piątek, 18 października 2013

Prince - Lovesexy (1988)

Data zakupu: 10 stycznia 2011 roku

No i wreszcie, po 22 latach od poznania tego albumu, właściwie pierwszego w mojej kolekcji, zakupiłem go na płycie kompaktowej. W sumie dobrze, że trochę poczekałem, ponieważ pierwsze wydania tej płyty (przynajmniej te wydane w USA, a na początku lat 90-tych często łatwiej było dostać takie wersje) zostały wytłoczone z jednym trackiem - cały album to jeden utwór o długości ok. 46 minut. Był to zabieg celowy, aby słuchać płyty jako całości, bez przerw między utworami. Oczywiście posiadam wydanie już z podzielonymi kawałkami - obecnie chyba już się nie tłoczy tamtej wersji. 

Album poznałem mając 13 lat i zrobił na mnie powalające wrażenie. Na początek ambientowe intro (samplowane m.in. przez The Future Sound of London) i skoczny, funkowy kawałek Eye No, po tym hicior Alphabet St. - to już typowo nietypowy kawałek Prince'a, z wyjątkowo połamaną perkusji i słynnym "biciem" na gitarze - tego trzeba posłuchać (również często samplowany, np. przez Nine Inch Nails). Następnie bardziej tradycyjny kawałek Glam Slam z jakże wspaniałym zakończeniem - najpierw jest świetny fragment syntezatorowo-perkusyjny, aż w końcu zostaje sam syntezator imitujący trochę granie na organach. Po tym następuje utwór, którego kiedyś nie lubiłem - Anna Stesia - uznawana przez fanów za jedną z najlepszych ballad Księcia jaką nagrał - dość rockowa. Dance On, z dziwnym metrum, nawet jak na Prince'a wyjątkowo połamany rytmicznie, jest tylko wprowadzeniem do piosenki tytułowej, w której dzieje się tak wiele, że momentami człowiek jest aż zalewany dźwiękami (i tekstem). Świetna gitara. Gwałtowne przejście do When 2 R in Love - drugiej ballady na płycie, bardzo tradycyjnej, w klimacie Sign'O'The Times. I Wish U Heaven to początek genialnej końcówki płyty - łagodny, "niebiański" utwór. Positivity zaś to jeszcze jeden mocno eksperymentalny brzmieniowo utwór - ze względu na różne partie perkusji dzielący się na dwie części. Absolutny majstersztyk. Cóż, na pewno nie jestem obiektywny w stosunku do tej płyty. Ale obiektywnie można powiedzieć, że to ostatni naprawdę genialny album Prince'a - nigdy później nie wzniósł się na takie wyżyny artystyczne.

Natomiast okładka płyty, razem z albumami Prince (z 1979 roku) i Dirty Mind (z 1980) regularnie zajmuje jakieś miejsce w rankingach na najgorsze okładki płyt wszech czasów. Doprawdy goły Prince siedzący na kwiatku wygląda idiotycznie - dobrze, że nie muszę na niego patrzeć cały czas. Reszta to już Warnerowy standard wydawania płyt Księcia - teksty utworów na białym tle... Trochę opisów i tyle.

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok

Środek

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz