poniedziałek, 3 lutego 2014

Banco de Gaia - Last Train to Lhasa (1995)

Data zakupu: 28 marca 2013 roku

To prawdziwa gratka - udało mi się kupić ten album wydany prawie 20 lat temu w limitowanej, trzy kompaktowej wersji za jedyne 50 zł (średnia cena tego boksu to 20 euro, czyli ok. 80 zł). W każdym razie - rarytas. Oprócz niezłej płyty nr 1 - zawierającej takie klasyki jak Last Train to Lhasa (często pojawia się na antenie radiowej Trójki), Kincajou (świetny na parkiet), czy Kuos, China i Amber, okraszone melodiami azjatyckimi - i fenomenalnej płyty nr 2 - tylko 3 utwory, ale za to bardzo długie - pełny, ambientowy remiks Kincajou, trwający ponad 36 (!) minut także zdarzało mi się słyszeć w Trójce - mamy też dysk nr 3. Niby ponownie ambientowe remiksy, ale za to tak doskonałe, że bardzo mi zależało, aby je mieć na fizycznym nośniku. Zaczyna się od świetnych trąb w China, potem mamy łagodniejszą wersję Amber, a na koniec - ponad 22-minutowy miks 887 - mroczny, długo się rozwijający, ze świetnymi motywami... Absolutny klasyk ambientu.

To jedyna płyta jaka posiadam w takim staroświeckim pudełku - w tamtych czasach digipaki nie były zbytnio popularne, a więc drogie. Plastikowe pudełko było jedynym rozwiązaniem. Niestety, wkładka jest bardzo skromna i zawiera głównie manifest Toby Marksa nt. Tybetu.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Płyta nr 1 i wkładka

Pozostałe 2 płyty

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz