czwartek, 24 września 2015

Queens of the Stone Age - R (2000)

Data zakupu: 31 sierpnia 2015 roku

Tak naprawdę kariera QOTSA zaczęła się właśnie od tego albumu. The Lost Art of Keeping a Secret oraz przede wszystkim Feel Good Hit of the Summer to przeboje, które uczyniły z zespołu gwiazdę. A później poszybowali jeszcze wyżej... Ale już beze mnie. Album R podobał mi się nawet bardzo, szczególnie, że wtedy słuchałem bardzo mało muzyki rockowej. Płyta ta ma szczególny urok, nawet pomimo faktu, że jest to właściwie proste, rockowe granie, bez silenia się na jakieś szczególne ambicje (z dwoma wyjątkami). Mamy więc proste, prawie punkowe granie (Quick and to the Pointless, Feel Good Hit of the Summer, Tension Head), ładne piosenki (The Lost Art of Keeping a Secret, Leg of Lamb), czasem bardziej dynamiczne (Monsters in the Parasol) instrumentalne prawie country (Lightning Song), a także dwie smutne ballady (Autopilot, In the Fade) z gościnnym udziałem Marka Lanegana (ze Screaming Trees). Wyjątki to przede wszystkim Better Living Through Chemistry ze świetną partią instrumentalno-wokalno w środku oraz końcowy I Think I Lost My Headache z dęciakami i połamanym rytmem. Bardzo fajna płyta, ale późniejsze już mi nie podeszły.

Wydanie skromne, trochę zdjęć, opis utworów (bez tekstów), tylko to co niezbędne. Okładka skromna i to celowo - jest to odpowiedź na cenzurę ich debiutu, na którym znalazła się ponętna (ale ubrana) pani. Mimo to ją ocenzurowali, co wkurzyło lidera, Josha Homme'a. Stąd taka okładka ich drugiego albumu i zarazem tytuł - R - Restricted to Everyone, Everywhere.

Ocena muzyki: 3/5 | Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3


środa, 23 września 2015

SBB - 22.10.1977, Göttingen, Alte Ziegelei (2004)

Data zakupu: 30 lipca 2015 roku

SBB wydało wiele koncertówek z archiwalnymi i bieżącymi nagraniami. Ta podoba mi się najbardziej. Koncert jest typowy dla tamtych lat - muzyka trwa nieprzerwanie aż do końca (utwór Coda) podstawowego setu. Jedynie bonusowy bis jest oddzielnym kawałkiem. Słucha się tego niesamowicie: muzycy kompilują swój koncert w fragmentów innych utworów umiejętnie łącząc je i mieszając. Bardzo ciekawie wypadają nagrania jeszcze nieskończone jak Follow My Dream w wersji instrumentalnej i mocno odbiegającej od tego, co znamy z płyty studyjnej. Nie brakuje oczywiście solówek na basie i perkusji (które regularnie pomijam słuchając płyt zespołu - są nudne i na pewno lepiej wypadają, kiedy koncert się ogląda). Jest też sporo improwizacji - osobiście przepadam za doskonałą końcówką (Coda) w której Skrzek szaleje na Moogu w sposób wspaniały. Jakość dźwięku jest naprawdę dobra i nie ma się czego przyczepić.

Natomiast poligrafia to absolutna pomyłka. Pomyłka, bo tylko to tłumaczy fakt, że spis utworów i część tekstu w książeczce jest kompletnie nieczytelna, tak, jakby brakło częściowo farby. W dodatku brakuje ta polskich liter. Ewidentny błąd grafika lub drukarni. Szkoda, bo pozostała część nie odbiega od standardu wyznaczonego przez Metal Mind Productions - klimatyczne zdjęcia, ciekawy esej Wilczyńskiego i ładnie wydany digipak.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3 - jedyny w miarę czytelny fragment tekstu