wtorek, 9 sierpnia 2016

Rush - Power Windows (1985)

Data zakupu: 6 sierpnia 2016 roku

Aby płycie Afterburner zespołu ZZ Top nie było smutno, że jest (jak dotąd) jedyną bardzo plastikową odmianą rocka w mojej kolekcji, dziś kolejny plastik, czyli Power Windows Rush. Na całej płycie klawisze dominują, wygrywają melodie, tworzą tło, a nawet wpływają na brzmienie bębnów (Peart gra tutaj bardzo dużo na elektronicznych bębnach Simmonsa). Dzięki temu zespół osiągnął charakterystyczne brzmienie lat 80-tych. Nawet gitara przeszła bardziej w tło, w dodatku gra prawie wyłącznie w wysokim rejestrze. Na szczęście nadal słychać, że jest to Rush. Oprócz głosy Geddy'ego Lee mamy skomplikowane rytmy, połamane partie basu (lub syntezatora basowego) i charakterystyczne linie melodyczne. Fajne granie, właśnie dzięki temu. Co prawda niekiedy partie klawiszy się mocno zestarzały (Grand Designs, Emotion Detector), a brzmienie jest nieco za bardzo sterylne, to lubię ten album. Lifeson czasem pokazuje pazura (Territories), Peart nie przypomina automatu perkusyjnego, a Lee potrafi nawet ładniej zaśpiewać (The Big Money, Mystic Rhythms). 

Okładka ciekawa, zawsze się zastanawiałem, o co temu gościowi chodzi. W środku standard - teksty, zdjęcia muzyków (okropne fryzury), lista płac... Nic wielkiego.

Ocena: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

piątek, 5 sierpnia 2016

Rush - Signals (1982)

Data zakupu: 2 sierpnia 2016 roku

Rush powoli wyrasta na jeden z moich ulubionych zespołów. Mam paru takich wykonawców, których tak lubię, że czasem nawet akceptuję ich słabe płyty. W końcu nawet taki słaby Noctourniquet The Mars Volta polubiłem i znalazłem w nim coś ciekawego. Tak już mam. Nie inaczej zaczyna być z Rush. Nagrali sporo płyt, w tym kilka, których naprawdę nie lubię (Presto, Hold Your Fire, Vapor Trails), ale być może kiedyś się to zmieni i nawet te zaakceptuję. Podobnie było w przypadku Signals i innych płyt z lat 80-tych. Uważałem, że koncertówka A Show of Hands wystarczy w zupełności jako ogarnięcie tematu tamtej dekady. A jednak przekonałem się i do Signals i do Grace Under Pressure i do Power Windows... Jedynie Hold Your Fire nadal mnie odrzuca.

Album Signals słuchany zaraz po Moving Pictures może trochę dziwić - jeden rok różnicy, a muzyka dość odmienna - bardziej piosenkowa, bez elementów progresywnych, nagrania są raczej krótkie, pojawia się więcej elementów reggae (Digital Man)... No i syntezatory - prawie całkowicie cyfrowe, zamiast analogowych, ciepłych brzmień. I jest ich sporo. Dlatego też w pierwszym momencie nie byłem do tej płyty przekonany. Ale z czasem okazało się, że jest tu sporo dobrej muzyki. Singlowy Subdivisions czaruje niezłymi partiami klawiszowymi i połamanym rytmem, Chemistry to znowu świetne granie unisono klawiszy i gitary, Losing It czaruje doskonałą partią elektrycznych skrzypiec (gościnnie Ben Mink z FM). Natomiast prawdziwą perełką jest The Weapon, szczególnie w środkowej, instrumentalnej części, kiedy syntezatory i gitary tworzą cudowny, nastrojowy dialog. Reszta nagrań też nie jest zła, choć czasami zdarza im się popełnić lekko popowy banał (New World Man). Ale ogólnie przyzwoita płyta, choć nie dorasta do pięt poprzedzającym ją Moving Pictures i Permanent Waves.

Jak na remastery Rush wkładka jest wypasiona - aż cztery kartki!! Oczywiście są wszystkie teksty, zdjęcia muzyków i trochę informacji. Bardzo podoba mi się okładka - prosta i wyrazista.

Ocena: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

wtorek, 2 sierpnia 2016

ZZ Top - Afterburner (1985)

Data zakupu: 21 lipca 2016 roku

To podobno najbardziej przebojowa płyta ZZ Top - tak przynajmniej twierdził kiedyś miesięcznik "Tylko Rock" (lata temu). Na pewno znajduje się na niej najbardziej znany utwór ZZ Top czyli ballada Rough Boy. Całkiem niezła, ze świetną solówką gitarową i fajnymi klawiszami. No właśnie, to są te dwie cechy charakteryzujące ten album - bardzo dobre partie gitary i całe mnóstwo syntezatorów. I w ogóle piosenki są proste i w dodatku prawie każda została stworzona wg tego samego schematu - zwrotka, refren, zwrotka, refren, solówka, refren, solówka, wyciszenie. Wszystko zgodnie z modą lat 80-tych. Dla mnie to kwintesencja kiczu, który czasami... bardzo lubię. Może to sentyment, może miłe skojarzenia... W każdym razie są takie albumy, które aż zajeżdżają plastikiem i to właśnie mnie cieszy. Widocznie już jestem baaaaardzo stary...

Wydanie dość skromne, w środku tylko niezbędne informacje. Zawsze lubiłem za to okładkę płyty - taka kosmiczna, jak lubię. No i świetnie wkomponowane twarze muzyków...

Ocena: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek
Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Płyta CD i kaseta