czwartek, 12 grudnia 2013

Prince and the Revolution - Parade (1986)

Data zakupu: 10 stycznia 2012 roku

Rok 2012 okazał się dla mnie być rokiem Prince'a - dokonałem zakupu jego 9 płyt (z czego już dwie opisałem). W 2013 tylko 2. Jak widać braki w kolekcji miałem dość spore...

Płyta Parade już na zawsze będzie się mi kojarzyć z pewną koleżanką z liceum. Otóż oprócz mnie była ona jedyną fanką Księcia w całej klasie. Kiedy się dowiedziała, że posiadam wiele jego płyt, zaraz mnie poprosiła o tą, na której jest piosenka Girls & Boys - przy czym nie znała tytułu piosenki, tylko bardziej melodię. Miałem ją nagraną na kasecie marki Raks (taki chińczyk), w dodatku okazało się, że dźwięk na niej mocno falował, a z upływem czasu dźwięk stawał się coraz bardziej przytłumiony. Dlatego też rzadko słuchałem tej płyty w tamtym okresie. Doceniłem ją właściwie dopiero po latach - wcześniej nie mogłem się do niej przekonać.

Album jest jeszcze większym eksperymentem brzmieniowym niż Around the World in a Day. Dominują instrumenty perkusyjne z minimalistyczną ilością klawiszy i gitary. Początkowa mini suita, czyli Christopher Tracy's Parade, New Position i I Wonder U to jedna z perełek w dorobku Prince'a. Są tu zwolnienia tempa, zmiany brzmienia perkusji i natchnione damskie wokale. Nie mniej ciekawie wypada reszta oryginalnej strony A - czyli przede wszystkim Girls & Boys, ze świetnym refrenem (wykorzystanym m.in. przez Renatę Przemyk w utworze Prinsówna), przechodzący w Life Can Be So Nice - niejako zakończenie początkowej suity. Ballada Under the Cherry Moon również urzeka unikalnym klimatem. A na koniec dostajemy jeden z niewielu utworów instrumentalnych Prince'a - lekko jazzowe Venus de Milo. Druga strona to już bardziej tradycyjne piosenki Księcia, mocno w stylu przebojów z Around... Mountains i Anotherloverholenyohead są właśnie takimi kawałkami, choć o mniejsze sile przebicia niż ich poprzednicy. Do U Lie? to już stricte jazzowy kawałek, z lekko francuskim klimatem. Na osobne omówienie zasługują pozostałe utwory. Kiss to przebój znany wszystkim, zachwycający niesamowitym aranżem - właściwie sama perkusja z minimalną ilością klawiszy i gitarą w środku. Melodia od razu wpadająca w ucho i pozostająca tam na dłużej. Natomiast Sometimes It Snows in April to tylko duet Prince z Wendy Melvoin przy akompaniamencie gitary akustycznej i fortepianu. Jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych kompozycji Prince w historii. Cudowne zakończenie płyty.

Wydanie dość skromne, przede wszystkim brakuje tekstów utworów - nie wiem czemu, to jedna z niewielu płyt Prince'a pozbawiona tego aspektu. Okładka jest okropna, widziałem lepsze zdjęcia Księcia.

Ocena muzyki: 4/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka - obrzydlistwo

Rozłożona książeczka 1

Rozłożona książeczka 2

Rozłożona książeczka 3

Rozłożona książeczka 4

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz