wtorek, 2 lipca 2013

Yello - Pocket Universe (1997)

Data zakupu: październik 2005 roku

Tak wygląda efekt mojego zaniedbania. Nie przeczytałem dokładnie opisu aukcji na Allegro, a jedynie popatrzyłem na wyjątkową cenę. No i dostałem to co chciałem - płytę z napisami cyrylicą. Najpierw myślałem, że to ruski pirat, jednakże serwis Discogs listuje to jako oryginał, tyle, że wydany na Ukrainie. Faktycznie, sporo tego wydali, tyle, że obecnie już nie dają napisów cyrylicą, lecz pozostawiają poligrafię bez większych zmian - dodając jedynie parę napisów i logo wytwórni.

Muzycznie Yello nigdy nie było tak daleko od swoich korzeni. Electro pop odszedł w zapomnienie, króluje niepodzielnie techno - i to w wielu odmianach. W sumie nic dziwnego, w tamtym, 1997 roku wielu wykonawców dodawało spore elementy elektroniki do swojej działalności (np. U2). Yello na płycie Pocket Universe grają drum'n'bass (To the Sea), trance (On Track, Resistor), trochę tribalu (Monolith) i ambientu (Beyond Mirrors, Liquid Mountain). Na szczęście wciąż jeszcze pozostaje wiele elementów charakterystycznych dla zespołu - dziwaczne dźwięki, przekształcenia wokalu (zwłaszcza w Celsius) oraz ten sam, głęboki głos Dietera Meiera (choć jest go tu nie za wiele). Nie brakuje też gości jak Stina Nordenstam w To the Sea i Carl Cox w Magnetic. W dodatku płyta została zmiksowana jako jedna całość - brak przerw między utworami, co czyni ten album wyjątkowym w dyskografii Yello. Osobiście nawet go lubię, choć trochę się już zestarzał.

Natomiast design jest potworny. Wszystko wygląda tak jakby grafik stworzył go na kolanie - jest brzydko, bez gustu i byle jak. Okropność.

Ocena muzyki: 4/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz