Pokazywanie postów oznaczonych etykietą King Buffalo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą King Buffalo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lipca 2026

King Buffalo - The Burden of Restlessness (2021)

Data zakupu: 12 czerwca 2026 roku

Album zarazem podobny, ale i inny niż późniejszy Regenerator. Utwory są bardziej zwarte, mniej rozimprowizowane, w wolniejszym tempie. Przykładowo otwierający album Burning mógłby spokojnie znaleźć się w repertuarze Black Sabbath - ten powolny riff, zmęczony, monotonny wokal tworzą doskonałą mieszankę. Podobny jest też walcowaty Grifter. Nieźle wypada też spokojniejszy fragment w postaci Silverfish - ni to ballada, ni to przerywnik. The Knocks ma w sobie coś z Toola, a Loam to bardziej progresywne klimaty. Hebetation i Locusts to takie typowe dla King Buffalo granie riffowe. W sumie bardzo udana płyta.

Wydanie takie sobie, jakoś te obrazy nie pasują mi do siebie. No i ta mało czytelna czcionka... Oczywiście wkładki czy książeczki brak. Jedynie okładka jest niezła.

Ocena: 2/5

 


czwartek, 7 maja 2026

King Buffalo - Regenerator (2022)

Data zakupu: 4 maja 2026

Moje najnowsze odkrycie. Amerykański zespół, zaczynał od grania typowego stonera, ale później wyewoluował w coś ciekawszego. Niby nadal stoner, ale jednak dużo ciekawszy niż inni przedstawiciele. Historia powstania tej płyty w ogóle jest interesująca. Zespół działa już od kilku lat, debiutancki album ukazał się w 2016 roku i już wtedy pokazywał bardziej progresywne ciągotki zespołu. potem ukazął się drugi album i wszystko szło dobrze, aż do nieszczęsnej pandemii. Wtedy to zespół odbył nietypową sesję nagraniową... w jaskinii. Tak im się spodobało, że zarejestrowali podobno 60 godzin muzyki. Wyszły z tego aż 3 albumy: znakomity The Burden of Restlessness z 2021 roku, improwizowany Acheron z tego samego roku (ale z grudnia) oraz opisywany właśnie Regenerator

To 7 świetnych kawałków opartych na mocnych riffach (Hours, Firmament), ciekawych pasażach gitarowych (Mercury), Black Sabbathowych motywach (Mammoth), odlotach w stylu new wave (Avalon) czy krautrocka (tytułowy). Nie brakuje też ballady - Interlude - gdzie gitara tworzy niesamowity klimat (sekcji brak), a pod koniec, dzięki chórkowi, robi się już całkiem odlotowo. Avalon zaskakuje klimatami a la Cocteau Twins, szczególnie w partiach gitary, co, o dziwo, dobrze pasuje do motorycznej sekcji. W ogóle bas na tej płycie rządzi zaraz obok gitary. Aha, i mamy do tego jeszcze dobry wokal gitarzysty - czasami śpiewa znakomite refreny (utwór tytułowy, Mammoth, Avalon). Bardzo dobra rzecz.

Płyta wydana w Europie przez Stickman Records, tej samej firmy w której wydawał płyty zespół Motorpsycho. Mamy więc digipak bez ksiażeczki. Wszystkie napisy są z tłu pudełka, tekstów brak, tylko grafika. Nadruk na CD, niestety, bardzo słaby, wygląda amatorsko...

Ocena: 3/5