Data zakupu: 5 listopada 2026 roku
Każdy nowy album Yello mnie cieszy. Nie inaczej jest z tą płytą. Nie spodziewałem się po niej żadnych nowości, raczej kontynuacji tego co było na Point i Toy. Częściowo się pomyliłem, a częściowo nie. Mamy tu znane patenty, ale też sporo nawiązań do przeszłości. Najlepiej chyba będzie jak omówię album utwór po utworze, bo jest o czym pisać.
1. Around the Sun - pierwszy singiel i pierwsze zaskoczenie. Wokal Dietera Meiera został wzięty z niepublikowanego utworu z sesji do albumu Claro Que Si z 1981 roku. Zaskakująco młody głos z nowoczesnym aranżem - w dodatku dość nietypowym, bo dubowym - dawno nie grali czegoś podobnego, ostatnio chyba na The Eye. Fajny kawałek.
2. Break Out - a to już brzmi bardzo nowocześnie, w stylu Point. Czyli łamany rytm, melodeklamacja Meiera (słychać, że ma coraz większe problemy ze śpiewaniem), nietypowe sample, taneczny feeling. Niestety, jak większość nagrań na płycie, kończy się dość nieoczekiwanie i zbyt szybko.
3. You and Me - pierwsza ballada, z gościnnym wokalem Heidi Happy (śpiewała już na Touch Yello). Taka sobie, także nagle kończąca się.
4. Saturday Morning - długie intro, spokojniejszy rytm. Jest nawet coś jakby solówka gitarowa. Meier w zwrotkach, ale refren już śpiewa Blank. Nawet niezłe, ale oczywiście - kończy się za wcześnie.
5. Unbelievable - kolejny powrót do przeszłości. Utwór o tym tytule pojawił się na ścieżce dźwiękowej do filmu The Adventures of Ford Fairlane w 1990 roku. W oryginale zawierał fragmenty wypowiedzi głównego bohatera - tutaj część tych tekstów powtarza Meier, natomiast muzyka jest całkowicie nowa. Sympatyczne nagranie, ale za krótkie.
6. Dancing Flame - kolejna ballada, tym razem śpiewa Malia. Wydaje mi się, że to nagranie, które stworzono w ramach sesji do płyty Convergence - w każdym razie jest dokładnie w takim samym stylu. Z resztą latem ukazała się płyta Blu-Ray z nowymi miksami płyty Convergence, nazwana Reference Edition i tak jako pierwszy utwór dodano właśnie Dancing Flame. Taki sobie.
7. About Time - ambientowe tło, wokal Meiera i mroczne przesłanie dotyczące wojen. Nawet niezłe. O dziwo - nie kończy się za wcześniej, jest akurat.
8. Spin Back - inna wersja utworu Spinning My Mind z Point. Mocno taneczna, kojarząca się bardziej z kapelami w stylu Pet Shop Boys.
9. Beautiful You - od tej ballady, zaśpiewanej przez Heidi Happy, zaczynają się najlepsze kawałki. Piękna rzecz, cudownie narastająca w refrenie. Co ciekawe, ukazała się wcześniej niż Time Lab, bo na albumie 20 wydanym przez Heidi Happy latem tego roku.
10. Streets of Berlin - klimat bondowski, dęciaki, pędzący rytm, mroczne smyki - znakomita rzecz. Tekst (a może i wokal) wzięty prosto z utworu Do It z Zebry (1994). Nie przeszkadza to wcale - to chyba najlepszy kawałek na płycie.
11. China Blue - jedyny instrumental na albumie. Dokładnie taki, za jakie lubimy Blanka. Jest klimatycznie, filmowo i fajnie.
12. Burning Dream - zaskakujący akustyczną gitary kawałek zaśpiewany przez Blanka. Bardzo dobry, choć chyba najmniej Yellowy na płycie.
13. Midnight Traffic - a to chyba drugi najlepszy utwór na płycie. Ile się w nim dzieje! Mnóstwo zmian, mnóstwo dźwięków, dodatkowo riff gitarowy i solówka gitarowa pod koniec. Coś wspaniałego. Oczywiście wolałbym, żeby trwał conajmniej 5 minut, a nie tylko 3 z haczykiem...
14. Zebra - no i ostatni powrót w przeszłość. Ewidentne nagranie z sesji do albumu Zebra - głos Meiera jest zdecydowanie młodszy. Całość przypomina bardzo Beyond Mirrors z Pocket Universe, gdyż na ambientowym tle Meier odczytuje list Philipa K. Dicka dotyczący wizyty kosmitów u niego w domu... W sumie trochę nudne, zwłaszcza, że w tle niewiele się dzieje.
No i tak wygląda ta płyta. Trochę dobrego, trochę słabszego, ale nie jest najgorzej. I tak najlepsze rzeczy Yello ma już za sobą, cieszy mnie to co jest. Domyślam się, że mniejsza ilość nowych utworów wynika z problemów zdrowotnych Dietera Meiera, któremu COVID-19 dał się we znaki i ponoć do dzisiaj cierpi na duszności.
Za to niesamowicie jestem zadowolony z faktu, że płyta została wydana w normalnym, plastikowym pudełku. Jaka to rzadkość w dzisiejszych czasach! Wyszło w tym roku parę pozycji, które mógłbym nawet zakupić jak Timeless Prince'a czy 8-Tracks Pink Floyd, ale jak zobaczyłem, że są wydane w tych okropnych kartonikach, usiłujących imitować opakowanie płyty winylowej, to mi się odechciało. Płyty są coraz droższe i coraz gorzej wydane. Chyba zostanę jedynie przy niezbędnych zakupach, oraz starszych rzeczach.
Design zaprojektował dawny przyjaciel, Ernst Gamper - ten sam który robił okładki od You Gotta Say to Another Excess aż po Baby. Nie bardzo mi się podoba, dodatkowo wkładka jest dość skromna, są za to fragmenty tekstów każdego wokalnego nagrania...
Ocena: 3/5









