wtorek, 27 sierpnia 2013

Oceansize - Effloresce (2003)

Data zakupu: 27 marca 2009 roku

Mój powrót do rocka w 2006 roku zaczął się właśnie od tego zespołu. Nieznany mi do czasu koncertów w Polsce z Porcupine Tree w 2005 roku. Wtedy postanowiłem się zapoznać z ich najnowszym, mocno chwalonym dziełem Everyone into Position z 2005 roku. I tak w styczniu 2006 objawił mi się jeden z najciekawszych młodych zespołów - angielski, a grający jak Amerykanie. Trzy gitary w zestawie potrafią mocno namieszać - co dobitnie słychać także na debiucie, czyli Effloresce

Trzeba przyznać, że zespół mocno dba o klimat płyty. Zaczyna się od instrumentalnego intro, aby potem nagle zaatakować kakofonią gitar przechodzącą w świetne melodie z fajnymi refrenami. W dodatku potrafią utwory mocno zagmatwać i rozciągnąć, nie nużąc ani przez chwilę. Oczywiście nie zapominają też o chwilach oddechu - takie delikatne miniatury jak Rinsed i Unravel dobrze uspokajają po chwilach szaleństwa (zwłaszcza w Massive Bereavement). Słychać tu zarówno rock progresywny, jak i stary, dobry alternatywny rock. Wokalista bardzo dobrze śpiewa, gitarzyści dają czadu, perkusista nadąża za nim cały czas... Piękne granie. I w sumie nawet dość oryginalne - niektórzy porównywali ten zespół do Radiohead, inny do grunge'u, a inni do jeszcze czegoś innego... Dużo niezłych klimatów.

Ale żeby nie było zbyt różowo - początek i koniec są świetne, natomiast trzy kawałki środkowe (You Wish, Remember Where You Are i Amputee) zgrzytają mi w uszach za każdym razem - no po prostu nie dorównują poziomem do reszty. Dlatego ocena taka, a nie inna.

Cały design przypomina wydawnictwa 4AD. Ciekawe, że książeczka jest wydana na bardzo grubym papierze - dziwne wrażenie to robi. Ale poza tym przyjemnie się na to patrzy.

Ocena muzyki: 4/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz