poniedziałek, 30 maja 2016

Front Line Assembly - Millennium (1994)

Data zakupu: 27 maja 2016 roku

Przyszły gorące dni, nabrałem więc ochoty na mocniejsze granie. A jak mocniejsze - to głównie z lat 90-tych, czyli lat młodości... Płyta Millennium była nietypowa w karierze duetu Front Line Assembly. Wcześniej grali jedynie future pop, EBM czy inne elektroniczno-wokalne granie spod znaku Front 242, Skinny Puppy czy Nitzer Ebb. Jednakże w 1993 roku skumali się z death metalową kapelą Fear Factory. I zarazili się riffowanym, gitarowym graniem (a FF zarazili się elektroniką). Kiedy więc przystąpili do nagrywania kolejnego albumu, wykorzystali sporo sampli (np. Metallicę) oraz gitarzystę Devina Townsenda nagrywającego w sali obok. Dzięki temu powstała najmocniejsza płyta w ich historii, która okazała się zarazem także najbardziej znanym ich albumem, najdroższym i... najlepiej sprzedającym się w całej historii zespołu.

Sam zacząłem przygodę z tą kapelą właśnie od tej płyty. Mocne riffy, twarde rytmy (z automatu), sporo klawiszy, znośny wokal i niezłe melodie, to właśnie to, co podoba mi się najbardziej na tej płycie. No i sample!! Całe mnóstwo sampli, głównie z filmów grozy (np. Hellraiser III), szczególnie słyszalne w Sex Offender - najlepszym, prawie całkowicie instrumentalnym utworze na płycie. Cały album ma zresztą niepowtarzalny, niesamowity klimat. Utwory łączą się ze sobą, dostajemy ponad godzinę fajnego grania z pogranicza industrialu, metalu i elektroniki. Co prawda utwory z czasem zaczynają się wydawać podobne do siebie, a niektóre zawierają średnio udane elementy (rap w Victim of a Criminal). Ale ta powtarzalność patentów i melodii to grzech całego tego gatunku - ciężko wymyślić coś nowego. Jak ktoś za tym przepada to ok. Innym może to przeszkadzać. Osobiście lubię zaledwie parę pozycji typu future pop np. Judgement VNV Nation, Skyshaper Covenant czy Speak in Storms Seabound.

Tak naprawdę skusiłem się na zakup już teraz ze względu na fakt, że jest to limitowana edycja (zaledwie 2000 egzemplarzy), wydana jedynie w Polsce przez Metal Mind Productions, w dodatku za śmieszną cenę 20 zł (na Discogsie ceny zaczynają się od 15 euro). Na drugiej płytce CD dostajemy dwa single promujące album. Oprócz słabych remiksów, będących głównie wariacją na temat lub zakamuflowanymi wersjami radiowymi, mamy też dwa utwory poza płytowe. Raczej nie wnoszące nic nowego do obrazu płyty. Wydanie jest bardzo eleganckie - ładny digipak, bogata książeczka, z ciekawym esejem i komentarzem Rhysa Fulbera. Bardzo fajne wydanie.

Ocena muzyki: 3/5

Zafoliowana płyta z naklejką informacyjną

Przód

Tył - w prawym dolnym rogu nr egzemplarza

Bok

Digipak rozłożony na raz - po lewej książeczka w kieszonce

Rozłożony digipak

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz