Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartonik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartonik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2026

Various Artists - The Art of Sysyphus vol.94 (2017)

Data zakupu: 10 czerwca 2026 roku

Do ostatniego zakupu dostałem gratis ten składak. The Art of Sysyphus to seria płyt CD dodawanych do niemieckiego miesięcznika Eclipsed. Seria dodawana co drugi miesiąc do tego periodyku traktującego głównie o prog rocku. Coś jak nasze płytki z Lizarda. Całkiem przyjemny składak, fajnie promujący bardziej i mniej znanych wykonawców. Co prawda średnio mi się podobają te nagrania, ale słuchało się tego całkiem fajnie - szczególnie nagrania Wucan, Smalltape i Bubblemath przypadły mi do gustu. Ale raczej rzadko będę wracał do tego składaka...

Ocena: 1/5




środa, 24 czerwca 2026

The Young Gods - Kissing the Sun (promo) (1995)

Data zakupu: 10 czerwca 2026 roku

Przy okazji zakupu płyty Leftfielda zdecydowałem się dorzucić coś dodatkowego. A ponieważ sprzedawca nie miał zbyt wiele ciekawych propozycji padło na to. To singiel promocyjny albumu Only Heaven, zawierający radiową wersję Kissing the Sun oraz unikalną, instrumentalną wersję utworu Lointaine - nie dostępną nigdzie indziej. Fajny dodatek, fajna wersja, szkoda, że singiel jest taki krótki (zaledwie 8 minut). 

Wydanie oczywiście skromne, ale treściwe. Szkoda, że okładka dubluje front książeczki Only Heaven - mogli się pokusić na coś nowego...

Ocena: 1/5

 

poniedziałek, 11 maja 2026

Earthless - Rhythms from a Cosmic Sky (2007)

Data zakupu: 7 maja 2026

To pierwszy album Earthless jaki poznałem. Bardzo klasyczny jeżeli chodzi o ich twórczość - czyli mamy w zasadzie 2 utwory, po jednym na każdą stronę winyla, całkowicie instrumentalne, z ciekawymi riffami (szczególnie w Godspeed), pełne solówek gitarowych, motorycznego basu i mocnej perkusji. I w zasadzie tyle. Na tym patencie zespół jedzie od lat - Black Heaven było naprawdę wyjątkiem, pozostałe płyty to właśnie takie długasy. Fajna rzecz, mocno osadzona brzmieniowo w latach 70-tych.

Ale wisienką na torcie jest trzeci utwór, dostępny wyłącznie w wersji CD. Jest to Cherry Red, cover zespołu Groundhogs. Tym razem z wokalem. Znakomity riff, świetna melodia, kąsająca gitara. To mój ulubiony utwór Earthless.

Wydanie, niestety, takie sobie. W założeniu jest to odzwierciedlenie płyty winylowej, mamy więc kwadratowe, rozkładane opakowanie, płytę wyjmowaną z boku. Całość wykonana ze sztywnej tektury, wygląda bardziej jak okładka książki bez środkowych kartek. W ogóle mi się to nie podoba... Taka grubsza wersja standardowego kartonika. Książeczka czy wkładki brak, wszystkie informacje są w rozkładanym środku i z tyłu.

Ocena: 2/5 





czwartek, 7 maja 2026

King Buffalo - Regenerator (2022)

Data zakupu: 4 maja 2026

Moje najnowsze odkrycie. Amerykański zespół, zaczynał od grania typowego stonera, ale później wyewoluował w coś ciekawszego. Niby nadal stoner, ale jednak dużo ciekawszy niż inni przedstawiciele. Historia powstania tej płyty w ogóle jest interesująca. Zespół działa już od kilku lat, debiutancki album ukazał się w 2016 roku i już wtedy pokazywał bardziej progresywne ciągotki zespołu. potem ukazął się drugi album i wszystko szło dobrze, aż do nieszczęsnej pandemii. Wtedy to zespół odbył nietypową sesję nagraniową... w jaskinii. Tak im się spodobało, że zarejestrowali podobno 60 godzin muzyki. Wyszły z tego aż 3 albumy: znakomity The Burden of Restlessness z 2021 roku, improwizowany Acheron z tego samego roku (ale z grudnia) oraz opisywany właśnie Regenerator

To 7 świetnych kawałków opartych na mocnych riffach (Hours, Firmament), ciekawych pasażach gitarowych (Mercury), Black Sabbathowych motywach (Mammoth), odlotach w stylu new wave (Avalon) czy krautrocka (tytułowy). Nie brakuje też ballady - Interlude - gdzie gitara tworzy niesamowity klimat (sekcji brak), a pod koniec, dzięki chórkowi, robi się już całkiem odlotowo. Avalon zaskakuje klimatami a la Cocteau Twins, szczególnie w partiach gitary, co, o dziwo, dobrze pasuje do motorycznej sekcji. W ogóle bas na tej płycie rządzi zaraz obok gitary. Aha, i mamy do tego jeszcze dobry wokal gitarzysty - czasami śpiewa znakomite refreny (utwór tytułowy, Mammoth, Avalon). Bardzo dobra rzecz.

Płyta wydana w Europie przez Stickman Records, tej samej firmy w której wydawał płyty zespół Motorpsycho. Mamy więc digipak bez ksiażeczki. Wszystkie napisy są z tłu pudełka, tekstów brak, tylko grafika. Nadruk na CD, niestety, bardzo słaby, wygląda amatorsko...

Ocena: 3/5 





sobota, 21 marca 2026

Primal Scream - Accelerator (2000)

Data zakupu: 18 marca 2026 roku

Trzeci i ostatni singiel promujący znakomity album XTRMNTR. Aby zachować pisownię singiel nazwano ACCLRTR. Zawiera tylko 3 nagrania - tytułowy wymiatacz to chyba najgłośniejszy utwór Primal Scream w historii. Oprócz niego dostaliśmy 2 dodatkowe nagrania. Pierwsze to cover zespołu The Third Bardo z 1967 roku. W ogóle nie słychać, że to nagranie z psychodelicznego okresu rocka - tutaj brzmi bardzo nowocześnie, sporo elektroniki, mocny wokal Gillespie'ego, ostre gitary. Świetny kawałek. Drugie nagranie, z gościnnym udziałem Petera Wellera, to już bardziej tradycyjne granie, nie odbiegające zbytnio od kawałków z płyt Give Out but Don't Give Up czy późniejsza Riot City Blues. Fajne, choć bez szału.

Za to sam singiel jest dość znaczący. Otóż jest to ostatni singiel wydany przez wytwórnię Creation w historii. Zaraz potem się zwinęła całkowicie. Szkoda, bo to jednak kawał muzycznej historii Wielkiej Brytanii. Nagrywali tam tacy znani wykonawcy jak Oasis, My Bloody Valentine, The Jesus and Mary Chain, Dreadzone, Super Furry Animals czy Slowdive. Swój krótki epizod w tej wytwórni zaliczyli moi ulubieńcy z Fluke (debiutancki album The Techno Rose of Blighty). A tutaj taki zonk. Podobno głównie chodziło o brak chęci dalszego prowadzenia wytwórni przez założyciela. No cóż.

Wydanie niezłe - płyta CD w tekturowej kopercie włożonej do tekturowej koperty. Design taki sobie, ale nienajgorszy.

Ocena: 2/5

 


poniedziałek, 2 lutego 2026

The Comet is Coming - The Afterlife (2019)

Data zakupu: 31 stycznia 2026 roku

Niezły mini-album (niewiele ponad 32 minuty) uzupełniający znakomity album Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery. 6 utworów w podobnym stylu, w jednym z nich gościnnie występuje Joshua Indehen na wokalu. Fajne klawisze, fajne melodie wygrywane przez saksofon, momentami hip-hopowa perkusja i kosmiczny klimat elektroniczego jazzu. Bardzo przyjemny album, choć często dość łagodny i ambientowy (Lifeforce part I, The Afterlife, The Seven Planetary Heavens). Lubię go. 

Okładka znakomita, idealnie pasuje do muzyki. Wydanie niestety w kartoniku, więc niewiele w nim jest...

Ocena: 2/5 




niedziela, 9 listopada 2025

Prince and the Revolution - Purple Rain Deluxe Edition (2017)

Data zakupu: 4 listopada 2025 roku

Podobno sam Prince nadzorował remastering i wydanie tego albumu (w 2015 roku, rok przed jego śmiercią). Może dlatego wybór nagrań dodatkowych jest dość okrojony - późniejsze reedycje 1999, Sign'O'The Times i Diamonds and Pearls w wersjach Super Deluxe zawierały po 2-3 dyski z rarytasami. Ale właśnie - późniejsze remastery także ukazały się w wersjach dwupłytowych, jednakże na drugich dyskach zawierały rzeczy już znane - głównie nagrania z singli. A tymczasem takie nagrania znalazły się jedynie w wersji Super Deluxe Purple Rain, a poniżej opisywana płyta ma rarytasy na drugiej płycie. I dobrze! Bo te wersje Super Deluxe są bardzo drogie... 

Niestety, eldorado się skończyło - najnowszy remaster, czyli mający się lada moment ukazać album Around the World in a Day ukaże się wyłącznie w wersji Deluxe, dwupłytowej, zawierającej na drugiej płycie tylko nagrania z singli. I choć niektóre rzeczy są ciekawe i debiutują na płycie CD, to jest to rozczarowujące - wersji Super Deluxe z rarytasami nie będzie (przynajmniej na razie nikt o tym nic nie mówi). Szkoda, na pewno uzbierałoby się materiału na kolejne 3 płyty CD.

Natomiast wybór rzadkich nagrań z sesji Purple Rain jest naprawdę zacny. Przede wszystkim świetne są "długasy" - wszystkie ponad 10-minut: The Dance Electric, Computer Blue i We Can F**k. Ten pierwszy był przebojem w wykonaniu Andre Cymone - tutaj jest w pełnej wersji z wokalem Prince'a. Absolutny klasyk, szkoda, że Prince oddał go koledze. Computer Blue jest również w pełnej wersji w stosunku do albumowej, z drugą zwrotką, solówkami gitarowymi itp. popisami artysty, charakterystycznymi dla niego. Ostatni "długas" odnalazł swoje drugie życie na albumie Graffiti Bridge jako We Can Funk - tu w sumie jest dość podobny, trochę więcej tekstu, trochę więcej p-funku - ale nadal jest to świetny kawałek. Pozostałe kawałki są krótsze, ale wcale nie gorsze. Na pewno dobre są Love and Sex, Electric Intercourse, Possessed i Father's Song - to ostatnie to fortepianowe nagranie, którego melodia została później wpleciona w Computer Blue (ale zagrana na gitarze). Reszta wypada może słabiej (szczególnie Velvet Kitty Cat), ale i tak jest ciekawa.

Wydanie za to jest bardzo słabe - kartonik, w którym pierwsza płyta CD jest wciśnięta w przegródkę razem z książeczką! Coś niebywałego, jaki brak szacunku... Grafika taka sama jak w oryginale, fajnie, że książeczka zawiera komentarze muzyków The Revolution do każdego utworu z płyty podstawowej. Są też teksty (ale też tylko do podstawowej płyty) i opis nagrań.

Ocena dysku nr 2: 3/5 













sobota, 18 października 2025

Meat Beat Manifesto - Subliminal Sandwich (1996)

Data zakupu: 9 października 2025 roku

Po niezłym albumie Satyricon z 1992 roku, zespół, a właściwie już jedno-osobowy projekt Jacka Dangersa, przygotował nowy materiał, który był gotów wydać już w 1994 lub 1995 roku. Niestety, sprawy skomplikował konflikt z wytwórnią Play It Again Sam, co przesunęło wydanie materiału na 1996 rok. Ale kiedy ten album się ukazał - i tak zyskał uznanie krytyków. Dangers rozwinął formułę breakbeatu nasączonego licznymi samplami. Mamy więc na dysku 1 liczne nagrania z tego gatunku, choć nie brakuje też ambientu, trip-hopu i chilloutu. Parę nagrań jest naprawdę dobrych jak: Future Worlds okraszony znakomitymi dźwiękami klarnetu, singlowy Asbestos Lead Asbestos, wpadający od razu w ucho (jest to co prawda cover zespołu punkowego World Domination Enterprises), melodyjny She's Unreal, a także okraszone gościnnymi wokalami Nuclear Bomb i Assassinator. Poza tym jest sporo krótszych nagrań jak No Purpose No Design, Phone Calls from the Dead czy What's Your Name? Całość jest spójna, ma fajne, miękkie i bogate brzmienie. Niezły album

Ale dużo lepszy jest dysk 2, dodawany tylko w niektórych wersjach albumu. Kawałki są dłuższe, bardziej mroczne i prawie w całości instrumentalne. Na największą uwagę zasługują oczywiście te najdłuższe - każdy ponad 10 minut. Mad Bomber/The Woods urzeka najpierw świetnym motywem syntezatora, a potem ambientowym zakończeniem, Stereophrenic to znowu zadziorny syntezator, a Electric People czaruje zapętlonym basem. Nie brakuje mnóstwa sampli i mocnym beatów. To moja najbardziej ulubiona część twórczości MBM.

Wydanie w kartoniku. Design taki sobie, bardzo charakterystyczny dla MBM z tamtych lat.

Ocena: 2/5 (dysk 1) / 3/5 (dysk 2)











piątek, 10 października 2025

Amplifier - The Old Forge Sessions Vol 1-4 (2023)

Data zakupu: 23 września 2025 roku

Ten monumentalny składak (4 płyty CD) to efekt powrotu Amplifier do aktywności i zarazem pierwsze nagrania dokonane w dwuosobowym składzie. Są to rzeczy nagrane na żywca - nie na koncercie dla publiczności, ale transmitowane w Internecie (wszystkie sesje można zobaczyć na Youtube). Pierwsza odbyła się w 2022 roku, a reszta w 2023. Dzięki temu wydawnictwu można dokładnie przekonać się jak brzmi obecny Amplifer na żywo, choć jest pewna różnica. Muzycy wzięli na warsztat kilkanaście swoich utworów i każdy wykonali w sposób absolutnie odbiegający od pierwotnej wersji. Mamy tutaj mocno space rockowe granie - każdy utwór trwa ponad 10 minut (rekordzista to Motorhead - prawie 24 minuty!), każdy zaczyna się od długiego intro i zawiera równie długie outro. Muzyka snuje się non stop, utwory łączą się ze sobą, każda płyta to odlot w kosmos. Bardzo mi się podoba to granie, szczególnie, że dobór utworów też jest znakomity - za wyjątkiem Hymn of the Aten - każdy z pozostałych należy do jednych z moich ulubionych! W dodatku nie są to oczywiste rzeczy, bo kawałki takie jak Bloodtest, Spaceman czy My Corrosion to nawet nie wiem czy kiedykolwiek grali na żywca. Świetna rzecz!

Wydanie dość budżetowe, bo w kartoniku, choć z osobną kieszonką dla każdej płyty - widać to na zdjęciach. Album zakupiłem bezpośrednio od zespołu (bo inaczej nie miałbym jak dostać Eternity) - ciekawostką jest fakt, że były dostępne wyłącznie wersje z autografami. Mam więc wydanie z autografami :-)

Ocena: 2/5