Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2026

Earthless - Rhythms from a Cosmic Sky (2007)

Data zakupu: 7 maja 2026

To pierwszy album Earthless jaki poznałem. Bardzo klasyczny jeżeli chodzi o ich twórczość - czyli mamy w zasadzie 2 utwory, po jednym na każdą stronę winyla, całkowicie instrumentalne, z ciekawymi riffami (szczególnie w Godspeed), pełne solówek gitarowych, motorycznego basu i mocnej perkusji. I w zasadzie tyle. Na tym patencie zespół jedzie od lat - Black Heaven było naprawdę wyjątkiem, pozostałe płyty to właśnie takie długasy. Fajna rzecz, mocno osadzona brzmieniowo w latach 70-tych.

Ale wisienką na torcie jest trzeci utwór, dostępny wyłącznie w wersji CD. Jest to Cherry Red, cover zespołu Groundhogs. Tym razem z wokalem. Znakomity riff, świetna melodia, kąsająca gitara. To mój ulubiony utwór Earthless.

Wydanie, niestety, takie sobie. W założeniu jest to odzwierciedlenie płyty winylowej, mamy więc kwadratowe, rozkładane opakowanie, płytę wyjmowaną z boku. Całość wykonana ze sztywnej tektury, wygląda bardziej jak okładka książki bez środkowych kartek. W ogóle mi się to nie podoba... Taka grubsza wersja standardowego kartonika. Książeczka czy wkładki brak, wszystkie informacje są w rozkładanym środku i z tyłu.

Ocena: 2/5 





sobota, 19 lipca 2025

The Pineapple Thief - What We Have Sown (2007)

Data zakupu: 2 lipca 2025 roku

I ponownie zespół o którym na blogu jeszcze nie pisałem. Zespół The Pineapple Thief od ponad 25 lat prowadzony jest przez gitarzystę i wokalistę Bruce's Soorda i, można tak powiedzieć, jest kopią Porcupine Tree. Tak, zrzynają wszystko z Wilsona, na szczęście czasami dorzucają coś od siebie. Ale nie ma co ukrywać - podobnie jak Wilson, Soord od lat nagrywa jedno i to samo... Takie same piosenki, podobne do siebie, czasem lepsze, czasem gorsze... Wyjątkiem jest ten album, który powstał niejako na zamówienie - była to ostatnia płyta wydana przed przejściem zespołu do wytwórni Kscope.

I jest naprawdę dobra! Oprócz typowych dla Soorda piosenek jak All You Need to Know, Take Me with You czy Deep Blue World mamy tu sporo eksperymentowania. Przede wszystkim są instrumentalne Well, I Think That's What You Said? i West Winds - interesujące, mocno progowe, więc takie jak lubię. Ale i tak wszystko blednie przy utworze tytułowym. 27-minutowa suita, zmieniająca się kilkakrotnie w trakcie trwania, mająca naprawdę dużo dobrych momentów, solówek i fajnych melodii (choć balladowa wstawka to już typowe rzępolenie Soorda). Bardzo ją lubię i uważam za szczytowe osiągnięcie zespołu. Paradoksalnie - Soord nie przepada za tym albumem i dziwi się jak mógł nagrać coś takiego... Meh...

Wersja jaką kupiłem to reedycja Kscope z 2012 roku, zawierająca dwa dodatkowe nagrania (typowe piosenki). Za to zmieniona jest szata graficzna - oryginalnie powyginane drzewa były przedstawione w formie rysunku, a nie zdjęcia. Ale ta wersja podoba mi się bardziej. W środku teksty, informacje o płycie znajdują się pod płytą CD.

Ocena: 3/5 






sobota, 19 kwietnia 2025

Underworld - Crocodile (2007)

Data zakupu: 7 kwietnia 2025 roku

Crocodile to ostatni komercyjnie wydany na płycie CD singiel Underworld w Europie - wszystkie późniejsze wychodziły albo wyłącznie na winylach, albo jako promówki. Paradoksalnie zdecydowałem się na kupienie wersji promocyjnej singla. Głównie ze względu na cenę - promówka okazała się dużo tańsza niż wersja komercyjna. Ale dodatkową zachętą jest też repertuar - mamy tutaj wersję radiową utworu, wersję z winylu (czyli prawie 9-minutową), oraz 3 remiksy - dostępne komercyjnie tylko na wydaniu japońskim singla CD oraz oczywiście na licznym promówkach i winylowych wydaniach. Mamy więc ponad 36 minut muzyki - fajnie. Co ciekawe - ani jeden z tych miksów nie znalazł się na składance The Bells...The Bells... - tam mamy miks dostępny wcześniej jedynie na winylu. 

A jakie są te miksy? Wersja podstawowa niewiele różni się od wersji płytowej - końcówka jest dłuższa, ale wydłużono właściwie tylko zapętlony jeden motyw, który gra sobie przez 2 minuty... Całkowicie bez sensu... Miks Pete'a Hellera jest mocno house'owy i dość monotonny. Aczkolwiek oba miksy Olivera Huntemanna są jeszcze bardziej monotonne i nudne. Szału więc nie ma, ale i tak jakoś je lubię...

Wydanie bardzo ładne, okładka co prawda ma napis 'Promotional copy. Not for resale', ale poza tym nie różni się od wersji komercyjnej. 

Ocena: 2/5



sobota, 12 kwietnia 2025

Oceansize - Frames (2007)

Data pierwszego zakupu: 29 maja 2009 roku
Data ponownego zakupu: 4 kwietnia 2025 roku

To chyba jedyny album wydany w XXI wieku, który kiedyś miałem i mam ponownie. Poprzednie wydanie było chyba ciekawsze. Składało się z płyty CD, płyty DVD i fajnego pudełka. W sumie żałuję, że się go pozbyłem, ale cóż, czasu nie cofnę. Zresztą DVD było dość słabe - zawierało przede wszystkim występ zespołu na żywo, odgrywającego cały album Frames. Pół biedy, jakby to było zarejestrowane na koncercie, ale nie - zespół grał w jakiejś opuszczonej hali, a kamerzysta latał między muzykami - tyle pamiętam. 

Tym razem mam wydanie w digipaku, ale za to z czymś, czego nie było w tamtym pudełku - dodatkowym utworem. Frames to moim zdaniem najsłabszy album zespołu. Utwory są strasznie długie, tylko 2 schodzą poniżej 7 minut, momentami są za długie. Kompozycje są czasem lepsze (Commemarative ___ T-shirt, Sleeping Dogs and Dead Lions, An Old Friend at the Christy's), ale czasami przynudzają (The Frame, Savant, Only Twin). Czasami ciężko przebrnąć przez te 66 minut, dlatego rzadko wracam do tego albumu. Dodatkowo jest jeszcze bonus - Voorhees - także długi, ponad 10-minutowy, dość podobny do tych słabszych kawałków na płycie. W sumie ponad 77 minut rockowego grania - momentami mocnego (Unfamiliar, Sleeping Dogs and Dead Lions), momentami delikatniejszego (The Frame, Only Twin, Savant).

Wydanie ciekawe - logo zespołu jest wycięte w tekturze, pod spodem jest książeczka i czarne tło wypełnienia. W sumie fajny patent. W książeczce niestety jest gorzej - wszystkie teksty są napisane błyszczącą czerwoną czcionką na matowym czerwonym papierze. Nic nie widać!!! Bez sensu...

Ocena: 2/5

 











poniedziałek, 10 marca 2025

Porcupine Tree - Nil Recurring (2007)

Data zakupu: 4 marca 2025 roku

To najlepsze co wyszło pod szyldem Porcupine Tree po 2001 roku (Fear of a Blank Planet też jest niezłe). EPka, 4 utwory, ale wszystkie naprawdę niezłe, a jeden nawet wybitny. Zaczyna się od tytułowego, instrumentalnego, z gościnnym udziałem Robert Frippa. Świetny riff prowadzący, utwór buduje napięcie, dzieje się w nim sporo. Potem mamy balladę Normal, sporo inną wersję kawałka Sentimental (z Fear...). Kolejny to Cheating the Polygraph, który w ostatnim momencie został usunięty z Fear... (zastąpił go Way Out of Here). Niezły, ciekawie zbudowany, mocno progrockowy. Ale najlepsze mamy na końcu. What Happens Now? zaczyna się spokojnie, potem pojawia się więcej dynamiki, mamy cięte riffy (wykorzystane też w Anesthetize), potem wybuch gitary i spowolnienie tempa. Coś niesamowitego, zdecydowanie najlepszy kawałek Porcupine Tree od wielu, wielu lat.

Wydanie dostało mi się w digipaku, w dodatku nie Kscope, tylko Transmission, wytwórni Wilsona, reedycja z 2021 roku. Bardzo ładne wydanie, w środku mini-książeczka z tekstami utworów. Tylko te zdjęcia są słabe - to był okres kiedy Wilson nagminnie współpracował z Lasse Hoile - gościem, który powtarza w kółko te same motywy w swoich pracach...

Ocena: 2/5









czwartek, 23 listopada 2023

Humanoid - Your Body Robotic (2007)

Data zakupu: 23 listopada 2023 roku

Takie ciekawe wydawnictwo - 2 płyty CD wypełnione prawie samymi remiksami tylko jednego kawałka. Ale za to jakiego! Przełomowego w historii muzyki elektronicznej, chyba pierwszego nagrania z "kwaśnym" brzmieniem, który dostał się na szczyty list przebojów (w roku 1988). Czyli Stakker Humanoid zespołu Humanoid. 

Po prawie 20 latach od powstania ukazał się ten album. Mamy tu więc całe mnóstwo różnych wykonawców, którzy oddają hołd pionerowi elektroniki. Nie brakuje znanych nazwisk jak Graham Massey, King Roc, Plump DJ's czy Krafty Kuts, ale dominują jednak "znajomi i krewni królika", czyli zespołu The Future Sound of London. Tak, tak, Humanoid to właściwie tylko jeden człowiek, Brian Dougans, czyli późniejsza połowa FSOL. A znajomi są różni - poprzez zwykły house (James Talk), breakbeat (Feadz, Will White), mroczną elektronikę (Legiac, DXU:555, Sub Osc) i inne odmiany współczesnej elektroniki (Scan X, Punx Soundcheck). Jest tego dużo, słucha się całkiem przyjemnie, bo jednak każdy zaproponował coś innego. Oczywiście nie zabrakło też oryginalnej wersji utworu, wplecionej między remiksami na dysku nr 2.

Dodatkowym plusem tej składanki jest obecność nagrań z jedynego występu w audycji Johna Peela z 1988 roku. Mamy więc 3 całkiem inne utwory: Orbital (feeling) ze świetną partią syntezatora TB-303, Slam, w wersji dość podobnej do płytowej oraz Jet Stream Tokyo, improwizacji nieobecnej na debiutanckiej płycie Humanoid. Fajnie się tego słucha, nawet nie bardzo się zestarzały te kawałki. No i są jeszcze 2 studyjne nagrania - Negative Electron i Cry Baby - ciekawostki, ale już mniej interesujące.

Wydanie w stylu epoki - zdjęcia, grafiki i stylistyka całkiem z końca lat 80-tych i początku 90-tych. W środku tylko opis nagrań.

Ocena: 2/5 










sobota, 9 września 2023

Battles - Mirrored (2007)

Data zakupu: 22 sierpnia 2023 roku

Bardzo ciekawa pozycja z 2007 roku. Wtedy to była jedna z sensacji na rynku niezależnych wydawnictw. Nietypowa konstrukcja nagrań, dziwaczny wokal, granie niby rockowe, ale jednak bardzo odmienne, w dodatku płyta wydana w słynnej, elektronicznej wytwórni Warp - to wszystko spowodowało, że o Battles było głośno. I zasłużenie, bo to bardzo ciekawa pozycja. Muzyka momentami dość awangardowa, ale nie stroniąca od melodii czy transowych rytmów. Niektóre kawałki naprawdę porywają (Atlas, Ddiamondd, Leyendecker, Race: In), niektóre zaskakują dziwnymi dźwiękami (Tij) i zabawą z tempem (Tonto, Tij), inne przywołują ducka King Crimson (Bad Trails), a jeszcze częściej ducha Can (Ddiamondd, Primism). Całość naprawdę frapuje i zachęca do powracania. Szkoda, że po nagraniu tego albumu odszedł wokalista i gitarzysta Tyiondai Braxton, które naprawdę wiele wnosił do grania kapeli - późniejsze albumy to już kompletnie inna bajka. 

Wydanie skromne, w kartoniku. W środku rozkładany plakat i tyle. Okładka taka sobie...

Ocena: 2/5 

Single: Atlas, Tonto









niedziela, 5 marca 2023

Płyty J: The Police - The Police (2007)

Bardzo dobry wybór nagrań ze wszystkich pięciu płyt zespołu (a nawet jeden utwór spoza nich, z debiutanckiego singla). Nie jest to więc zestaw samych singli, ale mamy tu wiele nagrań płytowych, niektórych naprawdę brakowało na innych składakach (jak The Bed's Too Big without You, Demolition Man czy Synchronicity w obu częściach). Słucha się tego przyjemnie, choć to zawsze był zespół raczej singlowy niż albumowy. 

Wydanie polskie, o czym mówi olbrzymi napis na okładce. Wkładka minimalistyczna, choć treściwa. Bardzo podobają mi się nadruki na płytach CD, ciekawa kolorystyka i design.