piątek, 7 czerwca 2013

King Crimson - Discipline (1981)

Data zakupu: 10 stycznia 2001 roku

Uzupełniania kolekcji ciąg dalszy - zresztą wciąż trwający. Zespół powrócił w latach 80-tych z nowym brzmieniem (i, tradycyjnie, z nowym składem). Szkoda, że więcej kapel nie brzmiało równie dobrze w tamtej dekadzie, że inne dinozaury pokroju Genesis czy Yes odeszły od kombinowania na rzecz prostych, popowych piosenek. King Crimson nigdy nie zeszli poniżej pewnego, bardzo wysokiego poziomu. Owszem, słychać, że jest już nowa dekada, ale kompozycje są nadal frapujące i doskonałe. 

Przede wszystkim genialne Indiscipline - te zmiany nastroju, tempa i wyrazu - niesamowite przeżycie. A to tylko 4 i pół minuty. Zawsze byłem pełen podziwu dla twórców, którzy w krótkiej formie potrafią zawrzeć naprawdę wiele. Innym powalającym utworem jest Thela Hun Ginjeet - te rzężące gitary i plemienne rytmy - doprawdy niesamowity klimat. Plusem jest też instrumentalny The Sheltering Sky - cudne połączenie ambientu, minimalizmu i ponownie lekko plemiennych rytmów (perkusyjny początek był często samplowany przez kapele elektroniczne z lat 90-tych, np. The Future Sound of London). Reszta utworów to też nagrania wysokich lotów - ballada Matte Kudasai czy tytułowy łamaniec - dwie gitary cały czas się uzupełniają i wymieniają motywami.

Wydanie z lat 80-tych - bardzo proste i minimalistyczne. Co ciekawe, to chyba jedyna płyta KC jaką posiadam nie zawierająca tekstów utworów!! Cóż za niedopatrzenie wydawcy. I to pomimo dumnego napisu "The Definitive Edition", o którym już wspominałem wcześniej.

Ocena muzyki: 5/5

Okładka

Tył

Bok

Rozłożona wkładka

Środek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz