Płyty CD wyjęte z kartonika



środa, 16 grudnia 2020

10 lat Lizarda!

Dokładnie 10 lat temu ukazał się pierwszy numer Lizarda. Jakże się wtedy ucieszyłem! Wreszcie jakieś nowe, fajne pismo, traktujące o ambitniejszej muzyce, niż to co proponowały konkurencyjne pisma. Pisałem wtedy o nim tak. Nadal jest to moje ulubione pismo i z wielką niecierpliwością czekam na każdy kolejny numer.

Pierwszy numer i najnowszy

Przez lata wiele się zmieniło w piśmie, przede wszystkim przybyło tekstów, ubyło zdjęć, zniknęły też płyty CD dodawane do pisma. Nie zawsze też to co jest zamieszczane w piśmie pokrywa się z moimi zainteresowaniami - nie brakowało numerów, z których (dla mnie) wiało nudą. Ale zawsze z ciekawością czytam każdy artykuł, nawet o zespołach, które mnie nie interesują, lub których nie znam. Szczególnie ten drugi rodzaj artykułów jest wartościowy, bo bez nich nie poznałbym takich fajnych kapel jak T2, Lonker See czy Caravan. A wszystkie płyty CD jakie były dodawane do pisma to już szczególnie była bardzo interesująca rzecz, dająca możliwość usłyszeć rzeczy, po które normalnie na pewno bym nie sięgnął.

Wszystkie płyty CD jakie zostały dodane do Lizarda na przestrzeni ostatnich 10 lat

Naturalnie nie wszystkie płyty mi się podobały, zdarzały się ewidentne wpadki (jak Tenebris czy The BWPP), ale jednak większość tych płyt to były rzeczy ciekawe, interesujące albo chociaż przyjemne. W 2017 roku rosnące koszty wydawania pisma spowodowały, że płyty przestały być dodawane, ale z okazji jubileuszu dostaliśmy niespodziankę w postaci podwójnego albumu Tomasza Pauszka Music for Subway! (recenzja pojawi się w osobnym wpisie) To bardzo miły gest ze strony redakcji, szczególnie, że dodali naprawdę dobrą płytę.

Półeczka Lizardów

Najnowszy numer jest naprawdę doskonały, są artykuły m.in. o Voo Voo (pierwsze dwa albumy!), Hawkwind czy King Crimson. Pismo cały czas trzyma doskonale wysoki poziom i bardzo się cieszę, że mam możliwość co kwartał zagłębiać się w lekturze tego znakomitego periodyku. I mam nadzieję, że będę to czynił jeszcze przez wiele, wiele lat. Tego życzę sobie i redakcji!






poniedziałek, 3 lipca 2017

Lizard - Single Omen (Lizard 25)

Data zakupu: 1 lipca 2017 roku

Najnowsza płyta dodana do pisma Lizard to singiel zespołu Lizard, zapowiadający album Half-Live, mający ukazać się na jesieni. Oprócz całkiem niezłego, mrocznego utworu tytułowego (w wersji skróconej) brzmiącego niczym połączenie trip-hopu z prog-rockiem, mamy też ponad 16 minutową suitę Malezyjska Kura, zagraną na koncercie 2 lata temu. Bardzo fajne, mocno King Crimsonowe granie - te charakterystyczne riffy na początku przywodzą na myśl utwory typu Level Five czy VROOOM. W środku czaruje nas gościnnie skrzypek grający niezłą solówkę. W sumie więcej tu karmazynu niż innych odmian prog-rocka. Co za tym idzie - całkiem udane nagranie.

Wydanie jest za to przepiękne - okładka stylizowana trochę na Roger Deana, świetna kolorystyka, design i wydruk. Bardzo ładna.

Ocena: 3/5

Singiel jeszcze w folii

Tył zafoliowany

Rozłożony kartonik

Wnętrze kartonika

Płyta CD

W kartoniku bonus - ulotka reklamowa

I druga strona ulotki

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Various - Audio Cave (Lizard 24)

Data zakupu: 22 marca 2017 roku

Płyta dodana do wiosennego Lizarda to tym razem przegląd nagrań ich własnego wydawcy. I bardzo dobrze, znudziły mnie już słabe płyty pojedynczy wykonawców, w czasopiśmie zdecydowanie wolę składanki. Mamy więc sporo jazzu, odrobinę elektroniki i trochę rocka pod koniec płyty. Momentami jest to całkiem dobre granie (Silberman and Three of a Perfect Pair, Niechęć, Tadeusz Sudnik i Adam Pierończyk), czasem gorsze (Beneficjenci Splendoru), ale w każdym razie interesujące. Oczywiście jazz to nadal nie moja domena, więc ciężko mi to oceniać, bo się na tym kompletnie nie znam. Inne kawałki, te z "moich" gatunków, już znałem wcześniej (Lizard), albo wypadają tak sobie (Drogi). W sumie nie wypada źle ta składanka.

Wydanie ascetyczne, zawiera wszystko to co trzeba.

Ocena: 2/5 (część nie-jazzowa)/brak oceny (część jazzowa)

Przód

Tył

Płyta CD

piątek, 13 stycznia 2017

The BWPP - Live At Klub Proxima, 23.04.16, Varsovia (Lizard 23)

Data zakupu: 19 grudnia 2016 roku

Album dorzucony do zimowej edycji Lizarda to koncert polskiego zespołu znanego jako The Black Water Panic Project. Podobno grają rock industrialny. Podobno, bo ja tego nie słyszę - słyszę tu tylko słabą odmianę alternatywnego rocka, zawierającego momentami elementy metalu i elektroniki, z bardzo słabym wokalistą i bardzo słabymi kompozycjami. Nudy niesamowite. Zresztą koncert można obejrzeć też na YouTube - każdy może ocenić.

Ocena: 1/5

Rozłożony kartonik

i środek kartonika

wtorek, 27 września 2016

Tatvamasi - Dyliżans siedmiu (Lizard 22)

Data zakupu: 21 września 2016 roku

Płyta dodana do najnowszego Lizarda to mieszanka jazzu z rockiem. Chociaż, według mnie, więcej w tym awangardy niż jazzu. Każdy z trzech utworów zaczyna się i kończy chaosem (raz mniej, raz bardziej intensywnym), z którego wyłania się jakaś struktura i forma nagrania. Coś jak tytułowy utwór na płycie The Apocalypse Inside of an Orange Omar Rodriguez-Lopez Quintet, tyle, że tam był sam chaos. Mamy sporo grania dęciaków, nieźle brzmiącą, ostrą, rockową gitarę (momentami brzmiącą dość Frippowo), jest niezła sekcja rytmiczna... Tyle, że mało to porywające i ciekawe. Słychać, że to nagrania improwizowane i mimo obecności dobrych muzyków niewiele zostaje w głowie. Albo ja się nie znam...

Wydanie nie podoba mi się. Brzydka okładka, brzydka typografia... Całość wydana w modnym ostatnio składanym kartoniku...

Ocena: 2/5

Okładka

Tył

Wnętrze

poniedziałek, 18 lipca 2016

Wojtek Fedkowicz Noise Trio - Post-Digital Dreamers (Lizard 21)

Data zakupu: 28 czerwca 2016 roku

Kiedy Audio Cave został wydawcą Lizarda, czułem, że ten album pojawi się jako płytka dodana do pisma. Trzy lata temu, Audio Cave mocno promował tytułową płytę, reklamując ją gdzie i jak tylko się dało. W sumie nawet zaciekawiłem się co też to trio gra, szczególnie to "noise" w nazwie mnie intrygowało. Niestety nazwa okazała się dużo na wyrost. Noise'u nie ma tutaj w ogóle, mamy za to sporo jazzu i elektroniki. Co ciekawe, za najsłabsze kawałki uznaję te najbardziej zbliżone do tradycyjnego jazzu, czyli utwór pierwszy i ostatni. A poza nimi chłopaki mocno kombinują z brzmieniami, konstrukcjami utworów i samplami. Jest też trochę wokali (bo nie śpiewania), co urozmaica płytę. W sumie niezłe granie, choć raczej nie w moim stylu. 

Lizard powrócił do kartoników - nie wiem, czy to dobrze czy źle. Ładnie wydany, choć z tyłu wolałbym mniej reklamy wydawcy, a więcej informacji o zespole. Nie wiadomo kto na czym gra...

Ocena: 2/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Płytka

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Lizard - Trochę żółci, trochę więcej bieli (Lizard 20)

Data zakupu: 21 marca 2016 roku

Druga płyta dołączona do najnowszego Lizarda. Tak, płyta zespołu Lizard. Polskiego zespołu działającego już od wielu lat, odnoszącego pewne sukcesy w kręgach fanów rocka progresywnego. Nazwa nawiązuje do płyty King Crimson, aczkolwiek nie są oni jedynie naśladowcami Króla, dorzucają sporo od siebie. Piszę to, znając tylko ten jeden, krótki (37 minut) album. Twórczość tego zespołu była mi wcześniej nieznana, choć nie raz ich nazwa obiła mi się o uszy.

Mini-album ten to niejako przedsmak albumu właściwego, mającego ukazać się na jesieni. W wielu przypadkach muzyka jest improwizowana, choć często opiera się na solidnych podstawach. Jak mówi wokalista i faktyczny lider zespołu, w końcu nagrali w studio parę utworów, które do tej pory ogrywali jedynie na koncertach (m.in. Bez litości). Wyszło z tego całkiem zgrabne nagranie. Zaczyna się łagodnie, ale potem zdarzają się też mocniejsze fragmenty, z iście Frippowską gitarą. Nie brakuje też ciekawych eksperymentów dźwiękowych (początek i koniec płyty), jak i nagłych zmian nastroju. Denerwuje mnie tylko momentami maniera wokalna lidera (w drugim utworze śpiewa niczym Czesław Niemen), ale daje się przeżyć. Fajne granie, przynajmniej nie jest to kolejny zespół nawiązujący swoją twórczością do Marillion czy innego neoproga.

Wydanie płyty jest za to przepiękne. Świetne kolory, ciekawy design, dobre rozplanowanie nadruków itp. Dziwi mnie tylko rozbicie niektórych utworów na małe kawałki. Dzięki temu zamiast kilku kawałków mamy ich kilkanaście. Ale to tylko mała dygresja.

Ocena muzyki: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

środa, 23 marca 2016

Various - Czesi na winylu (Lizard 20)

Data zakupu: 21 marca 2016 roku

Najnowszy Lizard zaskakuje bardzo dużą ilością tekstu, minimalną ilością zdjęć (w końcu!), sporo ilością recenzji i dwoma płytami CD. Bardzo fajny numer. Co prawda dla mnie jest właściwie tylko jeden artykuł o powstawaniu płyty THRAK King Crimson, ale inne artykuły (a jest ich naprawdę dużo) też są ciekawe. Z reguły pochłonięcie całego numeru zajmowało mi około dwóch dni. Obecnie przeczytałem już sporo, ale jeszcze więcej mi zostało. Tak trzymać, redakcjo! Właśnie o to mi chodziło! Dużo tekstów, mało wodolejstwa, zwłaszcza, że merytorycznie też jest na poziomie. I nawet literówek i błędów jakby nie było... 

Tyle o piśmie. Załączone płyty to: najnowszy album zespołu Lizard (promowany tu i ówdzie). Co prawda, moim zdaniem, mówienie o nim album jest trochę na wyrost, gdyż trwa on jedynie 37 minut i składa się właściwie tylko z kilku rozbudowanych utworów. Drugie CD to składanka utworów z czeskiej wytwórni Indies Scope. I właśnie najpierw o nim powiem co nieco.

Choć właściwie nie ma o czym mówić. Wykonawców jest sporo (19), ale tak naprawdę większość utworów brzmi jakby nagrał je jeden i ten sam zespół. Ot, takie sobie granie indie rockowe, czasami mniej lub bardziej popowe. I tyle. Nic odkrywczego, nic ciekawego, nic nie wpadającego w ucho. Zwykłe piosenki, czasem balladowe, czasem mocniej zagrane. Idealne do audycji Piotra Stelmacha z radiowej Trójki. W swoim programie nie raz zachwycał się takim mało odkrywczym graniem, z większym, lub mniejszym skutkiem. Jeden z wykonawców, Vypsana Fixa, był zresztą mocno promowany w Trójce - nawet dotarł do jakiegoś miejsca na ich liście przebojów. Co o niczym nie świadczy - dla mnie ta składanka jest nudna jak flaki z olejem.

Wydanie w kartoniku promocyjnym, także bez rewelacji. Fajnie, że podano z jakiego albumu pochodzi dany utwór - to rzadkość.

Ocena muzyki: 1/5

Okładka

Tył

Płyta

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Cerebus - Suite (Lizard 19)

Data zakupu: 15 grudnia 2015 roku

Po pewnych perturbacjach (zmiana redakcji) ukazał się trzeci w tym roku numer Lizarda (jesienny wypadł z ramówki). Nowi redaktorzy zapewniają, że w przyszłym roku znowu dostaniemy 4 wydania pisma - oby. Obecny numer nie przypadł mi do gustu. Dobór artystów okazał się być kompletnie różny od moich zainteresowań - poczytać można m.in. o zespołach The Rolling Stones, Blind Faith, Riverside, Rare Bird czy The Velvet Underground. Rzeczy nie bardzo mnie interesujące. Jedyna rzecz, która spowodowała szybsze bicie mojego serca, to 'Poradnik kupującego' traktujący tym razem o zespole The Mars Volta. Jeszcze przed zakupem zastanawiałem się jakie pozycje będą na tej liście. I niewiele się pomyliłem - w końcu zespół ma na koncie zaledwie 6 albumów studyjnych i jedną koncertówkę. Co prawda pismo mnie zaskoczyło - za najlepsze wydawnictwo uznali debiutancką EPkę Tremulant EP, jako najbardziej spójną. Tego nie brałem pod uwagę...

Załączona płytka zawiera tym razem mini-album (niecałe 29 minut) polskiego wykonawcy Dawida K. Wieczorka. Muzyka zawarta na tej płytce to instrumentalna mieszanina rocka, jazzu, awangardowej elektroniki i nawet odrobiny proga. Dominuje gitara, choć sporo do powiedzenia ma też saksofon. Przesłuchać się tego da, są nawet niezłe momenty (II, III, VI, IX), ale tak naprawdę nie jest to nic ciekawego. Raczej nie będę do tej muzyki wracał.

Za to design bardzo mi się podoba. Jest estetycznie, minimalistycznie i skromnie. Płytka ma ładny nadruk, zapakowana jest w fajny kartonik... Ładne.

Ocena muzyki: 2/5

Okładka

Tył

Płytka CD

czwartek, 16 lipca 2015

Przemysław Rudź - Hypnotized (Lizard 18)

Data zakupu: 22 czerwca 2015 roku

Druga płyta dodana do ostatniego Lizarda. Twórczość Przemysława Rudzia nie była mi znana wcześniej, o jego dokonaniach dowiadywałem się właściwie jedynie z recenzji płyt, których naprodukował już sporo - co nie wróżyło zbyt dobrze. Na Hypnotized znajdziemy kilka utworów utrzymanych w konwencji ambientu. Nie jest to granie ani zbyt oryginalne, ani porywające, ani też specjalnie ambitne. Być może tak właśnie miało być. Owszem całość jest dobrze zagrana, nagrana i zaaranżowana, ale, jak to mówią, wpada jednym uchem, wypada drugim. Typowy ambient. Co prawda lubię ten gatunek, ale płyta Hypnotized nie ma dla mnie "tego czegoś". Poprawne granie i tyle.

Wydanie ładne, tym razem wymagało wsadzenia całości w pudełko. Jest nawet kilkustronicowa wkładka z postacią Rudzia oraz autora obrazów (wszystkie utwory powstały jako inspiracja obrazami).

Ocena muzyki: 2/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

środa, 1 lipca 2015

Unicorn - Unicorn (Lizard 18)

Data zakupu: 22 czerwca 2015 roku

W końcu ukazał się wiosenny (sic!) numer magazynu Lizard. Wyszedł co prawda pod sam koniec wiosny, więc jest to właściwie numer letni. Wydawcy zastanawiają się czy numeru letniego nie połączyć z jesiennym i wydać numer podwójny. Zobaczymy. 

Najnowszy numer jest grubszy i, w końcu, zawiera więcej tekstu niż zdjęć. Naprawdę jest o czym poczytać, w dodatku bardzo wiele ciekawych artykułów, o wykonawcach, którzy mnie interesują (przede wszystkim Robert Fripp, historia jedynej płyty duetu McDonald and Giles, wywiad ze Stevenem Wilsonem, wywiad z Mike'm Howlettem, basistą Gong, artykuł o Hawkwind... sporo tego). Co prawda recenzji płyt jest mniej, ale za to zyskały na długości. Bardzo fajny numer.

No i płyty. Tak, tym razem do pisma dorzucono dwa krążki. Jednym z nich jest 4-utworowa EPka nowego zespołu wokalisty Love De Vice. Jak czytamy w wywiadzie, zamieszczonym w piśmie, Unicorn to takie bardziej klasycznie progresywne granie. Nie do końca się z tym zgadzam. Dostaliśmy po prostu 4 rockowe piosenki, które często skłaniają się ku popowi. Owszem, są dobrze zaaranżowane i zagrane, poprawnie zaśpiewane, ale poza tym nie robią na mnie dużego wrażenia. Wszystko to już było i to wielokrotnie. Raczej nie będę wracał do tych nagrań - można posłuchać, ale po przesłuchaniu niewiele zostaje w głowie. Może jedynie ballada Too Old, mocno kojarząca mi się z Pink Floydem ery Rogera Watersa - idealnie pasowałaby na album The Final Cut.

Wydanie w kartoniku - domyślam się, że to standardowe wydanie promocyjne, po prostu dorzucone do pisma jako gratis.

Ocena muzyki: 2/5

Przód

Tył

Płyta CD