Data zakupu: 26 stycznia 2026 roku
Od paru miesięcy twórczość Budgie mnie fascynuje. To był jednak znakomity zespół, a jego pierwsze pięć płyt to absolutny klasyk. Nie inaczej jest z debiutem. 8 utworów, w tym dwie króciutkie ballady i 6 hard rockowych, ciężkich walców. Naprawdę świetne riffy, jak na przykład w Guts czy Homicidal Suicidal, do tego rozbudowane, prawie progresywne kawałki typu Nude Disintegrating Parachutist Woman (8 i pół minuty), fajne zmiany nastroju (delikatny początek The Author)... Poza tym kawałki nie nudzą, pomimo faktu, że większość osiąga 6 minut to przemykają błyskawicznie, okraszone znakomitymi solówkami gitarowymi (Tony Bourge to dość niedoceniany gitarzysta), mocarnym basem i gęstą perkusją. Jak na debiut - to naprawdę dojrzałe granie.
Zakupiłem wydanie z 2004 roku, zawierające dodatkowo 4 utwory - 2 z epoki i 2 współczesne przeróbki. W sumie nic ciekawego, może oprócz skróconej wersji Nude... Współczesne wersje są jakieś takie mało interesujące - nie bardzo sprzyja tym nagraniom uwspółcześnienie. No i Nude... jest bardzo króciutka w porównaniu do oryginału...
Wydanie dość ładne, fajny jest tekst o powstaniu płyty z komentarzami muzyków. Do tego parę zdjęć i skanów różnych rzeczy - podobne trochę do tego co znajdziemy w remasterach King Crimson.
Ocena: 3/5










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz