wtorek, 4 czerwca 2013

Beck - Mellow Gold (1994)

Data zakupu: 25 grudnia 1999 roku

Prawdę mówiąc, pierwszy przebój Becka, Loser, nie bardzo zawojował moje serce. Ot, fajny kawałek, z chwytliwym refrenem. Dlatego też nie bardzo zainteresowała mnie debiutancka (choć nie bardzo, co odkryłem później) płyta tego koleżki. Dopiero znajomy mi ją pożyczył i wtedy szczęka opadła mi aż do samej ziemi. Ten album jest niesamowity. Tak bardzo eklektyczny, że czasami w jednym utworze znajdziemy  kilka gatunków muzycznych (jak hip-hop, folk, rock, pop i electro - np. w Beercan czy Soul Suckin' Jerk). W dodatku gość ponownie odkopał modę na folk - do dzisiaj coraz to młodsi wykonawcy chętnie sięgają po ten gatunek. 

Wszystkie utwory są doskonałe, pomimo słabej produkcji (całość nagrano na 4-śladowym magnetofonie). Po prostu dobra kompozycja to podstawa. Parę kawałków zmieniło moje podejście do niektórych gatunków - Whiskeyclone, Hotel City 1997 to cudowna ballada z pogranicza country, a Steal My Body Home w którym jest i nutka orientu i trochę klasyki ("coś" brzmiące jak harfa) to absolutnie najlepszy kawałek na płycie. Zwłaszcza gdy pod koniec Beck siada przed garnkami i gra dalej na nich łyżkami i widelcami, przygrywając sobie na grzebieniu. Kosmos.

Wydanie równie skromne co produkcja - zwykłe pudełka, skromna wkładka, mało zdjęć - choć dość oryginalne. Mimo to - wielka płyta.

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz