środa, 11 stycznia 2017

Jean-Michel Jarre - Oxygene (1976)

Data zakupu: 4 stycznia 2017 roku

Ciekawa sprawa z tym albumem: nigdy nie przepadałem za Jarre'm, jako dzieciak nawet nim gardziłem, uważając, że to co gra to najgorsza odmiana elektroniki zaraz po disco polo. Nie znałem prawie w ogóle jego płyt, parę utworów kojarzyłem i często nienawidziłem (Souvenir en China). Aczkolwiek kiedy puszczali te jego gigantyczne koncerty w TV, to lubiłem oglądać (choć muzyka nadal nie bardzo mi podchodziła). Dlatego też album Oxygene, ten najsłynniejszy, poznałem dopiero parę lat temu. Sięgnąłem po niego raczej z ciekawości, czym to się ludzie zachwycają. No i okazało się, że znam prawie wszystkie nagrania pochodzące z tej płyty. Otóż płyta ta była tak popularna, że w czasach PRL-u bardzo często wykorzystywano jej fragmenty jako tło w jakichś programach popularnonaukowych czy innych tego typu periodykach, zarówno w radio jak i TV. Szczególnie Oxygene 1 zapadł mi w pamięć. 

Po przesłuchaniu albumu stwierdziłem poza tym, że to kawał świetnej muzyki, rzeczywiście godny wszelkich entuzjastycznych ocen, album przełomowy, inspirujący i przemyślany. Jarre bardzo umiejętnie potrafił stworzyć fajne melodie, opierając się jedynie na syntezatorach (w przeciwieństwie do Tangerine Dream, którym melodie nie bardzo wychodziły). Wprowadził elektronikę na salony. Te wszystkie dźwięki, tak oryginalne i fascynujące zostają na zawsze w głowie i stąd jako dzieciak nasłuchawszy się ich wiele razy, od razu rozpoznawałem poszczególne fragmenty. Bardzo fajna płyta. A zwłaszcza Oxygene 1 (kosmiczne granie), Oxygene 2, Oxygene 4 (singlowy przebój) i Oxygene 6 (wspaniała rumba). Reszta też jest niezła, ale nie aż tak.

Wydanie mam bardzo zacne - reedycja z 2014 roku - z ładnym nadrukiem na CD, esejem w środku i fajnymi zdjęciami Jarre'a. 

Ocena: 3/5

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz