środa, 5 lutego 2025

King's X - Dogman (1994)

Data zakupu: 28 stycznia 2025 roku

Kolejny album King's X okazał się jeszcze cięższy, bliżej metalu już później nie byli. Nadal mamy znakomite utwory w postaci tytułowego, Black the Sky, Fool You, Don't Care, Human Behavior, Cigarettes czy Pillow. Sporo solówek gitarowych, fajnych, chwytliwych melodii... Szkoda tylko, że głónym wokalistą został wyłącznie Doug Pinnick - na poprzednich albumach zdarzały się główne wokale także pozostałych muzyków (choć perkusista Jerry Gaskill robił to sporadycznie). Ale i tak dobrze mu to wychodzi - słychać to np. w dobrej balladzie Flies and Blue Skies. Mamy też świetną, koncertową wersję Manic Depression Jimiego Hendriksa na końcu. W sumie fajny album, ale dokładnie pokazujący, dlaczego zespół King's X nigdy nie odniósł aż tak dużego sukcesu. Brakuje tutaj jakiejś dozy oryginalności, porywającego riffu, przebojowej melodii i czegoś co ich wyróżni z tłumu podobnych zespołów...

Wydanie dość standardowe. Ciekawostką jest fakt, że okładkowy piesek występuje w kilku wariantach kolorystycznych - bywa też czerwony, niebieski i zielony. Mnie się trafił żółty.

Ocena: 2/5












sobota, 1 lutego 2025

King's X - King's X (1992)

Data zakupu: 28 stycznia 2025 roku

King's X to moje odkrycie z zeszłego roku, chociaż kojarzyłem ten zespół już dawno temu, chyba w okolicach premiery płyty Faith Hope Love z 1990 roku. Nie miałem wtedy okazji ich posłuchać. Później, w dobie Internetu i Youtube'a sięgnąłem z ciekawości po singiel It's Love, ale nie bardzo mi przypadł do gustu - zbytnio kojarzył mi się z Bon Jovi i tego typu graniem. A tu się okazuje, że w latach 90-tych zespół trochę zmodyfikował swój styl, zaczął grać ciężej, miał lepszą produkcję i ciekawsze utwory. Album bez tytułu z 1992 roku to coś, co można postawić obok Roll the Bones czy Superunknown. Zaczyna się mocarnie, od świetnego kawałka The World Around Me, którego nie powstydził by się Soundgarden, potem mamy trochę reminiscencji poprzedniego wcielenia zespołu w postaci lekko pop-rockowego Prisoner, ale okraszonego długą i znakomitą solówką gitarową pod koniec. A najlepsze następuje po nim - metalowa ballada The Big Picture ma naprawdę znakomitą melodię i jest dość mroczna - kojarzy mi się z Fishbone (głównie ze względu na śpiew Douga Pinnicka). Potem jest już różnie: czasami lepiej (znakomity Chariot Song, singlowy Black Flag czy metalowy Silent Wind), czasami gorzej (lekko nudnawy What I Know About Love, słabsze Lost in Germany i Dream in My Life), ale i tak całość robi dobre wrażenie.

Wydanie standardowe, europejskie, z dodatkowym utworem Junior's Gone Wild (utwór z filmu Bill & Ted's Bogus Journey z Keanu Reevesem), nie wiedzieć czemu wsadzonym do środka płyty. Okładka niezła, ale wkładka już bez szału - zdjęcia, teksty itp.

Ocena: 2/5






środa, 29 stycznia 2025

King Crimson - Sleepless. The Concise King Crimson (1993)

Data pierwszego zakupu: 1994 rok
Data ponownego zakupu: 28 stycznia 2025 roku

Ciężko jest zrobić składak najważniejszych utworów King Crimson na jednej płycie CD. To zawsze był jednak albumowy zespół. Jednakże w 1993 roku Fripp podjął się takiej kompilacji, no i wyszło szydło z worka, które albumy ceni sobie najwyżej. Mamy po 3 kawałki z In the Court of the Crimson King, Red i Discipline. Z pozostałych albumów mamy co najwyżej 2 utwory (z Three of a Perfect Pair), albo 1 (In the Wake of Poseidon, Islands, Beat) albo 0 (Lizard, Larks' Tongues in Aspic i Starless and Bible Black). Osobiście dokonałbym innego wyboru, zamiast Fallen Angel można było dać The Night Watch, olałbym też Frame by Frame, a w zamian za to można było dać np. Easy Money. No cóż, jest jak jest, składak powstał, został wydany i jest niezłą wizytówką zespołu. Z rzeczy dostępnych tylko tutaj (wtedy) mamy utwór The Court of the Crimson King pozbawiony kody, Cat Food w wersji singlowej, oraz Starless okrojony tylko do ballady, bez części instrumentalnej, przechodzący płynnie w utwór Red. Sleepless też jest w jakimś innym miksie... No i tyle.

Ten album przywiozła mi z Francji siostra w 1994 roku i wtedy też mnie rozczarował. Wydanie takie sobie, rozkładana wkładka z informacjami, komentarzami i dziwnymi zdjęciami. Szału nie ma.

Ocena: 1/5

 

środa, 22 stycznia 2025

Voo Voo - Nabroiło się 1986-2021 (2021)

Data zakupu: 14 stycznia 2025 roku

Składanka wydana na 35-lecie zespołu. Całkiem niezły dobór utworów, mnie oczywiście najbardziej interesuje dysk nr 1, zawierający nagrania od debiutu z 1986 roku do płyty Voo Voo z kobietami z 2003 roku. Później straciłem zainteresowanie zespołem, dlatego nagrania z drugiej płyty są dla mnie w większości nowością, choć część znałem już wcześniej m.in. z anteny radiowej Trójki (np. Wszyscy muzycy to wojownicy czy Osioł). Ale słucha się tego nieźle, choć dobór utworów mógłby być lepszy - nie wiem czemu z albumu Voo Voo z kobietami są aż 4 utwory, choć większość płyt reprezentują 2, a czasami 1 lub 3. A nawet 0 - brakuje reprezentantów dwóch płyt - Z środy...na czwartek z 1989 roku i Rapatapa-to-ja z 1995 roku. Ciekawe czemu - o ile w przypadku Z środy... to rozumiem, bo zaginęły taśmy i wszystkie wydania CD są oparte na winylu, ale z Rapatapa-to-ja można było zamieścić cokolwiek, np. tytułowy utwór. Dziwi też często brak utworów singlowych jak np. Zejdź ze mnie z Płyty z 2002 roku, zamiast tego jest inny utwór, nie-singlowy. Podobnie z albumem Zapłacono. No, ale cóż, taki wybór muzyków, nie mój...

Wydanie naprawdę ładne. Obwoluta ma powycinane logo Voo Voo, fajnie to wygląda. Obie płyty są zapakowane w osobne digipaki, do tego jest gruba książeczka z opisami nagrań i zdjęciami płyt. 

Ocena: 2/5 

 


piątek, 17 stycznia 2025

Hania Rani - Ghosts (2023)

Data zakupu: 14 stycznia 2025 roku

Moje niedawne odkrycie, choć nazwisko Hani przewijało się w kilku recenzjach i przy innych okazjach. Dopiero kiedy usłyszałem utwór Moans na antenie radia RockSerwis.FM to zwróciłem na nią uwagę. No i zachwyciłem się - to przepiękny album! Mnóstwo bardzo klimatycznych klawiszy, ładnych melodii (Moans, Hello, A Day in Never, Utrata), więcej utworów jest instrumentalnych niż wokalnych, zdarzają się nawet jakieś szybsze rytmy (Komeda, Hello, Thin Line). Niekiedy zaskakują rozwiązania aranżacyjne, jak w 24.03, brzmieniowo jakby wyciągnięty z twórczości Underworld. Klimat całej płyty jest absolutnie bajeczny, to najpiękniejszy album jaki słyszałem w ostatnich latach.

Wydanie dość typowe dla dzisiejszych czasów - kartonik z płytą CD + książeczka (przyklejona na stałe do opakowania) z tekstami. Ładna okładka, pasuje do klimatu płyty.

Ocena: 4/5