wtorek, 1 lipca 2014

Kraftwerk - The Man-Machine (1978)

Data zakupu: 25 czerwca 2014 roku

Moja przygoda z Kraftwerkiem zaczęła się w czasach pirackich kaset, kiedy to na topie był album The Mix. Nie znałem jeszcze wtedy twórczości tego zespołu (jak się później okazała coś jednak znałem), a że była to łatwo dostępna, najnowsza pozycja, więc dokonałem zakupu tej kasety. Spodobała mi się - takie fajne, nowoczesne brzmienia, ładne melodie, długie kompozycje... Zapragnąłem czegoś więcej, więc szybko zostałem posiadaczem kolejnych kaset - Autobahn, Trans Europa Express i Electric Cafe. Po pozostałe pozycje udałem się do wypożyczalni płyt CD. No i trafiłem między innymi na Die Mensch-Maschine (czyli niemieckojęzyczną wersję opisywanej płyty).

Od razu się okazało, że przebój The Model oczywiście znam i to bardzo dobrze - w końcu to największy przebój zespołu. Za to wielkim zaskoczeniem była dla mnie oryginalna wersja The Robots - na płycie The Mix zyskała żywsze tempo i więcej dźwięków. Do dzisiaj wolę jednak zmiksowaną wersję - oryginał wydaje mi się zbyt powolny. Bardzo spodobały mi się za to utwory Spacelab, Metropolis i Neon Lights. Dwa pierwsze to znakomite, instrumentalne nagrania, ze wspaniałymi, analogowymi brzmieniami i miłymi melodiami. Natomiast ten trzeci ma tak fenomenalną partię instrumentalną, że do dziś ją uwielbiam. Najsłabiej w całym zestawie wypada utwór tytułowy - powolny, mechaniczny, lekko nudnawy. Nie zmienia to jednak faktu, że to album znakomity i bardzo go lubię. Cudowne analogowe brzmienia nie zestarzała się nic a nic.

A co ciekawe - będąc po wielkim wrażeniem zespołu Yello, z zaskoczeniem zauważyłem jak wiele patentów, nie tylko brzmieniowych, muzycy ze Szwajcarii zapożyczyli od niemieckiej kapeli. Doprawdy, niektóre patenty zostały dosłownie zerżnięte (np. motyw basu z Metropolis jest prawie identyczny z motywem w Ciel Ouvert Yello). W sumie się nie dziwię - The Man-Machine oraz późniejsza Computerworld to chyba najbardziej znane i wpływowe albumy Kraftwerku. Kto w końcu grał electropop w 1978 roku? Mało kto, a już na pewno nie na takim poziomie. 

Okładka może mało ciekawa, ale design już niezły. Rysunki inspirowane grafikami El Lissitzky'ego, fajne umieszczenie napisów... Jakoś mi się to podoba. Posiadam wydanie stare, pierwszy raz ukazało się na rynku w 1987 roku - moje tłoczenie jest z 1995 roku. Ma to sporo uroku, którego brakuje remasterom. Niestety, nie udało mi się kupić wersji niemieckojęzycznej - te chodzą dwa razy drożej. Ale w sumie to bez znaczenia. Ciekawostka - przy Spacelab i Metropolis Ralf Hutter jest wymieniony jako autor słów, ale w obu nagraniach jedyne słowa jakie padają to tytuły nagrań. 

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył i wspomniane grafiki

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz