środa, 17 czerwca 2026

Rollins Band - Electro Convulsive Therapy (1993)

Data zakupu: 1 czerwca 2026 roku

Album za którego posiadanie w 1995 roku dałbym się pokroić. Jak tylko się dowiedziałem, że istnieje zapałałem chęcia posiadania. Która dość szybko zmalała, skoro dopiero teraz go zakupiłem. Inna sprawa, że jest to album wydany wyłącznie w Japonii, więc jego cena kiedyś była astronomiczna. A teraz zbliżyła się do cen wydań europejskich.

W każdym razie jest to koncertówka. W spisie zawiera zaledwie 5 nagrań, choć dwa są podwójne (nr 4 i 5). Zaczyna się dość tradycyjnie, bo utworami znanymi już z poprzednich tras koncertowych: You Didn't Need (z The End of Silence) oraz Hard i What Have I Got (z Hard Volume, ten drugi utwór jest chyba jedynym, który powtarza się na wszystkich albumach koncertowych grupy). Wersje bardzo fajne, Hard ma więcej solówek gitarowych, wszystkie nagrania przechodzą jeden w drugi. Potem następuje szaleństwo - 27-minutowa wersja Move/Obscene. Choć nie do końca tak jest. Owszem, zaczyna się od Move Right In (z repertuaru The Velvet Underground z dodanym tekstem Rollinsa), ale po paru minutach mamy nagle zagrany przez ok. 3 minuty utwór Beastie Boys Gratitude (z albumu Check Your Head). Potem zespół wraca do Move Right In, aby następnie płynnie przejść w Obscene (też z The End of Silence). I tak, szybciutko mija ten kawałek. Na końcu mamy dwa kolejne covery - Crazy Lover Richarda Berry'ego oraz, po ok. 4 i pół minucie, Ghost Rider Suicide. W kolejnej dobrej wersji, z wydłużoną końcówką (oba utwory razem dobiegają do 15 minut). I tak mija ta prawie godzinna płyta.

Wydanie takie sobie, ani tytuł, ani okładka nie robią wrażenia, a tył to już w ogóle żenada. W środku książeczka z opisem i tekstami utworów (po angielsku i japońsku). Tylko Move nie ma tekstu - jest tylko napisane, że nie bardzo da się zrozumieć co Rollins tam wrzeszczy...

Ocena: 2/5

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz