piątek, 10 maja 2013

The Orb - Orbus Terrarum (1995)

Data zakupu zwykłej wersji: 12 października 1997 roku
Data zakupu remastera: 16 lipca 2008 roku

Oto najlepsza płyta z muzyką elektroniczną wszech czasów. Od niej zacząłem tak naprawdę przygodę ze nowoczesną muzyką taneczną, ambientem i tego typu gatunkami. Uwiodła mnie od początku swoją nietypowością, przepięknymi, niespotykanymi dźwiękami, niebanalną konstrukcją utworów i niesamowitym, niepowtarzalnym klimatem. Tak naprawdę do dzisiaj jedynie nagrania The Future Sound of London są w stanie wznieść się na wysokość takiej niespotykanej oryginalności w komponowaniu muzyki i doborze dźwięków. Absolut.

Od tej płyty zacząłem też jeszcze jedną przygodę. Otóż, kiedy w maju 1995 roku zakupiłem kasetę z tym albumem, było to pierwsze wydawnictwo w moim posiadaniu na którym był adres www. Tak, wtedy to była rzadkość. No i zimą chyba pod koniec 1995 lub na początku 1996 roku, dzięki znajomej studiującej na Uniwersytecie Jagiellońskim, mogłem po raz pierwszy w życiu wejść w Internet. Oczywiście był to pierwszy adres jaki wstukałem na klawiaturze. Reszta już jest historią... Na wzmiankowanej stronie (już nie istniejącej) był odnośnik do słynnej dyskografii autorstwa Lazlo Nibble'a (ta nadal istnieje, choć pod innym adresem). I wtedy odkryłem czym może być Internet. Kopalnią informacji. 

Muzycznie nie mam co się rozpisywać, zwłaszcza, że to moja ulubiona płyta Orba. Totalny odlot, kosmos, rzecz niespotykana. Są tu co prawda elementy znajome, jak dub w Valley i Slug Dub, ambient w Plateau, mroczniejsze klimaty w Occidental czy w końcu coś a la rock progresywny w Montagne d'Or (der gute berg), ale wszystko zostało tak wymieszane i zmiksowane, że powstała z tego nowa jakość. Alex Paterson w wywiadach podkreślał, że zależało mu na stworzeniu muzyki tanecznej bez wyrazistego rytmu - i to mu się udało. Całość emanuje podskórną pulsacją, tworzoną przez rozmaite dźwięki. Trzeba to samemu przeżyć.

Pierwsze wydanie jakie posiadałem odkupiłem od znajomego. Na szczęście było to wydanie amerykańskie - nie wiedzieć czemu dłuższe od wersji angielskiej o jakieś półtorej minuty. Na nieszczęście już go nie mam - wymieniłem na poniżej prezentowany remaster. I żałuję. Remaster bazuje oczywiście na krótszej, angielskiej wersji, natomiast na dodatkowej płycie, podobnie jak w przypadku Pomme Fritz, mamy jedynie odmienne wersje znanych utworów oraz jeden bonus (Peace Pudding), wbrew temu, co piszą na okładce, znany już wcześniej jako Cocksville USA (ukazał się na składance Axiom Dub) i w dodatku beznadziejny. Jedynie ambientowa wersja Oxbow Lakes jest bardzo fajna. Daje radę także Plateau, ale jest mocno nużący - w wersji podstawowej dużo więcej się w nim dzieje. Pozostałe trzy utwory są nudne, albo tak naprawdę niewiele odbiegają od oryginału (jak White River Junction). Za to książeczka, jak zwykle bogata w tekst, jest dużo ładniejsza od poprzedniego wydania.

Ocena muzyki: 6/5 (!!)

Okładka

Tył

Bok

Środek

Bonusowa płyta

Rozłożona książeczka

Wnętrz książeczki 1

Wnętrz książeczki 2

Wnętrz książeczki 3

Wnętrz książeczki 4

Wnętrz książeczki 5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz