czwartek, 16 maja 2013

Rollins Band - The End of Silence (1992)

Data zakupu: 9 marca 1998 roku

Tą płytą, w formie kasetowej, katowaliśmy się z kumplem w 1994 roku, kiedy to przebój Liar brylował na listach przebojów, a polski oddział BMG wydał równocześnie płyty Weight i właśnie The End of Silence. To była jedna z moich najbardziej zjechanych kaset - na szczęście była dobrej jakości i duże zużycie nie wpłynęło zbytnio na odbiór tego albumu. 

The End of Silence to monument - 73 minuty muzyki pełnej pasji, mroku, energii, gniewu i wielu innych emocji. To mieszanka hard rocka, rocka progresywnego, jazzu, punku, metalu i alternatywy. Na pewno jest to najdoskonalsze dzieło Rollins Band. Uwielbiam tą płytę i uważam ją za najlepszy album 1992 roku (ex aequo z T.V. Sky zespołu The Young Gods). Weight, z której pochodził wzmiankowany wyżej przebój, nie robiła już takiego wrażenia - utwory uproszczono, były bliższe tradycyjnego hard rocka, niż wszystkie wcześniejsze dokonania zespołu. W każdym utworze dzieje się wiele, gitarzysta dwoi się i troi wygrywając niezłe riffy i zagrywki, a także wspaniale operuje klimatem - raz gra cicho i spokojnie, raz mocno i dynamicznie, a czasem przeciąga dźwięki aż wypełniają one całą przestrzeń. W sukurs idzie mu świetna sekcja z przesterowanym basem i motoryczną perkusją. Arcydzieło.

Wydanie oczywiście zwykłe. Fajne są zdjęcia w środku - tatuaże Rollinsa robią wrażenie. Bardzo mi się podoba panoramiczne zdjęcie zespołu na scenie - fajny byłby z tego plakat.

Ocena muzyki: 5/5

Okładka - zawsze chciałem mieć koszulkę z nią na froncie, niestety, w tamtych czasach dostępna była jedynie wersją z okładką płyty Weight - nie bardzo mi odpowiadała

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki z tekstami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz