środa, 18 grudnia 2013

Apollo Four Forty - Electro Glide in Blue (1997)

Data zakupu: 27 marca 2012 roku

Ciekawa sprawa z tą płytą - nigdy nie posiadałem jej w żadnej formie w całości. Owszem, parę utworów miałem (Carrera Rapida, Krupa) przegranych od kolegi, ale cały album nie robił na mnie takiego wrażenia. Nie wiem więc czemu na wiosnę, prawie 2 lata temu, postanowiłem ją zakupić. Zapewne trochę z nostalgii za taką elektroniką, trochę dlatego, że była bardzo tania, no i znajomy ją sprzedawał. W każdym razie teraz jest w mojej kolekcji i lubię jej od czasu do czasu posłuchać. To nigdy nie był zły album, jedynie nie do końca mi pasował. Króluje tu przede wszystkim big beat typu "chemicalowego", choć nie brakuje też innych gatunków jak drum'n'bass (Ain't Talkin' 'bout Dub i Vanishing Point) czy ambient (Stealth Overture, Stealth Mass in F#m) i chillout (Electro Glide in Blue, Pain in Any Language). Muzyka wchodzi łatwo, są momenty, że nóżka sama chodzi (Ain't Talkin' 'bout Dub, Krupa, Carrera Rapida, bonusowy Raw Power), są momenty mocno gitarowe (Altamont Super-Highway Revisited, Tears of the Gods i White Man's Throat)... No i pewnym magnesem dla mnie był fakt, że w Pain in Any Language po raz ostatni w życiu śpiewa Billy MacKenzie - niegdyś współpracownik Yello - który niedługo po tym nagraniu popełnił samobójstwo.

Wydanie z niebieskim tray'em - ciekawy efekt - oraz dodatkowym kawałkiem, Raw Power, znanym m.in. z filmu Szakal. Design dość podobny do płyty Leftism Leftfielda. Czyżby ten sam projektant? Muszę sprawdzić.

Ocena muzyki: 3/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz