wtorek, 25 marca 2014

Propaganda - 1234 (1990)

Data zakupu: 12 lutego 2014 roku

Jedna z moich ulubionych płyt 1990 roku. Poznałem ją dzięki starszej siostrze, która zauroczona pierwszym przebojem z albumu, Heaven Give Me Words, zakupiła piracką kasetę. Na początku nie bardzo się nią interesowałem, ale kiedy posłuchałem Vicious Circle, wiedziałem, że to coś lepszego... A potem poznałem Ministry of Fear. Ale o tym poniżej.

Większość ludzi kojarzy Propagandę z pierwszej płyty, wydanej w wytwórni ZTT, słynącej ze świetnej produkcji, przebojowości i stworzenia... remiksów. Nazwy takich wykonawców jak Frankie Goes to Hollywood, Seal, 808 State czy Art of Noise mówią same za siebie. Propaganda wydała swój debiut, miała parę przebojów i zamilkła na parę lat. Odrodziła się w kompletnie innych składzie - z oryginału pozostał jedynie klawiszowiec Michael Mertens. Do nagrania drugiego albumu sygnowanego nazwą Propaganda zaprosił całe mnóstwo muzyków kojarzonych z baaaardzo znanymi nazwami jak Pink Floyd, King Crimson, Simple Minds czy Tears for Fears. Tak, tak, na tym albumie grają David Gilmour (choć tylko w jednym kawałku) oraz Mel Collins - saksofonista King Crimson na dwóch albumach (też tylko w jednym kawałku). Poza tym pojawiają się też William Orbit (znany choćby ze współpracy z Madonną, ale też z The Cure) czy Felix Kendall (ceniony producent muzyki tanecznej z lat 80-tych). Dzięki temu powstał album dość różnorodny, choć raczej jednoznacznie electropopowy, w dodatku doskonale wyprodukowany. A dwa single z płyty były nawet numerami jeden na Liście Przebojów Trójki (Heaven Give Me Words i Only One Word). 

Ale to nie popowe melodie śpiewane przez posiadaczkę ładnego głosu Betsi Miller zachwyciły mnie w dawnych czasach. Zrobiły to 3 utwory: po pierwsze Your Wildlife - taneczny kawałek, mocno przypominający dokonania Frankie Goes to Hollywood, ze sporymi zmianami nastroju i świetnymi partiami instrumentalnymi. Po drugie La Carne, La Morte e il Diavolo - instrumentalny, ambientowy utwór, w stylu Vangelisa, z piękną melodią i świetną partią trąbki. No i po trzecie - i najważniejsze - Ministry of Fear. Ponad 7 minut genialnej, elektroniczno-rockowej galopady (utwór prawie całkowicie instrumentalnty) o fenomenalnym nastroju i rozwiązaniach aranżacyjnych, okraszony saksofonem Collinsa. Po prostu idealny przykład ambitnego popu.

Ale reszta utworów nie odbiega zbytnio od tych trzech. Owszem How Much Love, Wound in My Heart i Only One Word to miłe popowe kawałki nie wyróżniające się zbytnio na tle innych, ale za to ładnie zaaranżowane, doskonale zagrane i świetnie brzmiące. Natomiast Vicious Circle to już doskonały utwór, trochę w stylu Mylene Farmer - mroczny i niepokojący.

Wydanie typowe dla tamtych lat - gruba książeczka z tekstami utworów i listą płac (choć zdarzają się pomyłki - Collins wpisany jest pod Wound in My Heart, gdy tymczasem słyszymy go w Ministry of Fear). Okładka dziwna, ale fajnie, że w środku jest wytłumaczone co to jest. Zdjęcia muzyków takie sobie.

Ocena muzyki: 4/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz