wtorek, 26 listopada 2013

Omar Rodriguez-Lopez - Megaritual (2009)

Data zakupu: 21 września 2011 roku

Solową działalnością lidera The Mars Volta zainteresowałem się dość późno, bo dopiero w połowie 2009 roku. Do tej pory odskoki od macierzystego zespołu różnych wykonawców wypadały raczej dość blado - albo była to słaba wersja tej samej muzyki, albo totalne eksperymenty, albo coś tak innego, że aż nie przystającego (oczywiście są od tego wyjątki). Dlatego też ominąłem szerokim łukiem płyty A Manual Dexterity z 2004 roku, Omar Rodriguez z 2005 czy Se Dice Bisonte, No Bufalo z 2007 roku. Jednakże w 2008 roku Omar zaczął wydawać jedną płytę po drugiej - w 2008 ukazało się ich 5, w 2009 - 6, nawet w 2007 roku dostaliśmy 2 albumy i 2 single. Dlatego też w pewnym momencie, zaintrygowany tym wydawniczym zalewem, sięgnąłem po album Megaritual - bez specjalnego wyboru, ot, tak, pierwszy mi wpadł w ręce. No i wsiąkłem.

Większość nagrań Omara to niesamowita kopalnia doskonałych pomysłów, które z różnych względów nie dostały się na płyty TMV. Wiele z nich ma dość eksperymentalną naturę (jak album Despair z 2009 roku czy duetu Omara z Jeremy'm Michaelem Wardem i Lydią Lunch), jednakże zdecydowana większość to po prostu utwory rockowe ze świetnymi riffami, solówkami, nierzadko okraszone sporą dawką eksperymentalnej elektroniki i efektów. Powoduje to, że niektóre jego albumy są mało przyswajalne przez nie wyrobionego słuchacza, co nie zmienia faktu, że fan muzyki rockowej znajdzie dla siebie wiele smaczków. Taką płytą jest Megaritual. Zanurzona w olbrzymiej ilości pogłosów, odgłosów, efektów i innych udziwnień, kryje w sobie mnóstwo grania w stylu lat 70-tych, ze świetnymi motywami gitary basowej, doskonałymi riffami i gęsta grą perkusji. Takie są np. pierwsze cztery nagrania na albumie, Panta Section czy Hands Vs. Helix. Nie brakuje jednakże też chwil wytchnienia - w Dispanec Triage dominuje partia fortepianu, a krótki Good is Repaid with Evil to trochę syntezatorowego grania. Muzyka jest bardzo bogata w brzmienia, co zaskakuje zważywszy, że Omar stworzył ją jedynie ze swoim bratem Marcelem. Bardzo lubię ten album i jakbym miał wybierać tylko jeden z 37 (!!) jakie nagrał do tej pory - byłby to właśnie ten.

Wydanie w tekturce, trochę imitujące winyl. Nawet niezłe, choć wolę zwykłe pudełka. Grafika - jak w większości płyt Omara - Sonny Kay. 

Ocena muzyki: 5/5

Okładka

Tył

Cieniutki bok

Środek

Rozłożona okładka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz