poniedziałek, 24 listopada 2014

Kraftwerk - Computer World (1981)

Data zakupu: 21 listopada 2014 roku

Computer World to chyba moja ulubiona (obecnie) płyta Kraftwerku. Każdy utwór jest fajny, a przez fakt, że całość trwa niewiele ponad 34 minuty - nie nuży. Aranże są dość ascetyczne brzmieniowo, dłuższych momentów instrumentalnych jest niewiele (właściwie tylko w Computer Love), za to niektóre dźwięki zdecydowanie zdefiniowały brzmienie muzyki electro i szkoły "chicagowskiej" z późniejszych lat (zwłaszcza Home Computer i It's More Fun to Compute). Moim zdaniem to już jest regularne techno (It's More...), które tak naprawdę jeszcze nie istniało... A równocześnie, oprócz eksperymentów dźwiękowych, tak charakterystycznych dla Niemców (szczególnie Numbers i It's More...) mamy tu znakomite melodie (Computer World, Pocket Calculator, Computer Love), dowodzące, że nie samym eksperymentem ich muzyka stała. Znakomita płyta.

Wydanie z 2003 roku, płyta funkiel-nówka-nie-śmigana, choć chyba nie nowa. W dodatku udało mi się ją zdobyć za niesamowicie niską cenę 38 zł (z przesyłką!), co jest bardzo rzadko spotykane, jeżeli chodzi o klasyczne albumy Kraftwerku. Fajne retro zdjęcia we wkładce, opisy szczątkowe i ascetyczne. Mniam!

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

środa, 19 listopada 2014

Mark Kelson - Resurgence - Lizard 16 (jesień 2014)

Data zakupu: 17 listopada 2014 roku

Kiedy parę miesięcy temu dowiedziałem się, że w następnym Lizardzie ma się znaleźć solowa płyta muzyka znanego m.in. z Alternative 4, to nie byłem zbytnio przekonany do tego pomysłu. Najczęściej solowe albumy muzyków, udzielających się wcześniej w różnych zespołach, nie wypadały zbyt interesująco, będące jedynie bladym odbiciem nagrań macierzystych zespołów, najczęściej mało oryginalne i nużące. A tu proszę - spore zaskoczenie. 

Mark Kelson nagrał naprawdę niezły album, bez zbędnych dłużyzn, nie pozbawiony rockowego pazura, ale też operujący ciekawymi klimatami. W dodatku, co jest moim zdaniem wielkim osiągnięciem, Kelson zagrał sam na wszystkich instrumentach i w dodatku zaśpiewał. A zagrał naprawdę dobrze! Gość potrafi wycinać niezłe solówki gitarowe i klawiszowe, jedynie co do brzmienia perkusji mógłbym się przyczepić - zbyt głośny werbel troszkę wierci w uchu w My Own Degradation. Ale poza tym mamy tu sporo progrockowego, konkretnego grania. I, co ciekawe, żywsze rytmy raczej dominują. Właściwie jest tu tylko jedna ballada, Ocean Blue, w dodatku o ciekawej melodii. Album nie jest zbyt długi (niewiele ponad 45 minut), więc nie nuży i słucha się go naprawdę przyjemnie.

Album został wydany doskonale. Razem z pismem otrzymujemy płytę CD (co oczywiste), wkładkę do zwykłego pudełka CD (zadrukowaną z dwóch stron!) oraz 12-stronicową książeczkę! Dzięki temu, po włożeniu wszystkiego do pudełka dostajemy pełnoprawną płytę kompaktową, którą spokojnie możemy postawić na półce. Widoczne jest to na poniższych zdjęciach. Brawo dla redakcji za takie wydanie!

Szkoda tylko, że pozostaje mi pewien niesmak - numer jesienny ukazał się dopiero teraz, kiedy powinniśmy trzymać w ręku już numer zimowy - pewnie oznacza to, iż kolejny numer otrzymamy dopiero w przyszłym roku. Wielka szkoda - ciągłe obsuwy w wydawaniu kolejnych numerów stają się niepokojące. No i to, na co ponarzekałem na ich fejsie - masa błędów w nazwach zespołów, płyt, literówek i błędów gramatycznych. Korekta w Lizardzie nie istnieje. Oby, jak zapewnił mnie naczelny, poprawiło się to w następnych wydaniach - bo merytorycznie jest to nadal pismo na bardzo wysokim poziomie.

Ocena muzyki: 3/5

W takiej postaci płyta została zamieszczona w piśmie

Druga strona

A tu już wszystko włożone w pudełko - przód

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

czwartek, 6 listopada 2014

Nine Inch Nails - The Downward Spiral (1994)

Data pierwszego zakupu: 29 lutego 1995 roku
Data drugiego zakupu: 5 sierpnia 1999 roku
Data ponownego zakupu: 4 listopada 2014 roku

Powyższe daty doskonale pokazują mój stosunek do tego zespołu - albo go uwielbiałem, albo nienawidziłem. Nie wiem czemu, bo w końcu to naprawdę dobry wykonawca, a niektóre nagrania NIN uwielbiam do dzisiaj. W każdym razie już nie będę się pozbywał ich płyt.

The Downward Spiral to album, który mnie powalił na ziemię. Czegoś takiego nie słyszałem nigdy wcześniej, dlatego długo szukałem szczęki na podłodze po zakończeniu przesłuchiwania. Bardzo agresywny, przy czym niesamowicie bogaty w brzmienia, dzięki bardzo ciekawym pomysłom Reznora na wykorzystanie elektroniki. Spokojnie można stwierdzić, że ten album zmienił podejście do brzmienia wielu zespołów z kręgów electro popu, future popu i industrialu. Metalowa agresja, ale zarazem bardzo chwytliwe melodie, w połączeniu z doskonałym wokalem Reznora. Właśnie, muszę przyznać, że po pierwsze Trent jest jednym z najlepszych rockowych wokalistów jakich znam, a po drugie ma fenomenalną dykcję. Naprawdę, jest to jeden z niewielu wokalistów, którego bardzo łatwo zrozumieć, pomimo wielu różnych sposobów śpiewania. Inni mogą się spokojnie uczyć od niego wymowy. 

Przez ładnych parę lat The Downward Spiral znajdował się u mnie w pierwszej trójce albumów wszechczasów (przed T.V. Sky The Young Gods i za Within the Realm of a Dying Sun Dead Can Dance - nawet stworzyłem sobie taką fajną zbitkę - Within the Downward Sky). Później moje zainteresowania poszły w innym kierunku, dlatego też NIN popadł w niełaskę. Obecnie jednak żywię do niego ciepłe uczucia. Parę nagrań co prawda nie wytrzymało próby czasu (Heresy, A Warm Place, Reptile, Mr. Self Destruct), ale inne nadal robią na mnie wielkie wrażenie (I Do Not Want This, Big Man With a Gun, Eraser, Piggy, The Downward Spiral). Cała płyta jest naprawdę dobra i wracam do niej z przyjemnością.

Zarzekałem się, że zakupię wersję Deluxe z 2004 roku, ale po przeanalizowaniu drugiej płyty, wszystkich jej plusów (sporo fajnych nagrań z różnych miejsc na jednej płycie) i minusów (wielu fajnych nagrań brakuje), postanowiłem jednak zakupić wydanie podstawowe (dostępne za dużo mniejsze pieniądze), a w przyszłości uzupełnić je może nawet o Further Down the Spiral, płytę z remiksami z 1995 roku. Dlatego też po raz trzeci mam to samo wydanie. I tu zaskoczenie - nie wiem, czy to celowe, czy błąd, ale cała książeczka jest w ciemniejszej tonacji niż poprzednie wydania. Trochę szkoda, bo logo NIN z okładki książeczki zawsze wyglądało fajnie, a obecnie jest mniej czytelne. W ogóle cały design płyty uważam za doskonały - świetne zdjęcia, doskonały pomysł z umieszczeniem tekstów utworów po jednym na każdej stronie (a czasami na dwóch). Przy każdym utworze informacji o producencie i dodatkowych muzykach - a jest ich sporo, m.in. Adrian Belew z King Crimson, Tommy Lee z Motley Crue i Stephen Perkins z Jane's Addiction. No i to ciekawe opakowanie - nie spotkałem się z żadnym albumem, który byłby w pudełku singlowym wsadzonym w pudełko.

Ocena: 4/5 | Link do Spotify

Przód

Tył

Bok

Pudełko + zawartość

Płytka

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1 - dopiero tu jest spis utworów

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

Wnętrze książeczki 8

Wnętrze książeczki 9

Wnętrze książeczki 10

Wnętrze książeczki 11

Wnętrze książeczki 12

Wnętrze książeczki 13

wtorek, 4 listopada 2014

Tangerine Dream - Phaedra (1974)

Data zakupu: 3 listopada 2014 roku

Ten album stworzył z zespołu Tangerine Dream gwiazdę. Wielki sukces, głównie w Wielkiej Brytanii, a potem w reszcie świata. Właściwie nie do końca wiem czemu. Ktoś na Discogsie napisał, że wczesne nagrania TD brzmią, jakby amatorzy, nie mający kompletnie pojęcia o graniu, zabrali się za tworzenie muzyki, grając coś, co brzmi jak kocia melodia, ale przez nich nazywana "awangardą". Coś w tym jest, na szczęście na Phaedrze pojawia się to, czego moim zdaniem brakuje na poprzednich albumach - melodie. Szczególnie Mysterious Semblance at the Strand of Nightmares ma prostą, ale całkiem przyjemną melodię, zapadającą w pamięć. Poza tym po raz pierwszy pojawia się w nagraniach wyrazisty rytm, generowany przez sekwencery (Phaedra Movements of a Visionary). Co prawda nadal we wszystkich nagraniach słychać, że muzycy nie są aż tak biegli w graniu, ale udaje im się stworzyć naprawdę fajny, mroczny klimat, no i całość ma naprawdę sporo uroku. To naprawdę dobry album.

Zakupiłem wydanie z 1995 roku, dzięki czemu we wkładce z jednej strony jest krótki esej o zespole (szkoda, że nie o samej płycie), a z drugiej okładki wszystkich albumów TD wydanych przez Virgin. Poza tym jest skromnie, ale nie brakuje żadnych niezbędnych informacji.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki