Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płyty kupione w roku wydania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płyty kupione w roku wydania. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2026

Gong - Bright Spirit (2026)

Data zakupu: 7 kwietnia 2026 roku

Najnowszy album zespołu Gong, wydany w dniu 13 marca tego roku. Według zespołu to trzeci tom trylogii, zapoczątkowanej albumem The Universe Also Collapses i kontynuowanej na Unending Ascending. W sumie nic nowego, choć pewną nowością są tribalowe dźwięki rozpoczynające album. Zresztą pierwsze 4 utwory są najlepsze na płycie, szczególnie instrumentalny Mantivule, czarujący ciekawą partią gitary, dynamiczny i pełen solówek. Niezły jest też Dream of Mine, ponad 10-minutowy, mocno progresywny. Singlowe The Wonderment - okraszone zapętlonym motywem syntezatorowym i natchnionym wokalem oraz Stars in Heaven - jedna z niewielu piosenek na płycie - to bardzo ładne przykłady fajnych melodii i chwytliwych motywów. Troszkę słabiej robi się pod koniec. Fragrance of Paradise jest dość nijaki i ciągnie się niemiłosiernie (prawie 8 minut). Lepsza jest ballada Relish the Possibility, choć może za krótka. Album kończy dynamiczniejszy kawałek Eternal Hand - też dość nijaki. Ale słucha się tego nawet nieźle - choć 2 poprzednie albumy podobały mi się bardziej.

Wydanie ładne, kolorowe. W środku książeczka z tekstami oraz obowiązkowa wkładka promocyjna Kscope. Dobrze, że album wydano w digipaku, a nie w okropnym kartoniku, jak to teraz modne.

Ocena: 2/5

 

środa, 12 listopada 2025

The Young Gods - Only Heaven (30th Anniversary Edition) (2025)

Data zakupu: 5 listopada 2025 roku

Reedycja trochę rozczarowująca. Żadnych bonusów, nawet znanych z singli (a nie mówiąc już o takich rzadkich rzeczach jak Kissing the Sun (super phoenix remix) ze składaka Metallurgy, instrumentalnej wersji Lointaine czy drugiego miksu Kissing the Sun autorstwa Hot Spocksone & June, który ukazał się wyłącznie na promocyjnym singlu). Szkoda, ale dobrze, że jest Orange Mix, dostępny w 1995 tylko na limitowanej wersji płyty CD. Poza tym muzycznie nie ma żadnych różnic - oprócz oczywiście obowiązkowego remasteringu.

Wydanie za to bardzo ładne - napisy na przodzie i tyle digipaka są wypukłe i ładnie się błyszczą. Książeczka w zasadzie powiela tą z oryginału, oprócz listy płac, uaktualnionej o współczesne rzeczy (jak adres strony internetowej).

Ocena muzyki: 5/5

 



niedziela, 17 sierpnia 2025

The Young Gods - Appear Disappear (2025)

Data zakupu: 1 sierpnia 2025 roku

Najnowszy album The Young Gods niektórzy nazwali powrotem do korzeni. Faktycznie, utwory są krótkie, jest więcej gitar, mniej klawiszy, a aranże są oszczędne. Trochę mi to przeszkadza - niektóre kawałki mogłyby być bardziej rozwinięte. A tak to powstał materiał dość przeciętny - dodatkowo często powielający patenty sprzed lat (Intertidal zaczyna się prawie identycznie jak Tear Up the Red Sky z Data Mirage Tangram z 2019 roku). W dodatku mało tu naprawdę porywających fragmentów. Dobry jest Systemized z fajną partią perkusji, Intertidal, pomimo wymienionych wcześniej podobieństw, chwyta niezłym refrenem i fajną atmosferą, Off the Radar, chyba najlepszy na albumie, zachwyca świetnym motywem głównym. Reszta wypada raz lepiej (Appear Disappear, Mes Yeux De Tous, Tu En Ami du Temps, Blackwater, Blue Me Away), albo gorzej (Hey Amour, Shine that Drone). No i nie ma niczego monumentalnego tym razem - najdłuższy na płycie kawałek ma niecałe 7 minut...

Wydanie - niestety - w kartoniku. Dobrze, że w ogóle wyszło to jako samodzielne CD, bo poprzedni album na CD był dostępny wyłącznie w komplecie z winylem... I to wydany w kopercie z okienkiem - błeee... Okładka fajna, w środku są teksty i opisy.

Ocena: 3/5 

Single: Appear Disappear, Systemized







sobota, 10 maja 2025

Amplifier - Gargantuan (2025)

Data zakupu: 7 maja 2025 roku

Amplifier, po wydaniu w 2017 roku takiej sobie płyty Trippin' with Dr Faustus i składaka Intro w 2018 (świetny, niestety wydany tylko w postaci cyfrowej) zamilkł na długie lata i powrócił w zmienionej postaci w 2023 roku (mini-album Hologram). Z całego zespołu pozostało tylko dwóch muzyków - lider i twórca całej muzyki Sel Balamir, grający na wszystkich instrumentach oprócz perkusji, oraz Matt Brobin - perkusista, który razem z Selem założył zespół pod koniec lat 90-tych. Co ciekawe na koncertach też grają tylko we dwóch - Sel dwoi się i troi obsługując gitarę, miliony efektów gitarowych, klawisze i dodatkowo śpiewając. Dość kosmiczne, ale wykonalne, jak widać.

Gargantuan to już ich ósmy album. Poprzednie to:

2004 - Amplifer
2006 - Insider
2014 - Mystoria
2023 - Hologram

Jakoś poprzednie 3 średnio mi podeszły, tak samo jak Insider. Co innego najnowsza płyta. Nadal mamy długie kompozycje pełne znakomitych melodii. Zmianą jest położenie nacisku na elektronikę - większość nagrań opiera się na jakichś zapętlonych motywach syntezatorowych, a gitara często tworzy jedynie tło. Z braku basisty większość partii basowych jest elektroniczna - co nie przeszkadza w odbiorze, choć czasami przydałoby się więcej gitarowego basu. Ale w takich nagraniach jak Gateway, Blackhole, King Kong czy Pyramid wypada to naprawdę dobrze. W ogóle prawie cały album jest dobry, są tu takie perełki jak Blackhole z dominującym, gościnnym, żeńskim wokalem niejakiej Novy, piękna ballada Long Road, potężny i powolny King Kong i czy atakujący podwójną stopą Gateway. Najsłabiej wypada trio Pyramid-Entity-Guilty Pleasure - o ile początek jest naprawdę niezły, to już Entity razi chaosem i brakiem pomysłu. A Guilty Pleasure, najdłuższy na płycie, wypada blado i jest zdecydowanie za długi. Dodatkowym minusem jest produkcja - niestety, Sel padł ofiarą "loudness war" - wszystko jest głośne, na jednym poziomie, brakuje przestrzeni i klarowności... Trochę szkoda, dałoby to więcej powietrza płycie. No i brakuje sensownych przerywników w postaci np. ballady w środku płyty...

Płyta została wydana przez wytwórnię Sela, Rockosmos. Wydanie jest bardzo minimalistyczne - brakuje książeczki, jakichś większych opisów, informacji, dodatkowych zdjęć. Co ciekawe - nawet nazwa zespołu pojawia się jedynie w napisach pod tray'em, nigdzie indziej jej nie ma. Dziwaczne. Ale nawet estetyczne. 

Istnieje też drugie wydanie kompaktowe, które zawiera wszystkie nagrania z winyla. Jest tam krótkie, niespełna 2-minutowe intro oraz dwa utwory dodatkowe. Jeden to spokojne granie elektroniczne, taki przerywnik, natomiast drugie to utwór tytułowy, ciągnący się przez prawie 13 minut - w sumie to tylko perkusja i gitarowe plamy, bez wokalu. Nic ciekawego, dlatego zakupiłem regularną wersję płyty.

Ocena: 3/5 

Single: Guilty Pleasure, Invader, Cross Dissolve






sobota, 4 maja 2024

Orbital - Orbital a/k/a The Green Album (remastered & expanded) (2024)

Data zakupu: 29 kwietnia 2024

Nareszcie doczekałem się, że moje ulubione albumy otrzymują sensowne wznowienia. Ten debiutancki album Orbitala należy do moich ulubionych. A okres początkowy ich działalności obfitował w wydawnictwa - 4 single poprzedzające album, potem jeden singiel z remiksami - jest tego sporo. I, na szczęście, wiele z tych nagrań znajduje się na drugiej płycie CD załączonej do tego zestawu.

Na początek mamy dwa nagrania, które znalazły się odpowiednio: tylko na kasecie (Torpedo Town a/k/a Untitled - zabawna rzecz, utwór który poznałem od razu, bo kolega przywiózł z UK właśnie wydanie kasetowe) i tylko na winylu (Macro Head). Jest tutaj też cały singiel III a/k/a Satan, czyli jeden z najbardziej znanych kawałków z wczesnego okresu działalności. Dodatkowo mamy też wokalną wersję Belfast oraz dwa utwory niepublikowane wcześniej (Open Mind Jam i The Other One). Całość zamykają dwa miksy - Satan z rapowaną wstawką i Midnight w remiksie Sashy. Część nagrań, niestety, dość się zestarzała - Macro Head irytuje melodyjką rodem z komputerów 8-bitowych, rap w miksie Satana jest absolutnie zbędny, a remiks Sashy brzmi archaicznie. Reszta nagrań jest naprawdę dobra, cieszą szczególnie rzeczy niepublikowane, całkiem interesujące.

Wydanie w kartoniku, ale ciekawostką jest, że każda płyta CD ma własną obwolutę. Dodatkowo jest książeczka z ciekawym artykułem o początkach działalności duetu. Istnieje też wersja 4-kompaktowa, zawierająca resztę nagrań z singli (Chime, Omen i Midnight) oraz płytę z utworami koncertowymi. Wydaje mi się jednak, że najlepsze jednak zamieścili na dysku nr 2 - Omen i Midnight już bardzo trącą myszką, jedynie Chime ostał się upływowi czasu. W wersji cyfrowej mamy za to coś, co bym chciał mieć na CD: wszystkie pozostałe remiksy dokonane przez innych wykonawców (m.in. Meat Beat Mnifesto, Joey Beltram, Moby, Ray Keith czy JZJ). 

Ocena: 4/5














piątek, 15 marca 2024

Sedibus - Seti (2024)

Data zakupu: 12 marca 2024 roku

Po znakomitym debiucie przyszedł czas na drugi album duetu Sedibus. Czy dorównuje poprzednikowi? Myślę, że nie, aczkolwiek nie jest dużo gorszy. Owszem, zdarzają się momenty słabsze, przede wszystkim ambientowe Paradise i The Armchair Astronaut - oba mało konkretne i zmierzające trochę donikąd. Dużo lepiej wypadają dynamiczniejsze fragmenty, czyli świetne Purgatory (chyba najlepszy kawałek na płycie) oraz Seti Part 2. Ale w ogóle tytułowa, 3-częściowa suita wypada bardzo dobrze - jest dobrze pomyślana, dobrze skonstruowana i słucha jej się z wielką przyjemnością. Ten album to naprawdę kawałek porządnego ambient house'u - wydaje mi się, że nawet lepszy niż ostatnie dokonania macierzystego zespołu Aleksa Patersona czyli The Orb.

Wydanie, niestety, zgodne z ostatnimi trendami - w kartoniku. Książeczki czy wkładki - brak. Ale za to jest ładna kolorystyka i, co najbardziej zaskakujące, na CD znalazł się utwór bonusowy (wspomniany już, 12-minutowy The Armchair Astronaut), którego nie znajdziemy nigdzie indziej! Nie ma go na Spotify, nie ma na winylu, nie ma na Bandcampie... Jest tylko na CD! Urocze, jakże niedzisiejsze...

Ocena: 3/5 







sobota, 11 grudnia 2021

Prince - Welcome 2 America (2021)

Data zakupu: 26 listopada 2021 roku

Album nagrany w 2011 roku i z nieznanych powodów odłożony na półkę. Dobrze, że w końcu ujrzał światło dzienne - to bardzo przyjemny kawałek muzyki. Podobnie jak opisywana przeze mnie płyta HITnRUN Phase Two jest on bardzo spójny stylistycznie - kawałek przyjemnego, niezbyt nachalnego pop rocka, z ładnymi melodiami, pozbawiony dłużyzn, ale też pozbawiony jakichkolwiek ambitniejszych fragmentów. Powstał jako wynik sesji z muzykami, z którymi Prince ani wcześniej ani później już nie pracował. 

Mamy więc dużo spokojnej muzyki, która płynie przyjemnie i może robić za fajne tło. Album powstał zaraz po porażce jaką była płyta 20Ten i kompletnie jej nie przypomina - na szczęście jest znacznie lepszy. Co ciekawe, najsłabiej wypadają dymiczniejsze momenty: o ile Check the Record jest jeszcze fajny, to już Hot Summer czy Yes raczej wypadają irytująco. Najlepsze momenty to te w średnim tempie: tytuły utwór ma fajną linię basu, przypomina momentami utwór The Rainbow Children; Born 2 Die, chyba najlepszy na albumie, czaruje genialnym początkiem; wspomniany już Check the Record ma świetny riff; nieźle wypada też Running Game (son of the slave master) z ciekawym motywem przewodnim; w ucho wpadają też 1000 Light Years from Here oraz Same Page, Different Book. Słabo brzmi za to cover Soul Asylum czyli Stand Up and B Strong - jakoś mnie irytuje. Nie przekonuje mnie także jedyny utwór zagrany w całości przez Prince'a czyli 1010 (rin tin tin) - ot takie pitolenie. 

Ciekawostką jest fakt, że dwa utwory pojawiły się na HITnRUN Phase Two, choć nagrane na nowo i przearanżowane: ballada When She Comes jest bardzo podobna, ale utwór 1000 Light Years From Here wpleciono w kawałek Black Muse i mocno skrócono. 

Płyta wydana jest przepięknie - ładne kolory, dobre zdjęcia (choć ciut za dużo), pełne teksty i opisy. Bardzo mi się podoba - pomimo, że to digipak. Jest prawie tak ładnie wydana jak 3121.

Ocena: 2/5