piątek, 23 sierpnia 2013

The Mars Volta - Amputechture (2006)

Data zakupu: 3 lutego 2009 roku

Rok 2006 był dla mnie szczególny - oprócz zmiany pracy na lepszą i powrotu do rocka był też tą datą w którą poznałem najlepszy zespół XXI wieku. Mogę śmiało powiedzieć, że w 2003 roku King Crimson nagrał ostatni album studyjny i przekazał pałeczkę następcy - właśnie zespołowi The Mars Volta. Kierowany przez zwariowanych portorykańczyków Omara Rodriguez-Lopeza i Cedrica Bixler-Zavala wypuściła kilka płyt, z których większość rzuca na kolana. Niesamowita mieszanka punku, rocka progresywnego, krautrocka, rocka psychodelicznego, jazz, latino i jeszcze paru innych rzeczy... W każdym razie po poznaniu Amputechture zostałem dozgonnym fanem tej kapeli. 

A początki nie były takie różowe. W dniu ukazania się płyty znałem zespół jedynie z paru artykułów w Teraz Rocku (wtedy jeszcze kupowałem ten periodyk). Bardzo się nim zachwycali, a mnie to dziwiło, bo nie da się ukryć, że Omar i Cedric nie wyglądają jak typowi rockmani... Zwłaszcza niski i chudy Omar w dużych okularach pasuje bardziej na księgowego... niczym Robert Fripp. W każdym razie postanowiłem zapoznać się z ich najnowszym dziełem. Akurat miałem sporo chodzenia po mieście, dlatego Amputechture wylądowała w moim telefonie (wtedy był to Siemens SL45i, kultowy odtwarzacz mp3) i poszedłem. Pierwszy utwór - hmmm, intrygujące, mocno psychodeliczne, acz bez rewelacji. Drugi kawałek (ło rety, 17 minut!) kompletnie mnie nie porwał, choć miał interesujące fragmenty. Trzeci, krótki Vermicide - fajne granie w stylu starego Pink Floyd. No i w końcu Meccamputechture. I tu zaskoczyło. Co za genialne brzmienie sekcji, do tego świetny saksofon i jak ten Cedric się drze w refrenie. Coś niesamowitego!! Asilos Magdalena - bardzo ładna, akustyczna ballada, z zadziorną solówką pod koniec. Chwila wyciszenia i... jeden z najlepszych riffów wszech czasów. Viscera Eyes. Fantastyczny kawałek przechodzący w kolejny numer zrywający czapę - Day of the Baphomets. W tym kawałku tyle się dzieje, że ciężko ogarnąć go za pierwszym razem. A na koniec El Ciervo Vulnerado - równie mroczny i psychodeliczny jak utwór otwierający album. I koniec. To już? Już minęło te 76 minut? Kiedy? Wow, niesamowita płyta. Moja ulubiona aż do dziś...

Design ciekawy, acz nieporywający. Akurat muzycy mają dość specyficzny gust, jeśli chodzi o okładki i cały wystrój wewnętrzny, nie do końca mi odpowiadający. No i ta wysoka, mało czytelna czcionka. W każdym razie pasuje to do ich pokręconej muzyki.

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Okładka - tytuł i nazwa zespołu są na naklejce

Tył

Bok
Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz