piątek, 19 kwietnia 2013

Voo Voo - Voo Voo (1986)

Data pierwszego zakupu: 14 listopada 1994 roku
Data ponownego zakupu: 31 października 2000 roku

Ale miałem wtedy jazdę na Voo Voo. Z moich notatek wynika, że na przestrzeni 3 miesięcy kupiłem aż 5 płyt tego zespołu (oprócz wcześniej wymienionych miałem jeszcze płyty Łobi Jabi i Zaćmienie Piątego Słońca). A kaset jeszcze trochę. Oczywiście pewnego razu wszystkiego się pozbyłem - a potem musiałem kupować ponownie. Jak to mówią Anglicy: Oh well...

Debiut Voo Voo jest niesamowity z jednego powodu - nie przypomina żadnej zachodniej odmiany rocka. Minimalistyczna produkcja, czysty dźwięk poszczególnych instrumentów, zimne brzmienie, do tego surrealistyczne teksty Waglewskiego i jego świetne solówki gitarowe dają płytę jakiej nie było i pewnie nie będzie już nigdy. Absolutnie genialne dzieło nagrane w kompletnie innym składzie niż wszystkie późniejsze (nie ma Pospieszalskiego! Alleluja!). Zdecydowanie jedna z najlepszych polskich płyt wszech czasów.

Natomiast wydanie jest okropne. To chyba jeden z najgorszych projektów płyty jakie w życiu widziałem. Jest brzydko, czarno-biało i mało estetycznie. Zdjęcia nieczytelne - to akurat rozumiem, bo poligrafia wielu różnych wydawnictw z lat 80-tych bardzo cierpiała ze względu na braki w zaopatrzeniu. Ale na CD mogli dać coś więcej.

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Okładka

Tył

Bok - jedna z niewielu płyt, gdzie napis biegnie od dołu do góry

Środek - okropny nadruk na CD

Rozłożona wkładka

Wnętrze wkładki - ogromne logo wydawcy i to powtórzone 2 razy. Ciekawostka - tylko jeden tekst do utworu 'F-I'

1 komentarz:

  1. E tam, ja lubię te klimaty wydawnictw z lat 80 i 90.
    Traya masz nieoryginalnego!

    OdpowiedzUsuń