Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2025. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2025. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2025

The Young Gods - Only Heaven (30th Anniversary Edition) (2025)

Data zakupu: 5 listopada 2025 roku

Reedycja trochę rozczarowująca. Żadnych bonusów, nawet znanych z singli (a nie mówiąc już o takich rzadkich rzeczach jak Kissing the Sun (super phoenix remix) ze składaka Metallurgy, instrumentalnej wersji Lointaine czy drugiego miksu Kissing the Sun autorstwa Hot Spocksone & June, który ukazał się wyłącznie na promocyjnym singlu). Szkoda, ale dobrze, że jest Orange Mix, dostępny w 1995 tylko na limitowanej wersji płyty CD. Poza tym muzycznie nie ma żadnych różnic - oprócz oczywiście obowiązkowego remasteringu.

Wydanie za to bardzo ładne - napisy na przodzie i tyle digipaka są wypukłe i ładnie się błyszczą. Książeczka w zasadzie powiela tą z oryginału, oprócz listy płac, uaktualnionej o współczesne rzeczy (jak adres strony internetowej).

Ocena muzyki: 5/5

 



niedziela, 17 sierpnia 2025

The Young Gods - Appear Disappear (2025)

Data zakupu: 1 sierpnia 2025 roku

Najnowszy album The Young Gods niektórzy nazwali powrotem do korzeni. Faktycznie, utwory są krótkie, jest więcej gitar, mniej klawiszy, a aranże są oszczędne. Trochę mi to przeszkadza - niektóre kawałki mogłyby być bardziej rozwinięte. A tak to powstał materiał dość przeciętny - dodatkowo często powielający patenty sprzed lat (Intertidal zaczyna się prawie identycznie jak Tear Up the Red Sky z Data Mirage Tangram z 2019 roku). W dodatku mało tu naprawdę porywających fragmentów. Dobry jest Systemized z fajną partią perkusji, Intertidal, pomimo wymienionych wcześniej podobieństw, chwyta niezłym refrenem i fajną atmosferą, Off the Radar, chyba najlepszy na albumie, zachwyca świetnym motywem głównym. Reszta wypada raz lepiej (Appear Disappear, Mes Yeux De Tous, Tu En Ami du Temps, Blackwater, Blue Me Away), albo gorzej (Hey Amour, Shine that Drone). No i nie ma niczego monumentalnego tym razem - najdłuższy na płycie kawałek ma niecałe 7 minut...

Wydanie - niestety - w kartoniku. Dobrze, że w ogóle wyszło to jako samodzielne CD, bo poprzedni album na CD był dostępny wyłącznie w komplecie z winylem... I to wydany w kopercie z okienkiem - błeee... Okładka fajna, w środku są teksty i opisy.

Ocena: 3/5 

Single: Appear Disappear, Systemized







sobota, 10 maja 2025

Amplifier - Gargantuan (2025)

Data zakupu: 7 maja 2025 roku

Amplifier, po wydaniu w 2017 roku takiej sobie płyty Trippin' with Dr Faustus i składaka Intro w 2018 (świetny, niestety wydany tylko w postaci cyfrowej) zamilkł na długie lata i powrócił w zmienionej postaci w 2023 roku (mini-album Hologram). Z całego zespołu pozostało tylko dwóch muzyków - lider i twórca całej muzyki Sel Balamir, grający na wszystkich instrumentach oprócz perkusji, oraz Matt Brobin - perkusista, który razem z Selem założył zespół pod koniec lat 90-tych. Co ciekawe na koncertach też grają tylko we dwóch - Sel dwoi się i troi obsługując gitarę, miliony efektów gitarowych, klawisze i dodatkowo śpiewając. Dość kosmiczne, ale wykonalne, jak widać.

Gargantuan to już ich ósmy album. Poprzednie to:

2004 - Amplifer
2006 - Insider
2014 - Mystoria
2023 - Hologram

Jakoś poprzednie 3 średnio mi podeszły, tak samo jak Insider. Co innego najnowsza płyta. Nadal mamy długie kompozycje pełne znakomitych melodii. Zmianą jest położenie nacisku na elektronikę - większość nagrań opiera się na jakichś zapętlonych motywach syntezatorowych, a gitara często tworzy jedynie tło. Z braku basisty większość partii basowych jest elektroniczna - co nie przeszkadza w odbiorze, choć czasami przydałoby się więcej gitarowego basu. Ale w takich nagraniach jak Gateway, Blackhole, King Kong czy Pyramid wypada to naprawdę dobrze. W ogóle prawie cały album jest dobry, są tu takie perełki jak Blackhole z dominującym, gościnnym, żeńskim wokalem niejakiej Novy, piękna ballada Long Road, potężny i powolny King Kong i czy atakujący podwójną stopą Gateway. Najsłabiej wypada trio Pyramid-Entity-Guilty Pleasure - o ile początek jest naprawdę niezły, to już Entity razi chaosem i brakiem pomysłu. A Guilty Pleasure, najdłuższy na płycie, wypada blado i jest zdecydowanie za długi. Dodatkowym minusem jest produkcja - niestety, Sel padł ofiarą "loudness war" - wszystko jest głośne, na jednym poziomie, brakuje przestrzeni i klarowności... Trochę szkoda, dałoby to więcej powietrza płycie. No i brakuje sensownych przerywników w postaci np. ballady w środku płyty...

Płyta została wydana przez wytwórnię Sela, Rockosmos. Wydanie jest bardzo minimalistyczne - brakuje książeczki, jakichś większych opisów, informacji, dodatkowych zdjęć. Co ciekawe - nawet nazwa zespołu pojawia się jedynie w napisach pod tray'em, nigdzie indziej jej nie ma. Dziwaczne. Ale nawet estetyczne. 

Istnieje też drugie wydanie kompaktowe, które zawiera wszystkie nagrania z winyla. Jest tam krótkie, niespełna 2-minutowe intro oraz dwa utwory dodatkowe. Jeden to spokojne granie elektroniczne, taki przerywnik, natomiast drugie to utwór tytułowy, ciągnący się przez prawie 13 minut - w sumie to tylko perkusja i gitarowe plamy, bez wokalu. Nic ciekawego, dlatego zakupiłem regularną wersję płyty.

Ocena: 3/5 

Single: Guilty Pleasure, Invader, Cross Dissolve