środa, 29 lipca 2015

Rush - Caress of Steel (1975)

Data zakupu: 3 lipca 2015 roku

Z pierwszym okresem działalności zespołu Rush mam pewien problem. Uwielbiana i chwalona przez wszystkich płyta 2112 nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Debiut uważam za bardzo słaby, Fly by Night ma momenty, ale mało. Natomiast Caress of Steel podoba mi się najbardziej. Są i fajne riffy (The Necromancer, A Fountain of Lamneth), niezłe melodie, ciekawe pomysły. Niektórzy mówią, że płyta jest nudna. Dla mnie nie jest, szczególnie te długie fragmenty są naprawdę niezłe i to pomimo tego, że poszczególne części suity A Fountain of Lamneth są poprzedzielane ciszą. Ma to swój urok. Krótkie kawałki też są niezłe i nawet kojarzą mi się z późniejszymi dokonaniami Rush (szczególnie Lakeside Park). Fajny album.

Natomiast strona wizualna wypada bardzo słabo. Mało czytelna okładka, powtórzone nazwa zespołu i tytuł płyty na tylnej części okładki. Absolutnym skandalem są prawie nieczytelne napisy wewnątrz wkładki, bez lupy nie ma co podchodzić do czytania tekstów utworów.

Ocena muzyki: 3/5 | Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

czwartek, 16 lipca 2015

Przemysław Rudź - Hypnotized (Lizard 18)

Data zakupu: 22 czerwca 2015 roku

Druga płyta dodana do ostatniego Lizarda. Twórczość Przemysława Rudzia nie była mi znana wcześniej, o jego dokonaniach dowiadywałem się właściwie jedynie z recenzji płyt, których naprodukował już sporo - co nie wróżyło zbyt dobrze. Na Hypnotized znajdziemy kilka utworów utrzymanych w konwencji ambientu. Nie jest to granie ani zbyt oryginalne, ani porywające, ani też specjalnie ambitne. Być może tak właśnie miało być. Owszem całość jest dobrze zagrana, nagrana i zaaranżowana, ale, jak to mówią, wpada jednym uchem, wypada drugim. Typowy ambient. Co prawda lubię ten gatunek, ale płyta Hypnotized nie ma dla mnie "tego czegoś". Poprawne granie i tyle.

Wydanie ładne, tym razem wymagało wsadzenia całości w pudełko. Jest nawet kilkustronicowa wkładka z postacią Rudzia oraz autora obrazów (wszystkie utwory powstały jako inspiracja obrazami).

Ocena muzyki: 2/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

środa, 1 lipca 2015

Unicorn - Unicorn (Lizard 18)

Data zakupu: 22 czerwca 2015 roku

W końcu ukazał się wiosenny (sic!) numer magazynu Lizard. Wyszedł co prawda pod sam koniec wiosny, więc jest to właściwie numer letni. Wydawcy zastanawiają się czy numeru letniego nie połączyć z jesiennym i wydać numer podwójny. Zobaczymy. 

Najnowszy numer jest grubszy i, w końcu, zawiera więcej tekstu niż zdjęć. Naprawdę jest o czym poczytać, w dodatku bardzo wiele ciekawych artykułów, o wykonawcach, którzy mnie interesują (przede wszystkim Robert Fripp, historia jedynej płyty duetu McDonald and Giles, wywiad ze Stevenem Wilsonem, wywiad z Mike'm Howlettem, basistą Gong, artykuł o Hawkwind... sporo tego). Co prawda recenzji płyt jest mniej, ale za to zyskały na długości. Bardzo fajny numer.

No i płyty. Tak, tym razem do pisma dorzucono dwa krążki. Jednym z nich jest 4-utworowa EPka nowego zespołu wokalisty Love De Vice. Jak czytamy w wywiadzie, zamieszczonym w piśmie, Unicorn to takie bardziej klasycznie progresywne granie. Nie do końca się z tym zgadzam. Dostaliśmy po prostu 4 rockowe piosenki, które często skłaniają się ku popowi. Owszem, są dobrze zaaranżowane i zagrane, poprawnie zaśpiewane, ale poza tym nie robią na mnie dużego wrażenia. Wszystko to już było i to wielokrotnie. Raczej nie będę wracał do tych nagrań - można posłuchać, ale po przesłuchaniu niewiele zostaje w głowie. Może jedynie ballada Too Old, mocno kojarząca mi się z Pink Floydem ery Rogera Watersa - idealnie pasowałaby na album The Final Cut.

Wydanie w kartoniku - domyślam się, że to standardowe wydanie promocyjne, po prostu dorzucone do pisma jako gratis.

Ocena muzyki: 2/5

Przód

Tył

Płyta CD