czwartek, 18 czerwca 2015

Sepultura - Roots (1996)

Data zakupu: 3 czerwca 2015 roku

Moja mała półeczka płyt metalowych znowu się powiększyła. Z zespołem Sepultura przed płytą Roots nie miałem zbytnio do czynienia - death metal to nie moja bajka. Ale ten album, nie da się ukryć, że chyba najpopularniejszy w ich historii, okazał się bardzo zjadliwy. Deathu tu właściwie nie ma, jest za to sporo fajnego bujania (w Wikipedii określają to jako groove metal), głównie w warstwie rytmicznej. W dodatku Max się fajnie drze, a nie growluje czy skrzeczy, jak to niektórzy lubią czynić (przykładowo Enslaved - fajna muza i koszmarny skrzek zamiast wokalu). Lato 1996 roku było pełne Sepultury (dla mnie).

Album zawiera sporo smaczków, które lubię - zniekształcona końcówka Breed Apart, fajny, instrumentalny początek Straighthate, industrialne motywy w Lookaway, plemienne rytmy w Attitude i Ratamahatta... No i to słynne wykorzystanie brazylijskiego plemienia Indian i ich śpiewy w Born Stubborn i Itsari. Absolutny majstersztyk. Z jednej strony szkoda, że Max odszedł od Sepultury, bo Kisser to dobry gitarzysta i razem by może stworzyli parę ciekawych płyt. Ale z drugiej strony debiut Soulfly to rozwinięcie pomysłów z Roots i fajnie, że powstał. Z Kisserem może by go nie było. To jednak już temat na inną recenzję.

Wydanie skromne, tradycyjne (choć wersji rozszerzonych wyszło od groma). Okładka fajna, kolorystyka i ogólny design świetne. Podobają mi się teksty utworów zamieszczone w postaci karteczek i notatek. No i to zdjęcie zespołu w wiosce Indian - niesamowite.

Ocena muzyki: 4/5 | Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz