piątek, 26 kwietnia 2013

The Orb - U.F.Orb (1992)

Data zakupu podstawowej wersji: 29 kwietnia 1996 roku
Data zakupu remastera: 1 września 2008 roku

To jeden z pierwszych przypadków, kiedy wymieniłem stare, zwykłe wydanie płyty na bardziej wypasione. Moja przygoda z Orbem zaczęła się od zespołu Pink Floyd. Tydzień przed premierą płyty The Division Bell w 1994 roku Piotr Metz (wtedy w RMF) puścił w swojej cotygodniowej audycji płytę Wish You Were Here Floydów zremiksowaną niby przez zespół The Orb. Dzisiaj już wiadomo, że Orb nie miał z tymi remiksami nic wspólnego - jedynie fragmenty Little Fluffy Clouds zostały tam wsamplowane. Bardzo mi się te miksy spodobały, jednakże zespół w Polsce nie był prawie w ogóle znany. Rzecz zmieniła się dopiero w maju 1995 roku, kiedy to na naszym rynku pojawiła się kaseta z albumem Orbus Terrarum. Oczywiście natychmiast zostałem jej posiadaczem i kompletnie wsiąkłem w ten świat. To było dla mnie jak objawienie - coś całkowicie innego, niż do tej pory słyszałem. Ale to już historia na inną opowieść.

Muzycznie album U.F.Orb, drugi w dyskografii zespołu, mocno odbiegał od bogatej w dźwięki płyty Orbus Terrarum. Mroczny, bardziej minimalistyczny, mocno definiujący gatunek ambient house, choć zarazem zawierający sporo muzyki tanecznej, dubu i samego house'u. Klasyk. W dniu wydania debiutował na pierwszym miejscu angielskiej listy przebojów - taka wtedy była jazda na Orba na wyspach. Album faktycznie na to zasługiwał. Dużo ciekawszy niż debiut, mniej chaotyczny, nagrany z mnóstwem gości (m.in. Jah Wobble, Steve Hillage, duet Slam, Youth) okazał się zarówno sukcesem, jak i przekleństwem. Kolejne albumy, nagrane dla dużej wytwórni Island już nie miały takiego potencjału komercyjnego jak dwa pierwsze płyty zespołu. Aby przypomnieć o tej świetnej płycie, w 2007 roku, po 15 latach od jej debiutu, ukazała się zremasterowana wersja "Deluxe".

I to jest pierwsza płyta, która dorównuje tym pięknym albumom opisywanym na blogu Płytomaniaka. Wydana pięknie w rozkładanym digipaku i spakowano w plastikową obwolutę, z grubą książeczką zawierającą długi esej o powstawaniu płyty oraz, co najważniejsze, drugą płytę z rzadkimi nagraniami. Edytorsko - pięknie. Co do bonusowej płyty - ze wszystkich remasterów (a wyszło ich w sumie 6) zawiera najlepszy dobór nagrań. Wyrzuciłbym jedynie kiepskie jakościowo demo Blue Room, ale reszta jest całkiem ciekawa. Szkoda jednak, że to tylko parę (bardzo długich, jak przystało na Orba w tamtych latach) utworów. Wydanie 4-płytowe zadowoliłoby mnie bardziej. Trudno. Może na 25-lecie...

Ocena muzyki: 5/5 | Link do Spotify

Okładka w plastikowej obwolucie

Obwoluta zsuwa się lekko z digipaka

Tył

Bok

Rozłożony digipak "na raz"

Kolejne rozłożenie uwidacznia płyty. W jednej z kieszonek jest schowana książeczka. Powyżej obwoluta zdjęta z digipaka

Książeczka

Rozłożona książeczka

Wnętrze książeczki 1

Wnętrze książeczki 2

Wnętrze książeczki 3

Wnętrze książeczki 4

Wnętrze książeczki 5

Wnętrze książeczki 6

Wnętrze książeczki 7

Wnętrze książeczki 8

Wnętrze książeczki 9

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz