piątek, 27 stycznia 2017

Rush - Grace Under Pressure (1984)

Data zakupu: 27 stycznia 2017 roku

Kiedyś nie lubiłem tego albumu. Nie było nawet specjalnego powodu, ale jakoś mnie irytował - a to klawisze nie takie jak trzeba, a to melodie nieciekawe, a to produkcja sterylna... Ale w końcu mi przeszło i obecnie lubię ten album, choć nadal nie należy do tych, po które sięgam najczęściej. Ot, dobry, poprawny album Rush. Ma momenty (szczególnie The Body Electric, Between the Wheels czy Distant Early Warning), ogólne brzmienie nie jest złe (choć już mocno zakorzenione w latach 80-tych), muzycy mają koszmarne fryzury... Fajna płyta, choć przeciętna.

Okładka nie przypadła mi do gustu - takie nie wiadomo co. W środku teksty, opis, dwa zdjęcia... Nic ciekawego.

Ocena: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

piątek, 13 stycznia 2017

The BWPP - Live At Klub Proxima, 23.04.16, Varsovia (Lizard 23)

Data zakupu: 19 grudnia 2016 roku

Album dorzucony do zimowej edycji Lizarda to koncert polskiego zespołu znanego jako The Black Water Panic Project. Podobno grają rock industrialny. Podobno, bo ja tego nie słyszę - słyszę tu tylko słabą odmianę alternatywnego rocka, zawierającego momentami elementy metalu i elektroniki, z bardzo słabym wokalistą i bardzo słabymi kompozycjami. Nudy niesamowite. Zresztą koncert można obejrzeć też na YouTube - każdy może ocenić.

Ocena: 1/5

Rozłożony kartonik

i środek kartonika

środa, 11 stycznia 2017

Jean-Michel Jarre - Oxygene (1976)

Data zakupu: 4 stycznia 2017 roku

Ciekawa sprawa z tym albumem: nigdy nie przepadałem za Jarre'm, jako dzieciak nawet nim gardziłem, uważając, że to co gra to najgorsza odmiana elektroniki zaraz po disco polo. Nie znałem prawie w ogóle jego płyt, parę utworów kojarzyłem i często nienawidziłem (Souvenir en China). Aczkolwiek kiedy puszczali te jego gigantyczne koncerty w TV, to lubiłem oglądać (choć muzyka nadal nie bardzo mi podchodziła). Dlatego też album Oxygene, ten najsłynniejszy, poznałem dopiero parę lat temu. Sięgnąłem po niego raczej z ciekawości, czym to się ludzie zachwycają. No i okazało się, że znam prawie wszystkie nagrania pochodzące z tej płyty. Otóż płyta ta była tak popularna, że w czasach PRL-u bardzo często wykorzystywano jej fragmenty jako tło w jakichś programach popularnonaukowych czy innych tego typu periodykach, zarówno w radio jak i TV. Szczególnie Oxygene 1 zapadł mi w pamięć. 

Po przesłuchaniu albumu stwierdziłem poza tym, że to kawał świetnej muzyki, rzeczywiście godny wszelkich entuzjastycznych ocen, album przełomowy, inspirujący i przemyślany. Jarre bardzo umiejętnie potrafił stworzyć fajne melodie, opierając się jedynie na syntezatorach (w przeciwieństwie do Tangerine Dream, którym melodie nie bardzo wychodziły). Wprowadził elektronikę na salony. Te wszystkie dźwięki, tak oryginalne i fascynujące zostają na zawsze w głowie i stąd jako dzieciak nasłuchawszy się ich wiele razy, od razu rozpoznawałem poszczególne fragmenty. Bardzo fajna płyta. A zwłaszcza Oxygene 1 (kosmiczne granie), Oxygene 2, Oxygene 4 (singlowy przebój) i Oxygene 6 (wspaniała rumba). Reszta też jest niezła, ale nie aż tak.

Wydanie mam bardzo zacne - reedycja z 2014 roku - z ładnym nadrukiem na CD, esejem w środku i fajnymi zdjęciami Jarre'a. 

Ocena: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

wtorek, 10 stycznia 2017

White Zombie - Supersexy Swingin' Sounds (1996)

Data zakupu: 30 grudnia 2016 roku

White Zombie istniał krótko, nagrał mało, a interesujących rzeczy jeszcze mniej. Supersexy... to zwieńczenie ich dyskografii, bo chwilę później zespół został zlikwidowany. Zwieńczenie nietypowe, gdyż album ten to zbiór remiksów utworów z Astro-Creep 2000. I, jak na warunki amerykańskie, całkiem niezły zbiór. Co prawda remikserów nie jest tu wielu, głównie rządzą Charlie Clouser (odpowiedzialny za partie klawiszy na wzmiankowanym albumie) oraz John Fryer. Ze znanych producentów mamy też The Dust Brothers (2 miksy) i P.M.Dawn (1 miks). Reszta, czyli The Damage Twins i Mike 'Hitman' Wilson nie są mi znani. W każdym razie warto mieć ten album głównie dla miksów Clousera - szczególnie otwierające dwa kawałki, znane już wcześniej z singli są godne uwagi. Reszta jest przyjemna, ale momentami mało odkrywcza (Blur the Technicolor). Ot, taki urok albumów z tamtych lat.

Ładna pani na okładce, parę innych pań także w środku - wystrój całkiem jak z Playboy'a.

Ocena: 3/5

Okładka - istnieje też wersja ocenzurowana

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki