piątek, 4 listopada 2016

Underworld - Barking (2010)

Data zakupu: 21 października 2016 roku

Z płytą Barking jest ciekawa sprawa. Przez długi czas uważałem ją za najgorszą płyt zespołu, prawie całkowicie niesłuchalną. A to przede wszystkim ze względu na główne założenie albumu: na 9 utworów 8 powstało we współpracy z jakimś wykonawcą (a są to Dubfire, Mark Knight/D. Ramirez, High Contrast, Applebim i Paul Van Dyk). Oczywiście każdy z nich odcisnął piętno na tych nagraniach, czyniąc je... mało Underworldowymi. Przykładowo: typowo taneczny Always Loved a Film stał się przesadnym klubowym wymiataczem, Scribble irytuje głównym motywem melodycznym, Diamond Jigsaw z fajnej, gitarowej piosenki stał się trance'owym gniotem... Wrażenie to pogłębiała szczególnie edycja Super Deluxe płyty, gdzie na odrębnym dysku zamieszczono pierwotne wersje demo nagrań - bez gości. Różnica czasami kolosalna. Stąd też rzadko po nią sięgałem. Właściwie podobały mi się tylko 3 nagrania: Bird 1, Hamburg Hotel i Moon in Water.

Ale... Po latach, kiedy z ciekawości znowu sięgnąłem po Barking, stwierdziłem, że nie jest jednak tak źle. Always Loved a Film fajnie buja, Between Stars ma doskonałą partię wokalną, Grace emanuje ciekawym klimatem... Całość robi niezłe wrażenie, choć nadal jest to najsłabszy album zespołu. Co ciekawe - najgorszym nagraniem na płycie jest ostatni, Louisiana, który, paradoksalnie, jako jedyny nie zawiera żadnych gości. Ale płaczliwy wokal Hyde'a działa mi na nerwy...

Zakupiłem wersję z płytą DVD, na której znajdują się teledyski do każdego z nagrań. Akurat one są bardzo Underworldowe, czyli właściwie słabe. Gapienie się na twarz Hyde'a jadącego samochodem (Scribble), czy oglądanie kwiatków (Bird 1) jest nudne i nie pomoże w tym nawet największy telewizor. Trochę lepiej wypada Moon in Water, bo zawiera ludzkich aktorów, tańczących dziwaczne wygibasy w rytm piosenki. Natomiast - znowu paradoks - najlepszy klip moim zdaniem to Louisiana. Czarno-biały Hyde siedzi w kolorowym otoczeniu, a jakaś panna z marsową miną urządza mu przyjęcie urodzinowe. Dziwaczny i zarazem świetny - to jedyne nagranie, które zyskuje z obrazem.

Wydanie skromne, w dodatku nie ma żadnego pudełka, czy digipaka tylko kartonik, z którego wysuwa się płyty. Nie lubię takich wydań, a niestety Underworld chyba się w tym lubują, bo zarówno ich ostatni album, jak i oba albumy duetu Eno/Hyde zostały tak wydane. Szkoda. Design słaby i mało czytelny - teksty we wkładce są białe, na częściowo żółtym tle - masakra. Kolorystyka i zdjęcia - do bani. Miewali lepsze projekty.

Ocena muzyki: 3/5
Ocena obrazu: 2/5

Zafoliowana płyta z obowiązkową naklejką w lewym górnym rogu

Okładka

Tył

Bok

Rozłożony kartonik na raz - po lewej kieszonka na płytę CD

I wszystko wyjęte z kartonika - płyta DVD mieści się w kieszonce po prawej

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki