piątek, 8 marca 2019

Underworld - Cowgirl (2000)

Data zakupu: 28 lutego 2019 roku

Singiel promujący album koncertowy Everything Everything, stąd zawiera zarówno pełną wersję z albumu (Rez/Cowgirl) jak i wersję skróconą radiową (oraz teledysk). Oprócz tego są dwa remiksy. O ile miks Futureshock jest taki sobie i dość zachowawczy - taki typowy house z tamtych lat - to już remiks Bedrock jest absolutnie wyjątkowy. Osobiście uważam, że to jeden z najbardziej tanecznych, poruszających kawałków do tańca jaki został stworzony. Rozkręca się powoli, ale kiedy nagle wchodzi wokal Karla to mam ciary na plecach. A to jeszcze nie koniec, każde kolejne wejście znajomych motywów powoduje, że noga sama chodzi, głowa się kiwa i w ogóle ciało podryguje ;-) Niebezpiecznie jest słuchać tego w samochodzie! Genialny miks.

Wydanie niemieckie, czyli zawierające nagrania z obu części singla angielskiego na jednej płycie. Stąd długość płytki - ponad 36 minut. Okładka taka sobie, nie wyróżniająca się niczym. Ciekawostką jest, że to pierwsze wydanie singla Cowgirl w UK - poprzednia wersja, z 1994 roku, ukazała się wyłącznie w Niemczech i USA. 

Ocena: 3/5

Okładka

Środek

sobota, 2 marca 2019

Eno/Hyde - High Life (2014)

Data zakupu: 18 luty 2019 roku

Zaraz po nagrania albumu Someday World panowie Brian Eno i Karl Hyde zasiedli w studiu i zaczęli troszkę jamować, trochę improwizować... I tak się rozpędzili, że stworzyli dość materiału na kolejny album. Nie myśląc wiele postanowili go wydać. I w ten oto sposób otrzymaliśmy drugą płytę duetu, High Life.

Słychać, że w większości nagrania powstały spontanicznie, niektórym trochę brakuje melodii (DBF, Moulded Life), jest bardzo dużo zapętleń (Lilac, DBF), dużo więcej niż na Someday World. Ale nie brakuje też pogodnego, sympatycznego grania, znanego z poprzedniej płyty (Return, Time to Waste It), z fajnymi wokalami, czasami kojarzącymi się z nagraniami Petera Gabriela czy Paula Simona (Time to Waste It). Całość wieńczy melancholijna ballada Cells & Bells z eterycznym wokalem Hyde'a.

Wydanie bardzo ładne, byłem trochę zaskoczony, że album nie jest wydany w kartoniku (jak płyta Underworld Barbara Barbara...) tylko w estetycznym digipaku. Fajna książeczka z niezłymi zdjęciami. Okładka mogłaby być jednak ciekawsza.

Ocena: 3/5

Okładka

Bok

Tył

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

W samym środku książeczki jest rozkładane, fajne zdjęcie z prac nad albumem

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

środa, 16 stycznia 2019

King Crimson - The Night Watch (1997)

Data pierwszego zakupu: 16 grudnia 1997 roku
Data ponownego zakupu: 4 stycznia 2019 roku

Z tych trzech ostatnio zakupionych przeze mnie koncertówek King Crimson, ta podoba mi się najbardziej. A nie powinna! W końcu zawiera ona koncert, z którego aż 5 utworów zostało później przedstawionych na płycie Starless and Bible Black - w praktycznie tych samych wersjach! Jest to więc kupowanie po raz kolejny tego samego. A mimo to - album mnie przekonuje. Świetny dobór utworów, świetne wykonania, sporo rzeczy improwizowanych, muzycy w szczytowych formach. Słucha się tego znakomicie, powiedziałbym nawet, że doskonale czuć atmosferę koncertu. To był znakomity skład i znakomity okres działalności zespołu.

W dodatku album jest wydany bardzo ładnie, szczególnie okładka przypadła mi do gustu, jest to chyba mój ulubiony obraz PJ Crooka, który ozdobił okładkę płyt KC (a było tego sporo: Epitaph (1997), The Night Watch (1997), Absent Lovers (1998), The Deception of the Thrush (A Young Person's Guide to The ProjeKcts) (1999), Cirkus (The Young Persons' Guide to King Crimson Live) (1999), Heavy ConstruKction (2000), VROOOM VROOOM (2001), Level Five (2001), Ladies of the Road (2002), Happy With What You Have To Be Happy With (2002), The Power to Believe (2003), Elektrik (2003), Eyes Wide Open (DVD, 2003), Neal and Jack and Me (DVD, 2004), The 21st Century Guide to King Crimson (2004), Live in Argentina, 1994 (DVD, 2012) oraz A Scarcity of Miracles (2011)).

Cały album wydany jest ładnie, jest książeczka, obszerne eseje dotyczące tego okresu działalności grupy (ciekawostka - Fripp twierdzi, że w tamtych czasach prawie wszyscy byli wiecznie naćpani, a publiczność holenderska - zawsze). Fajne zdjęcia.

Ocena: 4/5

Okładka

Tył

Bok

Rozłożony kartonik

Wszystko wyjęte i rozłożone

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

poniedziałek, 14 stycznia 2019

King Crimson - Absent Lovers (1998)

Data zakupu: 28 grudnia 2018 roku

Lata 80-te w działalności King Crimson nie były do 1998 roku udokumentowane żadnym albumem koncertowym, dlatego fani z wielką radością powitali zapis ostatniego koncertu tego wcielenia zespołu. Kompletnie nie słychać, że to już koniec i że zespół zamilknie na kolejne 10 lat. Koncert jest pełen energii, zaangażowania, setlista wypada wybornie (szczególnie początek: LTIA 3, Thela Hun Ginjeet, Red). Osobiście ogromnie cieszy mnie obecność jednego z najlepszych utworów KC lat 80-tych czyli Industry. Zakręcona wersja. Fajnie wypada też Indiscipline, z perkusyjnym intrem i przeciąganiem fraz przez Belew. Późniejsza część koncertu wypada mniej szalenie, aczkolwiek też nieźle. Fajny koncert.

Wydanie tak jak poprzednio opisany album - w kartoniku. Tym razem otrzymujemy jednak także książeczkę, w której jest sporo uwag Frippa, kilka niezłych zdjęć i ogólnie czuć klimat koncertu. Gorzej wypada taka sobie okładka, z dominującą i zbędną czerwienią.

Ocena: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Rozłożony kartonik

Całość rozłożona i wyjęta

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

piątek, 16 listopada 2018

King Crimson - Heavy ConstruKction (2000)

Data zakupu: 7 listopada 2018 roku

Wytwórnia Discipline Global Mobile zrobiła mi wielką niespodziankę w tym roku wznawiając kilka koncertowych płyt zespołu King Crimson. Do tej pory albumy wydane głównie w latach 90-tych były niezbyt dostępne i osiągały ogromne ceny (za opisywany album ostatnio żądano ok. 230 zł!). Dlatego też nie liczyłem zbytnio na szybkie powiększenie kolekcji. Na szczęście wiele poszukiwanych przeze mnie płyt zostało wznowionych i oto mogę się cieszyć kolejną pozycją koncertową zespołu z lat 90-tych, którą kupiłem za normalne pieniądze (ok. 60 zł).

Heavy ConstruKction to wybór nagrań z europejskiej trasy koncertowej zespołu z 2000 roku, promującej album The ConstruKction of Light. Stąd też nagrania z Poznania i Warszawa, kiedy to zespół odwiedził nasz kraj. Oczywiście, jak to było wtedy w zwyczaju KC, oprócz kompletu nagrań z tego albumu mamy niewiele rzeczy wcześniejszych, choć parę pozycji zaskakuje. Dwie pierwsze płyty zawierają właśnie nagrania z albumów, zmiksowane tak, jakby był to jeden koncert. Mamy też 3 improwizacje, muszę przyznać, że znakomite. Nie razi mnie brzmienie elektronicznych bębnów obecne na całej płycie, ani loopy puszczane przez perkusistę (ani nawet sample!). Wszystko zostało zagrane profesjonalnie i doskonale współbrzmi. Sporym zaskoczeniem jest wplecenie w jedną z improwizacji utworu Cage (z mini-albumu VROOOM), który raczej rzadko był grany przez zespół na koncertach. Intryguje też Three of a Perfect Pair zagrany solo przez Adriana Belew. Cały koncert kończą dwie kompozycje: The Deception of the Thrush, która to po latach pojawi się, w mocno skróconej wersji, jako The Power to Believe 3 oraz cover Davida Bowie Heroes, utwór chętnie grany również dzisiaj. Bardzo fajny koncert.

Jest w zestawie też płyta numer 3 zawierająca wyłącznie improwizacje. I, w przeciwieństwie do THRaKaTTaK, są to znakomite improwizacje, przypominające dokonania zespołu z lat 1973-1974. Dominuje rytm, ale nie brakuje też ciekawych brzmień gitar, pokręconych solówek czy fragmentów soundscape'owych. Całość robi naprawdę fajne wrażenie - 70 minut nowej muzyki KC.

Wydanie w kartoniku, co jest minusem, brak książeczki, co też jest minusem, ale w sumie całość ładnie wygląda i robi dobre wrażenie. Oczywiście wyciąganie płyt CD to katorga... Okładka fajna.

Ocena: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Wnętrze

Środek

poniedziałek, 12 listopada 2018

The Young Gods - Lucidogen (2000)

Data zakupu: 20 października 2018 roku

Skoro jestem już przy singlach. Ten singiel promował album Second Nature. Ukazał się co prawda w maju 2000, a album dopiero we wrześniu, ale już dawał przedsmak tego co na płycie. Czyli bardzo dużo elektroniki, gitary symboliczne, głównie podkreślające moc. Taki jest utwór tytułowy. Oprócz niego mamy jeszcze dwa remiksy autorstwa zespołu. Pierwszy to bardzo fajny, ambientowy fragment, mocno zrytmizowany, choć pozbawiony wyraźnego beatu. Brzmienie kojarzy mi się z brzęczeniem pszczół, do tego mamy różne odgłosy i dźwięki. Natomiast drugi remiks to już techno. Mocny beat, wyrazisty motyw syntezatora i szybkie tempo. Oba remiksy są naprawdę dobre, zresztą The Young Gods przyzwyczaili fanów, że najlepsze miksy swoich nagrań robią oni sami.

Wydanie bardzo podobne do płyty, czyli przeźroczysta wkładka z kolorowymi bohomazami, płyta prawie bez napisów, a wszystkie szczegóły i opisy znajdują się z tyłu płyty.

Ocena: 3/5

Przód

Tył

Bok

Środek

piątek, 9 listopada 2018

David Sylvian & Robert Fripp - Darshan (the road to graceland) (1993)

Data zakupu: 25 września 2018 roku

Jak już jesteśmy przy singlach... Ten singiel, a właściwie nawet mini-album (całość trwa ponad 43 minuty) to drugie nagranie promujące jedyny studyjny album duetu Sylvian i Fripp. Zawiera jedynie trzy nagrania, z czego najdłuższe to utwór tytułowy, identyczny jak wersja płytowa (czyli trwa ponad 17 minut). Oprócz tego znajdują się tu dwa remiksy. Pierwszy, autorstwa The Grid, trwa ponad 16 minut i oprócz krótkiego, ambientowego wstępu, mamy do czynienia z takim sobie, house'owym graniem. Moim zdaniem jest on o jakieś 8 minut za długi i spokojnie mógłby tyle trwać. Dzieje się w nim mało, ot, taneczny rytm, trochę wokalu i całkiem sporo gitary Frippa. Dużo lepsze wrażenie robi miks numer dwa, dla którego warto mieć ten singielek. Nie jest to do końca remiks - zespół The Future Sound of London wziął na warsztat całe nagranie i stworzył właściwie coś całkiem nowego, co tylko w niewielkim stopniu przypomina oryginał. Wokalu zostało mało, gitara Frippa istnieje cały czas, ale właściwie powtarza w kółko różne zapętlone fragmenty. Całość brzmi po prostu jak nowy utwór FSOL. Zresztą sugeruje to nazwa: Darshana (reconstructed by the future sound of london). 

Wydanie skromne i w sumie mało ciekawe. Fajnie że płyta jest w zwykłym pudełku i że ma wkładkę z tekstem utworu.

Ocena: 2/5

Przód

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki