poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jane's Addiction - Jane's Addiction (1987)

Data pierwszego zakupu: 12 września 2000 roku
Data ponownego zakupu: 11 stycznia 2016 roku

Debiut Jane's Addiction to ponoć płyta koncertowa. Ponoć, gdyż czytałem w różnych miejscach, że dokonano na niej wieeeeelu nakładek, przekłamań i dodatków, tak, że z oryginalnego koncertu niewiele zostało. Nawet reakcje publiczności pochodzą podobno z innego koncertu zespołu... Los Lobos. Zostawmy to. 

Muzyka zawarta na płycie zawiera już wszystko to, z czym kojarzymy JA: świetny wokal Farrella, genialną grę na gitarze Navarry, pulsujący bas Avery'ego i atak bębnów Perkinsa. Poza tym są fajne melodie, chwytliwe refreny no i urozmaicony materiał. Zaczyna się rockowo, pierwsze cztery utwory to wymiatacze pierwsza klasa - nie brakuje doskonałych riffów, ani zmian tempa, karkołomnych solówek, ani też chwil wytchnienia - oryginalną stronę A winyla kończy piękna ballada I Would For You. Dalsze nagrania to już granie głównie akustyczne - m.in. My Time z harmonijką ustną i ciekawy cover Stonesów Sympathy for the Devil (tu pod tytułem Sympathy). Całość płyty kończą plemienne bębny i szaleńczy krzyk Farrella. Świetny album.

Okładka taka sobie, chyba najsłabsza ze wszystkich. Oczywiście na okładce obowiązkowy Farrell. Fajnie, że są teksty, choć ręcznie pisane i mało czytelne.

Ocena muzyki: 4/5 | Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

czwartek, 14 stycznia 2016

Waltari - So Fine! (1994)

Data pierwszego zakupu: 24 grudnia 1995 roku
Data ponownego zakupu: 7 stycznia 2016 roku

To dzięki tej płycie poznałem Waltari. Oczywiście najpierw z kasety kumpla, na której utwory były umieszczone w innej kolejności, w dodatku dwóch utworów (4S i Mysterious) brakowało. Najpierw podszedłem do niego sceptycznie - The Beginning Song i Mad Boy to fajny, choć niezbyt oryginalny funk metal. Zabawa zaczyna się tak naprawdę od utworu tytułowego - takiego połączenia techno i metalu wtedy jeszcze nie znałem (stało się to modne rok później). Potem było tylko lepiej - energetyczne i zarazem przebojowe (Your) Nature is Wild oraz To Give nakręciły mnie pozytywnie, natomiast przy Piggy in the Middle pierwszy raz w życiu nie mogłem się pozbierać ze śmiechu przy słuchaniu muzyki - świetny kawałek. Bardzo podobało mi się mieszanie popu z metalem (Misty Man), skakanie stylistyczne z łatwiej przyswajalnych melodii (Misty Man, To Give) do ostrego i ciężkiego metalu (Freddie Laker, Rhythm is a Cancer) oraz świetne przeróbki utworów innych wykonawców (A Forest The Cure i Freddie Laker The Stranglers). A na deser - super dęciaki w Autumn. Potem odkryłem wersję CD, a tam jest jeszcze ballada 4S i długaśny Mysterious w którym muzycy pod koniec utworu grają coraz wolniej... Jest też utwór ukryty - jeszcze jeden wyziew metalowy - raczej nie dla mnie. W każdym razie to świetna płyta, brzmieniowo dużo bardziej surowa niż późniejsza Big Bang

Wydanie skromne, zdjęcie Finów w ich naturalnym środowisku fajne, dobrze, że są teksty utworów. Okładka beznadziejna.

Ocena muzyki: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Wnętrze

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki 1

Wnętrze wkładki 2

Wnętrze wkładki 3

piątek, 8 stycznia 2016

The Mars Volta - Tremulant EP (2002)

Data zakupu: 7 stycznia 2016 roku

Debiutancka EPka zespołu The Mars Volta w najnowszym numerze Lizarda została uznana za ich najlepsze dokonanie, od którego każdy powinien zacząć przygodę z tym zespołem. Nie bardzo się z tym zgadzam. Po pierwsze materiału jest tu niewiele, niecałe 20 minut, po drugie brakuje progrockowego szaleństwa. Owszem, słychać już, że to właśnie TEN zespół, są charakterystyczne cechy jego stylu (sporo elektronicznych odjazdów na początku i końcu EPki, świetne riffy, zmiany tempa, niezłe melodie), ale z drugiej strony słychać jeszcze lekkie echa At the Drive-In (zwłaszcza w Cut That City). Nie zmienia to faktu, że to całkiem dobra muzyka. Szczególnie lubię Cut That City, gdzie po fajnym, ambientowym wstępie pojawia się świetny riff i szaleńczy wokal Cedrica. Concertina wypada już słabiej, taka sobie piosenka. Eunuch Provocateur również jest niezły, a elektroniczna końcówka daje czadu przez prawie 4 minuty. W sumie mała, fajna EPka

Wszystkie single TMV (oprócz Wax Simulacra) zostały wydane w digipaku. Design skromny, szkoda, że tak mało napisów. Teksty utworów schowane pod tray'em. Minimalizm

Ocena muzyki: 3/5

Przód

Tył

Bok

Środek

wtorek, 5 stycznia 2016

Ozric Tentacles - Swirly Termination (2000)

Data zakupu: 17 grudnia 2015 roku

Album Swirly Termination jest składanką. Został wydany jako wypełnienie kontraktu z wytwórnią Snapper. Zawiera utwory z lat 1992-2000, ale nie tak do końca słychać te lata. Składak jest spójny, brzmi jak prawdziwy album, choć fan Ozrików od razu odkryje dwa nagrania, które już ukazały się wcześniej. Po pierwsze Space Out to studyjna wersja utworu Spice Doubt znanego z tak samo zatytułowanej płyty koncertowej z 1998 roku, natomiast Kick 98 to nowsza wersja nagrania Kick Muck, umieszczonego na Pungent Effulgent z 1989 roku. W każdym razie mamy do czynienia z paroma znakomitymi nagraniami, brzmiącymi dokładnie tak, jak fan Ozrików lubi. Jest kosmicznie, przestrzennie, momentami rockowo, momentami ambientowo, nie brakuje dubu, ani solówek gitarowych. Świetny album, choć nie pokazujący niczego nowego. Moim zdaniem fakt, że zawiera on nagrania z różnych lat, powoduje, że słucha się tego znakomicie - w końcu wtedy tworzyli oni najlepsze rzeczy.

Wydanie skromne, rysunki niezłe, choć niepotrzebnie powtórzono żabkę i spis utworów w środku wkładki. Ale kij z tym. Nie miałem możliwości kupienia remastera w digipaku, ale niespecjalnie żałuję - oryginalne wydanie też jest ok, zresztą ostatnio przestałem lubić digipaki - są niewygodne, łatwo się niszczą i nie wyglądają na półce tak ładnie.

Ocena muzyki: 4/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki