czwartek, 24 kwietnia 2014

Orbital - Orbital (1993)

Data zakupu: 8 kwietnia 2014 roku

Drugi album Orbitala uczynił z nich gwiazdę na Wyspach. Męczony w wielu filmach Halcyon+On+On zapewne się do tego przyczynił. Unowocześniły się brzmienie i produkcja, natomiast nadal słychać, że to stary, dobry Orbital. W każdym razie album okazuje się być całkiem niezłą porcją orbitalowego trance'u. Duet pokusił się nawet na stworzenie suity, z połączonych utworów Lush, Impact i Remind, z całkiem niezłym skutkiem. Co prawda osobiście preferuję nagrania takie jak Planet of the Shapes, Walk Now... czy Monday. A reszta jest albo niezła (Lush, Remind), albo słaba (Halcyon+On+On) lub nawet irytująca (intro i outro). Ogólnie rzecz biorąc to dość przeciętny album, jednakże i tak dużo lepszy niż to co zaprezentowali w XXI wieku...

Wydanie skromne, grafiki w środku wkładki beznadziejne, informacji mało. Spis utworów na okładce... Dziwny zabieg.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rollins Band - Weight (1994)

Data pierwszego zakupu: 17 maja 1998 roku
Data ponownego zakupu: 4 kwietnia 2014 roku

Tak właściwie to zespół Henry'ego Rollinsa poznałem tak jak większość ludzi - dzięki singlowi Liar. Bardzo przypadł mi do gustu sam utwór, jak i teledysk mu towarzyszący. Mój dobry przyjaciel dość szybko zaopatrzył się w świeżo wydane kasety Weight i The End of Silence i gorąco namawiał mnie do zapoznania się z nimi. Oczywiście najpierw bardziej podeszła łatwiejsza w odbiorze płyta Weight, zawierająca wzmiankowany przebój, ale zaraz potem szala przechyliła się na korzyść The End of Silence. Album Weight zawiera 12 dość krótkich utworów, głównie hard rockowych z pewnymi elementami metalu (Step Back, Volume 4), funku (Civilized) a nawet odrobiny jazzu (Liar). Czyli Rollins Band jak się patrzy - w końcu niesamowite, skomplikowane kawałki na The End of Silence to było raczej odstępstwo od normy. Obecnie oceniam ten album jako niezły, choć nie pozbawiony słabszych fragmentów (Divine Object of Hatred, Wrong Man, Icon, Step Back). Zdecydowanie dominują średnio szybkie rytmy i ostre gitary, z jedynie dwoma przerwami w postaci Liar i Tired - ten ostatni utwór to swoista ballada, bardzo wyciszona jak na zespół. Moi faworyci to oprócz znanego przeboju także drugi singiel z płyty czyli Disconnect, Fool ze świetną solówką, funkujący Civilized, powolny niczym czołg Volume 4 (hołd dla Black Sabbath), dynamiczny Alien Blueprint czy wreszcie Shine, w którym gitara daje czadu w psychodelicznych odjazdach. Fajny album.

Obecnie udało mi się zakupić wersję zremasterowaną z 2002 roku. Dzięki temu dostałem 4 dodatkowe kawałki nagrane na żywo. No i właściwie tyle można o nich powiedzieć - nic ciekawego się w nich nie dzieje, po prostu zostały odegrane na koncercie. Liar jest trochę dłuższy niż w wersji studyjnej. I tyle.

Wydanie jest kompletnie inne od oryginału z 1994 roku. W środku jest ładna książeczka z ciekawym tekstem jakiegoś przyjaciela zespołu, okraszona mnóstwem kadrów z teledysku Liar oraz zdjęciem zespołu. Ciekawe rozwiązanie, choć oprawa graficzna jest trochę zbyt monotonna - przydałoby się więcej kolorów.

Ocena muzyki: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

wtorek, 15 kwietnia 2014

Various - Outsiders (Teraz Rock 4/2006)

Data zakupu: kwiecień 2006

I ostatnia płyta z Teraz Rocka jaką posiadam. I jedyna, która mi się naprawdę podoba i mam tu paru ulubieńców. To przede wszystkim nie-rockowy Covenant, a także kawałki Franz Ferdinand, Mogwai, Toto i Sepultury. Cała płyta jest najbardziej urozmaicona ze wszystkich trzech, nie ogranicza się do grania wyłącznie gitarowego, co jest jest jej największym plusem. Oczywiście nie brakuje też momentów słabych (Riverside, Moonspell) czy bardzo słabych (Eric Burdon, Not). Ale i tak najbardziej ją lubię.

Ocena muzyki: 3/5

Przód

Tył

piątek, 11 kwietnia 2014

Helmet - Born Annoying (1995)

Data zakupu: 2 kwietnia 2014 roku

Trochę nietypowa dla mnie rzecz, bo ani niespecjalnie jestem fanem noise'u, ani amerykańskiego undergroundu z lat 80-tych ubiegłego wieku, ani nawet debiutanckiej płyty Helmetu, w sumie podobnej brzmieniowo. A mimo to - Born Annoying jest chyba najczęściej słuchanym przez mnie albumem tego zespołu. To w sumie składak kilku starszych (1989) i nowszych (1993) nagrań, głównie nagranych przed debiutem (pierwsze 4 kawałki to właściwie utwory demo), lub w okolicach Meantime (No Nicky No i Your Head to strony B singli pochodzących z tego albumu). Ale kiedy pierwszy raz zapuściłem kasetę z tym materiałem - oryginalnie wydana w Polsce przez Outside Media - i usłyszałem riff rozpoczynający kawałek tytułowy - wiedziałem, że to coś dla mnie. Jest on tak niesamowity, że do dziś zostaje jednym z najczęściej kołaczących mi w głowie motywów. 

Reszta utworów to już zbieranina. Są utwory typowo Helmetowe jak wspomniane strony B, są dziwne eksperymenty (instrumentalny Rumble), nietypowe covery (Oven z repertuaru Melvins), ściana dźwięku z fajną melodią wokalną (Shirley MacLaine) oraz absolutnie genialna wersja Primitive autorstwa Killing Joke. Uwielbiam ten album z całkowicie nieuzasadnionych powodów. Po prostu mi pasuje.

Wydanie też undergroundowe - jest surowo, skromnie, ale zarazem przejrzyście. 

Ocena muzyki: 4/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

środa, 9 kwietnia 2014

Various - Rock & Furious (Teraz Rock 9/2005)

Data zakupu: wrzesień 2005

Druga posiadana przeze mnie składanka z Teraz Rocka to w sumie podobna rzecz, co poprzednia. Tym razem jest parę utworów zdecydowanie ciekawych (jak Editors i Millionaire) jak i takich, które znałem wcześniej (Clan of Xymox). Nie brakuje także odrobiny zabawnej żenady (Samael i Helloween) oraz ciekawostek, wcześniej mi nie znanych zbyt dobrze w postaci power metalu (Siddharta, Stratovarius). Słucha się przyjemnie, ale wpada jednym uchem wypada drugim.

Ocena muzyki: 2/5

przód

Tył

środa, 2 kwietnia 2014

Various - Hard as a Rock (Teraz Rock 6/2005)

Data zakupu: czerwiec 2005

W oczekiwaniu na nowe płyty (3 w drodze) przypomniałem są o jeszcze paru pozycjach, które swego czasu zakupiłem z pismem Teraz Rock. Niestety, zbyt późno zorientowałem się, że to czasopismo dodaje całkiem interesujące płytki CD - w sumie ukazało się ich pięć, ja posiadam ostatnie trzy. To typowa składanka rockowa, jakich wiele ukazuje się co miesiąc głównie w pismach niemieckich. Mamy więc i hard rock i gotyk i metal... Sporadycznie pojawia się też elektronika (to na następnych płytach). Ale dzięki temu miałem okazję zapoznać się z paroma nowymi wykonawcami oraz paroma starymi. Płytki słucha się nieźle, ale tak naprawdę to nie jest rzecz, do której będę wracał regularnie.

Nie mam tu raczej żadnych ulubionych utworów. Wręcz przeciwnie - jest tu parę kawałków, które wolę omijać z daleka jak nagrania Riverside, Lacrimosa, Hedone, Bruce Dickinson, Closterkeller, Frontside, Brand New Sin. Ich nagrania w tej składance są najsłabsze, ale na szczęście nie przeszkadzają w odbiorze.

Wydanie skromne, kartonik i płytka. Cóż, taki urok CeDeków dodawanych do pism.

Ocena muzyki: 2/5

Przód

Tył